fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dwujęzyczna Ukraina

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Parlament Ukrainy zaakceptował status rosyjskiego jako języka regionalnego, co krytycy uznali za krok na drodze rusyfikacji kraju i wciągania go w orbitę wpływów Moskwy, wręcz zasysania. Wcale nie musi tak być. Rosyjski jest drugim językiem Ukrainy, czy to się komuś podoba czy nie, a ukraińska świadomość państwowa może być równie dobrze dwujęzyczna. Ważne, by w ogóle przetrwała, a nie to, w jakiej mowie się wyraża.

1

Lepiej pomóc Ukraińcom w „oswojeniu" rosyjskiego, a mają na to dużą szansę, gdyż w wielu rejonach byłego ZSRR – choćby w Azerbejdżanie, Armenii i Azji Środkowej – mowa Puszkina oderwała się już od Kremla i pełni rolę lingua franca bez żadnych konotacji politycznych. Podlega też regionalnym przekształceniom daleko odbiegającym od normy językowej. Według danych statystycznych na Ukrainie po rosyjsku mówi w domu ok. 36 procent obywateli. Ale jeśli dodać tych posługujących się zarówno rosyjskim, jak i ukraińskim, jest ich już 58 proc. Dochodzi do tego surżyk, czyli rosyjsko-ukraińska gwara mówiona, nieuznawana za język. Kiedy uwzględnimy ponadto, w jakiej mowie mieszkańcy Ukrainy korzystają z dóbr kultury (zdecydowana przewaga rosyjskiego), można zaryzykować tezę, że język Puszkina jest obecny w życiu zdecydowanej większości Ukraińców, ale nijak nie oznacza to lojalności wobec Moskwy.
Rosyjski dominuje na wschodzie i na południu kraju, ale tylko na Krymie i po części w Nowej Rosji, jak nazwano stepy czarnomorskie po przyłączeniu ich do imperium carów, jest silnie powiązany z rosyjską opcją narodową. Wszędzie indziej jest to właśnie język lokalny. Weźmy choćby donieckich oligarchów, w tym Rinata Achmetowa – mówią po rosyjsku, choć to obrońcy niezależności ekonomicznej Ukrainy. Kapitał moskiewski jest dużo silniejszy na zachodzie kraju zdominowanym przez ukraiński niż na rosyjskojęzycznym wschodzie. Związek między językiem a realną – a nie deklaratywną – niezależnością od Moskwy jest bardziej niż luźny.

2

Nie oznacza to, że o ukraiński nie należy walczyć. Państwo musi mieć swój język, nawet jeśli jest utrzymywany sztucznie, jak iryjski w Irlandii. Masa pieniędzy idzie tam na oznakowania w miejscach publicznych, nauczanie w szkole, choć mową tą włada w domu garstka Irlandczyków. Na Ukrainie nie jest tak źle, ukraiński to język żywy, choć zapóźniony kulturowo wobec rosyjskiego (mniej tłumaczeń, wydawanych w nim książek, innych dzieł kultury). Wysiłek państwa powinien zmierzać do podniesienia go z kolan, a nie sekowaniu rosyjskiego, jak to się działo za czasów prezydentury Juszczenki. Bilingwizm Ukrainy to fakt i nie da się już tego zmienić. Dużo lepsze rezultaty można osiągnąć, ukrainizując, w sensie państwowym, rosyjski, niż ignorując fakt, iż jest on obecny w większości ukraińskich domów. Języki dawnych okupantów mają status oficjalny w paru państwach europejskich i nikogo nie razi ani szwedzki w Finlandii, dialekt duńskiego w Norwegii, nie mówiąc o angielskim w Irlandii. Rosja będzie wykorzystywać obronę rosyjskiego jako pretekst do ingerowania w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Tym bardziej warto wybić jej ten argument z ręki. Ukraiński patriotyzm wyrażany po rosyjsku? A dlaczego nie? W Doniecku tłumy na stadionie skandowały po rosyjsku, wymachując ukraińskimi flagami, ba – pod znakiem znienawidzonego do niedawna na wschodzie tryzuba. Jednojęzyczna Ukraina z tożsamością historyczną opartą na doświadczeniach Galicji i Wołynia oraz etosie UPA nie ma szans, gdyż to narracja mniejszości. Bilingwistyczna Ukraina o wielowątkowych korzeniach – jak najbardziej.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA