fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Szumilas: winne są przedszkola

Według przedszkoli Krystyna Szumilas sprowadza je do roli XIX-wiecznych ochronek
Fotorzepa, RP Radek Pasterski
Minister edukacji przekonuje, że przyczyną szkolnych niepowodzeń może być... nauka w przedszkolach.
Taką tezę Krystyna Szumilas postawiła w ostatni wtorek podczas spotkania ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego. Według niej problem polega na tym, że rozpoczynając naukę pisania w przedszkolu, dziecko jest pod opieką innego nauczyciela, a potem drugi kontynuuje jego pracę w szkole. Zdaniem Szumilas ta zmiana może się niekorzystnie odbić na procesie edukacyjnym dzieci.
Pedagodzy, z którymi rozmawialiśmy, mówią, że to demagogia, afront wobec nauczycieli przedszkoli i sprowadzanie tych placówek do roli XIX-wiecznych ochronek.
Oto wypowiedź Szumilas: „Wyobraźcie sobie państwo, że uczycie się przez rok matematyki, a potem zmienia się nauczyciel. Nie znacie jego metod, z trudem się do nich przyzwyczajacie. Tak samo czuje się dziecko, które po roku nauki pisania w zerówce musi się przestawić na metody innego nauczyciela. Naukowcy od dawna zwracają uwagę, że właśnie to może być przyczyna późniejszych niepowodzeń szkolnych”.
Zapytaliśmy Ministerstwo Edukacji na podstawie jakich badań minister postawiła taką tezę. Odesłano nas do publikacji o wpływie fluktuacji nauczycieli na edukację uczniów, w których została udowodniona taka negatywna zależność.
Poprosiliśmy o komentarz prof. Bogusława Śliwerskiego, przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Jego zdaniem nie można wykorzystywać wyników badań dotyczących zmian nauczycieli do dyskusji o tym, co jest korzystne, a co nie w przechodzeniu dzieci przez kolejne progi edukacyjne.
– Na tej samej zasadzie można bowiem zakwestionować konieczność przechodzenia dzieci z poziomu kształcenia zintegrowanego do kształcenia przedmiotowego, które następuje pomiędzy III a IV klasą szkoły podstawowej, i co także wiąże się ze zmianą nauczycieli – mówi prof. Śliwerski. Dodaje, że wypowiedź Szumilas to demagogia, która dodatkowo dyskryminuje i podważa kompetencje nauczycieli przedszkoli. – Przypomnę, że w zerówkach dzieci uczyły się czytania, pisania oraz podstaw liczenia od lat 70. ubiegłego wieku. Gdyby prowadziło to do depresji i szkolnych niepowodzeń, już dawno byśmy o tym wiedzieli – mówi. Podkreśla, że to właśnie w wieku przedszkolnym dzieci nabywają umiejętności do nauki pisania oraz czytania, a nauczyciele przedszkoli są przygotowani do tego, by ten moment wyłapać. – Przewaga przedszkoli w procesie nauczania polega też na tym, że tam 24-osobową grupą dzieci opiekuje się dwóch, a nieraz trzech nauczycieli. W szkole jeden nauczyciel niekiedy ma ich pod opieką nawet ponad 30 – dodaje.
Zbigniew Wójcik, dyrektor przedszkola w Broniszach, przyznaje, że do jego placówki swoje dzieci posyłają szkolni nauczyciele z prośbą o to, by uczył je czytać i pisać. – Mają oni obawy, że szkoła nie nauczy ich tak dobrze tych umiejętności jak przedszkole – mówi Wójcik. Dodaje, że przez wiele lat praktyki zdobyły umiejętności i niezbędne pomoce do tego procesu, których w szkole jeszcze brakuje.
Nasi rozmówcy nie mają wątpliwości, że Szumilas chce wytłumaczyć decyzje MEN z 2009 r., kiedy z podstaw programowych przedszkoli zniknęła nauka alfabetyzacji dzieci.
– To był zabieg, który miał na celu zniechęcić rodziców do pozostawiania sześciolatków w przedszkolach i wymusić na nich decyzję o posłaniu dziecka do szkoły – mówi Małgorzata Barańska, pedagog i autorka wielu publikacji do pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym i młodszym szkolnym. Jej zdaniem na ten sam efekt obliczona jest i ta wypowiedź.
Dyrektorzy przedszkoli podkreślają, że ministerstwo edukacji ewidentnie stara się umniejszać rolę ich placówek i pedagogów, wymuszając na nich działania, które spowodują, że rodzice sześciolatków będą posyłać dzieci do szkół. – To absurd, bo musimy działać wbrew własnym interesom, co więcej, z naszych obserwacji wynika, że nie wszystkie sześciolatki są gotowe do rozpoczęcia nauki w szkole. Zmusza się nas do kłamstwa – mówi jeden z naszych rozmówców.
Stanowiska Szumilas broni prof. Krzysztof Konarzewski z podległego MEN Instytutu Badań Edukacyjnych, twierdząc, że już przedwojenna szkoła pedagogiki mówiła o tym, że naukę czytania i pisania powinien jak najszybciej przeprowadzić jeden nauczyciel. – I do 2009 r. to właśnie robiła zerówka – ripostuje prof. Śliwerski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA