11 listopada

Marsz policjantów w kominiarkach

Na dostępnych w Internecie filmach widać zamaskowanych funkcjonariuszy w tłumie
www.youtube.com
Opozycja domaga się wyjaśnień dotyczących roli policji w zamieszkach 11 listopada. SLD – delegalizacji narodowców
Tysiące uczestników Marszu Niepodległości, w tym również większość przybyłych z całej Polski kibiców, chciała maszerować w spokoju. Ich wysiłek został zniweczony przez bojówkarzy, którzy w Warszawie szukali jedynie okazji do rozróby. Teraz policja wyłapuje zadymiarzy i zapowiada wnioski o surowe ukaranie. Jak rozwijała się sytuacja - przeczytaj chronologiczną relację z zamieszek
Organizatorzy Marszu Niepodległości mówią z kolei o policyjnej prowokacji. – Niestety, na patriotycznej manifestacji pojawiło się wiele osób upojonych alkoholem i agresją, chcących bójek, a nie uczczenia niepodległości – mówi „Rz" poseł Przemysław Wipler (PiS). – Ale są też poważne pytania co do działań policji – dodaje.
Po zamieszkach w Dniu Niepodległości w stolicy policja zatrzymała 176 osób, większość z nich została zwolniona po przesłuchaniach. Wczoraj w policyjnych aresztach przebywało jeszcze kilkanaście osób. W zamieszkach ucierpiało w sumie 22 policjantów, z czego trzech wczoraj wciąż było w szpitalach.

Walka na pozwy

Miasto swoje straty po niedzielnej zadymie wyceniło na 20 tys. zł, a kolejne 30 tys. zł kosztowało sprzątanie ulic. Stołeczni urzędnicy zapowiadają, że wystąpią do organizatorów o zwrot tych pieniędzy. Ale organizatorzy Marszu Niepodległości też przygotowują pozwy. – Zostanie złożone zawiadomienie o popełnieniu przez policję przestępstwa polegającego na stworzeniu zagrożenia dla życia i zdrowia – mówi „Rz" Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej i jeden z organizatorów Marszu Niepodległości. Chodzi o to, że w momencie, gdy grupa bandytów zaatakowała funkcjonariuszy, policja zamiast usunąć zadymiarzy – na przykład spychając ich w boczną uliczkę, otoczyła kordonem uczestników Marszu Niepodległości. Funkcjonariusze z megafonów wzywali do opuszczenia placu, ale jednocześnie chcący się rozejść mieli z tym problem. Policjanci blokujący ulice nie wypuszczali ich z „kotła". – Gdyby tłum wpadł w panikę, mogłoby dojść do tragedii – mówi „Rz" poseł Przemysław Wipler (PiS), uczestnik Marszu. Organizatorzy niedzielnej manifestacji mówią też o policyjnej prowokacji. – Mamy zdjęcia, świadków i filmy pokazujące, że burdy prowokowali funkcjonariusze w cywilu, w brązowych kominiarkach wmieszani w tłum – przekonuje Winnicki.

Trudne pytania do policji

Policja ripostuje, że zarzuty o prowokacji to bzdura. Jednak faktem jest, że w tłumie manifestantów byli zamaskowani funkcjonariusze. – Mieli do tego prawo. To policyjni antyterroryści. W tym roku przyjęliśmy taktykę, że użyjemy również grup specjalnych do wyłapywania najbardziej krewkich bandytów. Zamaskowani funkcjonariusze mieli wyłapywać prowodyrów zamieszek, i to się powiodło – mówi „Rz" Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji. Ale tu pojawia się kolejne pytanie. Dlaczego policjanci w kominiarkach nie reagowali, gdy w burdzie brała udział jeszcze zaledwie niewielka grupka chuliganów. A także dlaczego policja, choć w pierwszych minutach zamieszek znacznie przeważała liczebnie, nie zepchnęła zadymiarzy na bok i nie odcięła ich od Marszu Niepodległości. – Nie zawsze można użyć zwartych pododdziałów do akcji – przekonuje Sokołowski. – Gdyby uderzenie na chuliganów poszło tylko z jednej strony, to rozbiegliby się w kierunku placu Konstytucji i za chwilę mielibyśmy powtórkę – tłumaczy. Pytanie tylko, dlaczego przez kilkadziesiąt minut policja nie podjęła interwencji, ograniczając się do komunikatu, w którym przekonywała, że za chwilę taka akcja będzie. –  A kiedy już użyto siły, to w sposób zupełnie nieadekwatny. Byłem świadkiem, jak policja gazem potraktowała grupę, w której były osoby starsze i dzieci – mówi Wipler.

SLD w akcji

Na awanturze wokół niedzielnych rozruchów kapitał polityczny próbuje zbijać SLD. Wczoraj lewica zapowiedziała, że złoży wniosek o delegalizację ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. – Wszystko, co robią te organizacje, ma znamiona jawnego propagowania faszyzmu – mówił wczoraj Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny SLD. – Pogrobowcy Lenina, Marksa, spadkobiercy partii, która niszczyła polską niepodległość, co jakiś czas wykazują antydemokratyczne odchyły, proponując delegalizację tego czy innego ugrupowania. Nas to chcą już chyba zdelegalizować po raz trzeci. Widać, że SLD nie ma pomysłów na zdobywanie kapitału politycznego – ripostuje Winnicki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL