fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Album Witkacy - wydawnictwo BOSZ

Kompozycja fantastyczna ?z dzikiem, 1920; fot. Piotr Ligier, Muzeum narodowe w Warszawie
materiały prasowe
Jan Bończa-Szabłowski
18 września miną 73 lata od śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza, a jego życie i twórczość to wciąż wiele zagadek – pisze Jan Bończa-Szabłowski
W przyszłym tygodniu w księgarniach pojawi się album „Witkacy", w którym znajdą się jego nieznane prace. Książka burzy też kilka mitów krążących na temat twórcy „Nienasycenia". Pokazuje nowe wątki dotyczące jego twórczości. Zobacz galerię zdjęć
Prawdziwym rarytasem albumu jest niepublikowany dotychczas, mało znany, znajdujący się w rękach prywatnych autoportret Witkacego z 1918 roku. Wykonany najprawdopodobniej zaraz po powrocie z Rosji.
– Takie portrety są prawdziwą rzadkością – podkreśla autorka dr Anna Żakiewicz z Muzeum Narodowego w Warszawie. Twórczością Stanisława Ignacego Witkiewicza zajmuje się od niemal 30 lat.
Kolejną ozdobą albumu jest rzadko prezentowany portret matki, powstały w tym samym czasie. Wśród prac publikowanych po raz pierwszy jest też nieznany dotąd, znajdujący się w zbiorach prywatnych portret Jadwigi Janczewskiej. Ta wielkiej urody dama, wieloletnia narzeczona Witkacego, prezentowana jest w czapce uszatce, pod parasolką.
Bardzo oryginalna okładka to z kolei prawie nieznany wizerunek Janiny Leszczyńskiej, który ze zbiorów prof. Jana Leszczyńskiego, przyjaciela artysty, niedawno trafił do kolekcji Witkacego w muzeum Słupsku. Obu panów łączyło zainteresowanie filozofią oraz... miłość do żony profesora, Inki Turowskiej-Leszczyńskiej, przedstawionej na okładce, trzeba przyznać, niezwykle ekspresyjnie. Wszystkie kompozycje malarskie lub pastele Witkacego mają swoją historię. Często były inspiracją do późniejszych utworów literackich i dramatów.
– Zaintrygowała mnie „Kompozycja z dzikiem". Dzik nie pojawia się w żadnym z jego dramatów, a tu jeszcze zamiast kopyt miał pazury. Autorzy podpisu zasugerowali się kształtem głowy zwierzęcia, ja przyjrzałam się całej sylwetce i uznałam, że to mógłby być niedźwiedź. I wszystko stało się jasne, to jedna z ostatnich scen powieści „Pożegnanie jesieni", jej bohater Atanazy spotyka niedźwiedzicę i ją kokainizuje. Postać zaznaczona żółtą kropką była pod wpływem narkotyku.
W innym obrazie „Bajka" można doszukać się wizji dwóch późniejszych dramatów. Są tam Monstrunki, potworki z „Janulki córki Fizdejki", oraz Edgar Wałpor z „Kurki wodnej" w stroju muszkietera.
– Te dwa potworki noszą krynolinki, jeden różową, drugi niebieską. W kolejnym akcie sztuki zdejmują je i zamieniają się w facetów – mówi „Rz" autorka albumu. – Witkacy wymyślał jakąś scenę, postacie, malował to pastelem lub olejem, a potem pisał dialogi. Wychodził od obrazu do literatury.
Wiele jego prac nie ma autorskich podpisów, co daje pole do spekulacji. Kompozycja przedstawiająca pięć postaci na tle pejzażu była interpretowana jako ilustracja do debiutanckiej powieści Witkacego – „622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta". Anna Żakiewicz uważa zaś, że mogła powstać po lekturze „Nietoty" Micińskiego: – Znajdujący się w centrum malarz i pisarz może być zarówno Bungiem, jak księciem Hubertem. Blondyna z kokardą przypomina panią Akne, ale też księżniczkę z „Nietoty". U Micińskiego jest scena, gdy bohaterowie idą przez sosnowy las, a słońce przebija żółtym blaskiem. Tak jak w tym obrazie.
Ważną inspiracją dla Witkacego okazała się współpraca z zapomnianym już dziś pisarzem Romanem Jaworskim. Zaproponował on mu ilustracje do opowiadania „Trzecia godzina". Rzecz jest o artyście, który tworzy sztukę czystą, maluje tańczące szkielety, a potem zatrudnia się w przedsiębiorstwie pogrzebowym i w zależności od rodzaju i charakteru uroczystości przygotowuje odpowiedni jej wystrój. Dostosowując się do zamówień zleceniodawców, tworzy odpowiedni rodzaj oprawy pogrzebowej.
Z takiej inspiracji zrodziła się słynna "Firma portretowa" Witkacego. Wiele prac, co powszechnie wiadomo, powstało pod wpływem używek. Autor skrupulatnie zaznaczał je na każdym dziele. Często pojawiają się sugestie, że sam był morfinistą, co nie jest prawdą. Był narkomanem uzależnionym od kokainy.
– W 2001 roku w warszawskim Centrum Sztuki Studio noszącym imię Witkiewicza otwarto wystawę, na którą zaproszono uznanego psychiatrę – opowiada autorka albumu. – Bardzo bronił się przed diagnozą stanu zdrowia zmarłego przed ponad pół wiekiem artysty. Przyznał jednak, że na podstawie znanych mu dokumentów można stwierdzić, że nie był narkomanem. Wiele wskazuje natomiast na to, że był alkoholikiem i miał paraliż postępowy, konsekwencja syfilisu.
Zaraził się podczas pobytu w Rosji. Leczył się z tej dolegliwości u profesora Kryształowicza. Za konsultacje płacił mu portretami jego żony i rodziny. Po bitwie w 1916 r., w której został ranny w głowę, zdiagnozowano u niego schizofrenię maniakalno-depresyjną. Prawdopodobnie przez całe życie się z nią zmagał.
Jego rysunki o tematyce erotycznej są śmiałe, często wręcz obsceniczne, jak choćby „Schujowacenie mózgowia" przedstawiające ogromny organ męski wyrastający z głowy, umieszczonej między rozłożonymi nogami kobiety. Witkacego zawsze interesowały kobiety, ale miał z nimi skomplikowane relacje.
– Każdy, kto przeczyta jego powieści, znajdzie w nich dziwaczne rozważania na temat seksu. Niby erotoman, ale jak się wczuć w to, co pisał, ukaże się facet, który chyba miał problemy – ocenia Anna Żakiewicz. – Nie są to wynurzenia kogoś, kto jest zadowolony ze swojego życia erotycznego. Związki z kobietami najwyraźniej mu w życiu nie wychodziły. Jego relacje z żoną wkrótce będziemy mogli śledzić, czytając listy do niej w IV już tomie opracowanym przez prof. Janusza Deglera. Moda na Witkacego nie przemija. Ludzie zachwycają się jego obrazami, sięgają do fotografii. Kompozycje twórcy „Nienasycenia" i „Pożegnania jesieni" wciąż inspirują, fascynują, zachęcają do niekonwencjonalnych działań.
Jednym z nich była wystawa, jaką zorganizowano przed kilku laty w Londynie. Obraz „Stworzenie świata" podzielono na dziewięć kadrów. I każdą z prezentowanych na nich historii zinterpretował po swojemu inny artysta. Niektórzy starali się być wierni Witkacemu, ale jedna z artystek, w której kadrze znalazła się postać Boga Ojca, przedstawiła go jako... Michaela Jacksona. Projektantem albumu „Witkacy" jest Lech Majewski, malarz i plakacista, profesor warszawskiej ASP. A zaczynać będzie następującą sentencją: „Idź książeczko między ludzi, idź i piękne myśli budź, a jak myśl się piękna wzbudzi, sama zarżnie wszelką chuć".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA