fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Wyzwanie to praca, a nie geje

Piotr Duda
Fotorzepa, Piotr Wittman Piotr Wittman
Ludzi nie obchodzi, czy to transwestyta, czy gej. Chodzi im o to, żeby mieli co do garnka włożyć - mówi Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność".
Rz: Po czwartkowym posiedzeniu prezydium Komisji Trójstronnej przedstawiciele rządu narzekali, że ze wszystkimi partnerami społecznymi można się dogadać poza wami, czyli Solidarnością. Dlaczego nie jesteście skorzy do kompromisu, skoro zaproponowane rozwiązania mogą uchronić pracowników przed bezrobociem?
Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność": My też chcemy ratowania miejsc pracy, ale te działania nie mogą się odbywać kosztem pracowników. Przede wszystkim nie podobają nam się przepisy o rocznym rozliczeniu czasu pracy, które mają wejść na stałe do kodeksu pracy. Obawiamy się, że to spowoduje, że pracownik stanie się niewolnikiem na rozkaz.
Dlaczego?
Jednego dnia wezwą go do pracy na 12 godzin, drugiego na 5. Jak w takiej sytuacji na przykład odbierać dzieci z przedszkola? A co z pieniędzmi? Prawdopodobnie będzie tak, że w tych miesiącach, kiedy będzie pracował mniej, dostanie też niższą wypłatę. Z czego wtedy zapłaci za czynsz? Nie możemy zgodzić się na takie regulacje.
Sprawa rocznego rozliczenia czasu pracy jest już w zasadzie przesądzona. Obecnie ważą się jednak losy tzw. ustawy antykryzysowej, przeciwko której także protestujecie. Dlaczego, skoro te rozwiązania były przećwiczone już w 2009 roku i wiele osób rzeczywiście uchroniły przed zwolnieniami?
Protestujemy, bo domagamy się jasno określonej procedury korzystania z tych rozwiązań. Obecna ustawa uzależnia przyznanie pomocy firmie nie od obiektywnych przesłanek, ale od czyjejś decyzji. To zły pomysł.
Jak wobec tego powinno być?
My uważamy, że te przesłanki powinny być ściśle określone, np. że pomoc należy się, gdy produkt krajowy brutto spadnie poniżej pewnego poziomu albo bezrobocie pójdzie w górę o kilka punktów procentowych. Obawiamy się tego, że ostateczna decyzja o przyznaniu środków z Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych będzie w rękach ministra finansów Jacka Rostowskiego. A on tych pieniędzy nie da. Pamiętamy przecież, ile razy wnioskowała o nie poprzednia minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak. Tymczasem minister Rostowski prędzej tymi pieniędzmi załata dziurę w budżecie, niż da je ludziom.
Ale przedłużając dyskusje nad rozwiązaniami antykryzysowymi, działacie na szkodę pracowników. Im później wejdzie ona w życie, tym mniej osób z niej skorzysta, a więcej trafi na bruk. Niewykluczone też, że powstanie już po kryzysie.
Nie można przyjmować, że kryzys można powstrzymywać wyłącznie kosztem pracowników. Zauważyliśmy, że z roku na rok coraz bardziej lekceważy się przepisy prawa pracy. Przykład idzie z góry – skoro rząd daje pracodawcom sygnał, że można w taki sposób traktować ludzi pracy, to przedsiębiorcy to robią. Nie ścigamy zatrudnienia na umowach śmieciowych, więc coraz więcej firm w taki sposób zatrudnia. Trzeba wreszcie przerwać ten wyzysk pracowników.
Zauważył pan, żeby ostatnio było coraz gorzej?
Zdecydowanie tak. Przedsiębiorcy widzą, że z pracą jest ciężko i dlatego postępują z pracownikami tak jak chcą. Zamiast normalnych etatów dostają umowy śmieciowe albo pracują za minimalne wynagrodzenie. Gorzej traktuje się także działaczy związkowych. Nie ma chyba dnia, w którym nie docierałaby do mnie informacja o tym, że związkowiec – mimo należnej mu ochrony – stracił pracę.
Przecież możecie na takie praktyki skarżyć do wymiaru sprawiedliwości.
Przerażające jest to, że nawet jeśli sprawa trafi do prokuratury, to zostaje umorzona z powodu „znikomej społecznej szkodliwości czynu". A jeśli skończy się wyrokiem nakazującym przywrócenie do pracy, to bardzo często wyrok nie jest respektowany. A jeśli nawet wróci do pracy – w błyskawicznym tempie dostaje kolejne wypowiedzenie. Takie rzeczy w państwie prawa nie powinny mieć miejsca.
Podczas ostatniego spotkania z Januszem Piechocińskim nowy wicepremier obiecał panu, że osobiście się tymi sprawami zajmie. Zapowiedział, że spotka się w tej sprawie z ministrem Gowinem, bo problem jest nie w złym prawie, ale w tym, że nie jest ono respektowane.
Bardzo dziękuję Januszowi Piechocińskiemu że stanął po naszej stronie. Mam jednak świadomość, że Polskie Stronnictwo Ludowe jest tym mniejszym koalicjantem i ich siła przebicia jest niezbyt duża. Wszystko zależy od premiera Donalda Tuska, a on stoi po stronie pracodawców, a nie pracowników.
Rozumiem, że w skuteczne działania polityków pan nie wierzy?
Politycy, zamiast zajmować się kryzysem, hamującą gospodarką i rosnącym bezrobociem, wynajdują tematy zastępcze. Kogo tak naprawdę obchodzi, czy marszałkiem sejmu jest transwestyta, gej czy osoba heteroseksualna? Z tego chleba nie przybędzie, a dla ludzi ważne jest to, żeby mieli co do garnka włożyć.
Ale ludzi obchodzą także rozwiązania prorodzinne, o których też się teraz mówi. To dotyka wielu osób.
Ma pani na myśli roczny urlop macierzyński?
Zgoda, to dobry pomysł, ale trzeba się zastanowić, kto z niego skorzysta.
Matka na umowie-zleceniu czy na umowie o dzieło? Nawet jeżeli dostanie świadczenie z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, to i tak z pracą będzie musiała się pożegnać. To nie daje jej poczucia stabilizacji, która jest tak bardzo potrzebna, gdy się zakłada rodzinę.
Nie chcecie zatem dłuższych urlopów macierzyńskich. To brzmi jak herezja.
Nie, to nie tak. Urlopy powinny by dłuższe, ale dla wszystkich kobiet, nie tylko tych pracujących na etatach. Rozwiązujmy i takie problemy.
Kto powinien to rozwiązać? Wy? Po spotkaniu z premierem Piechocińskim zapowiadał pan, że teraz nie będzie to walka, ale wręcz wojna. Jakie zamierzacie wytoczyć działa, jakiego użyć oręża?
Wszystkie, jakie są dostępne, ale konkretne decyzje zapadną dopiero na marcowym posiedzeniu Komisji Krajowej w Bielsku-Białej. Na razie myślimy o czterogodzinnym strajku ostrzegawczym na Śląsku. Już 4 marca będzie w tej sprawie decyzja.
A będzie strajk generalny?
Nie wykluczamy także strajku generalnego oraz innych, mniejszych działań, które mam co prawda w głowie, ale za wcześnie o tym mówić.
Zdaniem wielu osób to, co teraz zapowiadacie, to początek kampanii wyborczej. Będzie pan kandydować na prezydenta? Ostatnio pojawiły się takie plotki.
Nie, nie będę kandydował ani na prezydenta Polski, ani na prezydenta Gliwic, gdzie mieszkam.
Jestem związkowcem, szefem związku zawodowego i do moich obowiązków należy troska o ludzi pracy, a nie walka o tytuły i urzędy.
—rozmawiała Joanna Ćwiek
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA