Prezes spółki zarządzającej lotniskiem, Hartmut Mehdorn zapewnia, że lotnisko zacznie działać nim zakończy się jego kadencja. Niemiecka prasa zwraca uwagę, iż Mehdorn ma kontrakt podpisany do końca 2016 roku. Jednak prezes zapewnia, że nowe lotnisko w Berlinie zacznie działać na początku 2015 roku, tak jak to zapowiedział. Nie zamierza też, mimo krytyki, ustąpić ze stanowiska.
- Dla niemieckiego podatnika to katastrofa – uważa Jutta Mattuschek, ekspert opozycyjnej Linkspartei, dodając, że jej zdaniem zarządowi lotniska wcale nie zależy na szybkim uruchomieniu BER.
Każdy miesiąc przestoju BER to 20 mln euro za prąd i klimatyzację, ochronę, sprzątanie oraz utrzymanie infrastruktury.
Koszt inwestycji, szacowany początkowo na 2,5 mld euro, wzrósł do 4,3 mld euro. Jak piszą niemieckie media, ostateczny koszt może być wyższy o kolejne 400 mln euro.
Port lotniczy Berlin-Brandenburg miał być oddany do użytku w czerwcu 2012 roku. Krótko przed tym terminem burmistrz niemieckiej stolicy Klaus Wowereit oznajmił, że z powodu kłopotów z zabezpieczeniami przeciwpożarowymi termin się opóźni. Również kolejne terminy otwarcia: marzec 2013, jesień 2013 oraz marzec 2014 - nie zostały dotrzymane.
Budowa BER jest największą i najbardziej prestiżową publiczną inwestycją w Niemczech ostatnich lat. Udziałowcami spółki budującej lotnisko są kraje związkowe Berlin i Brandenburgia oraz niemieckie państwo.
Nowe berlińskie lotnisko, powstające w Brandenburgii na południe od Berlina w pobliżu dawnego lotniska Schoenefeld, ma zastąpić zamknięty w 2008 roku Tempelhof oraz pełniący obecnie funkcję głównego berlińskiego portu lotniczego Tegel na północy miasta. Ma obsługiwać 27 milionów pasażerów rocznie i będzie tym samym trzecim co do wielkości, po Frankfurcie nad Menem i Monachium, portem lotniczym w Niemczech. Dyrekcja nowego lotniska zabiega także o polskich pasażerów, szczególnie z położonego w pobliżu granicy Szczecina.