Teatr

Malta Festival: John M.Coetze to najwaźniejszy pisarz świata

„Slow Man” – opera, do której Coetzee napisał libretto, to najlepsze przedstawienie Mai Kleczewskiej
Malta Festival
Malta udowadnia, że John M. Coetzee to dziś najważniejszy pisarz świata - pisze Jacek Cieślak z Poznania
Laureat Nobla, debiutując na poznańskim festiwalu Malta jako librecista, poddał gruntownej rekonstrukcji swoją powieść „Powolny człowiek".
W książce Paul Rayment, emerytowany, rozwiedziony, bezdzietny fotograf, traci nogę w wypadku rowerowym i, jak to bywa w prozie Coetzeego, zaczyna się życiowa katastrofa, od której może wybawić tylko cud. Zdarza się, ale ma gorzki smak, bo jest nim miłość do chorwackiej pielęgniarki, żony i matki. Deus ex machina, pojawia się pisarka Elizabeth Costello, autorka opowiadanej historii, ale i demiurg, który przestrzega przed niemoralnym, egoistycznym czynem.

Taniec z wózkiem

Libretto autor oparł na jednym epizodzie swej książki. Costello aranżuje bohaterowi spotkanie z niewidomą Marianną. Uzmysławia, że dramat mężczyzny jest niczym wobec nieszczęścia kobiety. Przywołuje ewangeliczną zasadę „Jeden drugiego brzemiona noście".
Coetzee zmienił więc motyw romansu na dojrzałą miłość, ale nie uderzył w patetyczny, operowy ton, zachowując elementy typowej dla siebie egzystencjalnej groteski: wszak kulawy ma prowadzić przez życie ślepą. Pada też fundamentalne pytanie, czym jest miłość: emocjonalnym odruchem serca czy poświęceniem? Maja Kleczewska, po nieudanej „Orestei" w Teatrze Narodowym, zrealizowała jeden z najważniejszych spektakli w swoim dorobku. Rzadko opera bywa prawdziwym teatrem, dzięki reżyserce scena pulsuje nie tylko muzyką i śpiewem, jest również nasycona świetnym, nowoczesnym aktorstwem śpiewaków, z którym rywalizuje drugi plan tancerzy. Zamknięta trzema szarymi ścianami przestrzeń, gdzie rekwizytami są „balkoniki" dla inwalidów, oddziałuje w skali makro, wspierana filmową projekcją nocnej jazdy, wypadku oraz domu Costello. Ale i mikro, gdy za pośrednictwem kamery czytamy słowne graffiti na ciele jednej z tancerek, które są wołaniem o miłość. Scena, gdy Krzysztof Raczkowski jak dyskobol rzuca się w wir tańca z wózkiem inwalidzkim, trzyma w napięciu i jest przekroczeniem ludzkiej bezsilności wobec losu. Nie byłoby sukcesu opery bez flamandzkiego kompozytora Nicholasa Lensa. Jego muzyka jest złotym środkiem pomiędzy współczesnymi eksperymentami a klasyczną, harmonijną melodyjnością, chwilami bliską musicalu. Dzięki temu bas-baryton Mark S.Doss (Raymont), mezzosopran Lani Paoulson (Costello) i sopran Claron McFadden (Marijna) poza awangardowymi monologami mają do zaśpiewania tradycyjne arie. A całością pokierował libański dyrygent Bassem Akiki – wprost do serc i umysłów widzów w poznańskim Teatrze Wielkim. – Przedstawienie niezmiernie mi się podobało – powiedział John M. Coetzee podczas poświęconego mu forum, otworzonego przez ministra Bogdana Zdrojewskiego. Było to jedyne emocjonalne zdanie, jakie wypowiedział. Potwierdziło się, że publiczne wystąpienia noblisty są tak samo oszczędne i stonowane jak jego książki i ich bohaterowie. Także podczas kolacji wydanej na cześć gościa mówił niewiele, unikając tematu twórczości. Przysłuchiwał się za to i przyglądał wszystkiemu uważnie, jakby zbierał materiał do następnej książki.

Chaos naszego życia

Milczenie pisarza obrosło już w anegdoty. Gdy Lens wysłał do niego e-maila z pytaniem, czy zgodziłby się na wystawienie „Slow Mana" i napisanie libretta – nie odpowiadał przez miesiąc, po czym napisał tylko krótkie: „Tak". To frapujące zwłaszcza na tle jego profesorskiej przeszłości, gdy wykładał literaturę i anglistykę w Buffalo, Nowym Jorku i Kapsztadzie. Przestał udzielać się publicznie, gdy w 2003 r. otrzymał Nagrodę Nobla. Rozgadana pozostała jedynie Elizabeth Costello, odbierana powszechnie jako literackie alter ego pisarza. Gdy padło pytanie, skąd u noblisty tak duża znajomość natury kobiet, odpowiedział: – Mężczyzna spędza większość czasu z kobietami. Czy to jest takie dziwne, że powinien mieć na ich temat chociaż trochę wiedzy? Z kolei zaprezentowana na Malcie adaptacja powieści „Hańba" udowodniła, że w imieniu całego męskiego świata Coetzee poczuwa się do winy za to, że relacje mężczyzn z kobietami zbudowane są zbyt często na agresji i brutalności. Węgier Kornel Mundruczo wyreżyserował moralitet o współczesnym Adamie, który w różnych wcieleniach, z różnymi społecznymi maskami – nieustannie dokonuje gwałtu na Ewie. To niesamowite, że oszczędna i precyzyjna proza jest jednocześnie wieloznaczna i metaforyczna. Można ją czytać realistycznie, ale i jako przypowieść o człowieku zmagającym się z Bogiem. Krzysztof Warlikowski, dla którego Coetzee jest najważniejszym współczesnym pisarzem i cytował go w trzech spektaklach, powiedział w książce „Wyostrzyć wzrok. Sztuka, świat i polityka" wydanej przez Maltę: „On zajmuje się tylko klęską pojedynczego życia, a nawet zaledwie przeczuciem przegranej, pokazuje życie, które ledwo czegoś dotknęło, coś liznęło, a już osuwa się w chaos. Każdy z nas w końcu pogrąża się w chaosie i przestaje rozumieć świat. I Coetzee, który pewnie sam ma ten problem, świetnie tę chwilę łapie. Ale zawsze z perspektywy jednostek". Coetzee na ten temat nie lubi się wypowiadać szczególnie. – Piszę. Nie zajmuję się interpretacją – uciął rozmowę skromnie, a potem dodał, że uczy go pokory również obserwowanie świata opery, w którym łączą się talenty wielu artystów, reprezentujących różne dziedziny. Przyznał, że bardzo obawiał się, czy jego libretto oparte na prozie utrzyma ciężar muzyki. — Uspokoiłem się dopiero na premierze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL