Reklama

Usprawnić polski przemysł

Atutem Polski były zawsze niskie koszty pracy, ale w dobie rewolucji łupkowej w Stanach Zjednoczonych to już nie wystarcza – twierdzą eksperci.

Publikacja: 10.09.2014 13:10

Polski przemysł, zwłaszcza ten najbardziej energochłonny, wciąż ma problemy z efektywnością. To może

Polski przemysł, zwłaszcza ten najbardziej energochłonny, wciąż ma problemy z efektywnością. To może skutkować utratą naszej pozycji na zagranicznych rynkach.

Foto: Bloomberg

Polski przemysł, zwłaszcza ten najbardziej energochłonny, wciąż ma problemy z efektywnością. To może skutkować utratą naszej pozycji na zagranicznych rynkach.

– Naszym atutem były zawsze niskie koszty pracy, ale dziś to już nie wystarcza. Istotnie wzrosły ceny surowców i energii, dlatego polskim firmom coraz trudniej jest utrzymać dobre marże i konkurować na globalnym rynku – podkreśla Marcin Jędrzejewski, partner The Boston Consulting Group, i zaleca spółkom pracę nad doskonałością operacyjną. W praktyce oznacza to poprawę wydajności we wszystkich obszarach.

Duże oszczędności

Polska wciąż należy do przemysłowych liderów w Europie, bo w tym sektorze powstaje aż 23 proc. PKB, więcej nawet niż w Niemczech. – Jednak przychody polskich firm rosną zdecydowanie wolniej niż kilka lat temu. Skoro koszty pracy nie odgrywają już tak dużej roli, a z innowacyjnością nie jest najlepiej, to nasz przemysł musi się bronić doskonałością operacyjną – przekonuje Jacek Libucha, ekspert BCG.

Wdrażanie takiego programu rozpoczęła właśnie Grupa Azoty – największy w kraju i drugi w Europie producent nawozów. Jak przekonuje zarząd tej spółki, usprawnienie produkcji, logistyki czy lepsze zarządzanie remontami przyniesie Azotom ponad 300 mln zł korzyści rocznie.

– Europejski przemysł traci konkurencyjność, m.in. z uwagi na wysokie ceny gazu w porównaniu z innymi regionami świata. Poprawa efektywności to dla Azotów wręcz konieczność, bo podobne programy wdrażają też największe spółki chemiczne w Europie – przyznaje Dominik Niszcz, analityk DM Raiffeisen.

Reklama
Reklama

Dzięki podobnym działaniom gigant chemiczny BASF do 2015 r. osiągnie aż 1 mld euro oszczędności rocznie, a mniejszy niemiecki koncern Evonik – około 0,5 mld euro do 2016 r. – Dla Grupy Azoty 300 mln zł to niebagatelna kwota. Osiągnięcie takich oszczędności z pewnością zaowocuje, gdy koniunktura w branży chemicznej znacząco się pogorszy – podkreśla Niszcz. – Pytanie tylko, w jakim stopniu spółce uda się zrealizować ten plan – zastrzega analityk.

Firmy chemiczne przygotowują się w ten sposób do walki z konkurencją z USA, która korzysta na rewolucji łupkowej. Ceny gazu na najważniejszych rynkach przemysłowych świata są dziś 2,5–4 razy wyższe niż w Ameryce Północnej. Z tego powodu tylko w kilku najbliższych latach inwestycje chemiczne w USA sięgną 100 mld dol.

Nie tylko chemia

Według ekspertów większa wydajność może pomóc też innym branżom, np. energetycznej, wydobywczej czy paliwowej. Z doświadczeń BCG wynika, że zmniejszenie kosztów w spółkach rafineryjnych może poprawić ich marże o 4–12 proc. Przedstawiciele Grupy Lotos przyznają, że dzięki realizowanemu od 2008 r. programowi udało im się zwiększyć marżę rafineryjną o ok. 40 mln zł.

Natomiast samo usprawnienie drążenia chodników w kopalniach węgla może dać 12–15 mln zł oszczędności rocznie. – Nie chodzi przy tym o twarde cięcie kosztów czy zwalnianie ludzi, ale o wiele drobnych działań usprawniających procesy, z którymi pracownicy firm borykają się na co dzień – zaznacza Libucha.

Biznes
Umowa UE–Mercosur zamrożona, kryzys taksówek, złoto i srebro biją rekordy
Biznes
Polscy konsumenci chcą więcej lokalnej produkcji
Biznes
Koniec dopłat do elektryków, Trump grozi Francji, NBP stawia na złoto
Biznes
Totalizator to firma technologiczna
Biznes
UE stawia na dyplomację, boom medtechów i wzrost nierówności
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama