fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Klasyczne gwiezdne wojny

Hiszpania zagra z Portugalią, Niemcy z Włochami. Przed nami piękne zderzenie piłkarskich kultur
Media piszą: mamy turniej klasyczny. Cztery lata temu w półfinale była Rosja, której nikt się tam nie spodziewał, osiem lat temu do najlepszej czwórki doszły Grecja i Czechy, co było już sensacją. Teraz w półfinałach zmierzą się tylko wielkie futbolowe kultury.
Niemcy i Hiszpanie zaliczani byli do faworytów całego turnieju od samego początku, mało kto stawiał na Włochów, ale tylko ze względu na aferę korupcyjną, jaka wstrząsnęła reprezentacją tuż przed mistrzostwami.
O Portugalii pisano – jak wypadnie zależy od tego, czy Cristiano Ronaldo wreszcie udźwignie rolę lidera reprezentacji.Udźwignął, więc nikt nie śmie spojrzeć na jego drużynę, jak na kogoś niechcianego na wielkim balu.
W środę w Doniecku Portugalia zmierzy się z Hiszpanią. Tutaj dodatkowych podtekstów nie trzeba doszukiwać się w historycznych księgach, rany są żywe i teraz ktoś je rozdrapie i posypie solą. Półfinał na Euro to kolejne Gran Derbi, tyle że Barcelona zagra bez Leo Messiego, a Realu nie poprowadzi Jose Mourinho.
Ronaldo w zakończonym sezonie strzelił dla Realu 60 goli, a teraz postanowił, że do niego będzie należało także Euro. To jego czwarty wielki turniej, a dopiero pierwszy, w którym doszedł do trzech strzelonych goli. Ronaldo nie jest sam, pomagają mu klubowi koledzy Fabio Coentrao i Pepe, który na razie jest zawodnikiem biorącym odpowiedzialność za harce Ronaldo w ataku, a nie brutalem pamiętanym z meczów z Barceloną.
Hiszpanie nie są już tą samą drużyną, której wszyscy kibicowali, bo „grała pięknie jak nigdy, a przegrywała jak zawsze". Sukcesy uczyniły ekipę Vicente del Bosque wyrachowaną, pewną siebie, ale już grającą bez polotu. Trener zrezygnował z klasycznego napastnika, więc mecz w Doniecku będzie starciem drużyn, które chcą strzelać gole innym sposobem niż opisywane w podręcznikach.
Podobno najbardziej ofensywnie grający zespół Europy ma w składzie bramkarza, czterech obrońców i sześciu pomocników. Tak jak w Barcelonie tiki-taka, czyli seria krótkich szybkich podań po ziemi, służy budowaniu akcji w ataku, tak Del Bosque z tiki-taki zrobił sposób obrony, uśpienia rywali i wykorzystania jednej chwili słabości. Na trybunach słychać gwizdy, a Hiszpanie zamiast strzelać, chcą wejść z piłką do bramki.
Serce drużyny wyrwane zostało z Barcelony i żywcem przeniesione do reprezentacji. Xavi i Andres Iniesta chcą przejść do historii jako ci, którzy poprowadzili Hiszpanię do sukcesów w trzech wielkich turniejach z rzędu. Zmierzą się z Ronaldo. Tym razem nikt nie będzie porównywał go z Messim, który stwierdził zresztą, że Euro nie ogląda.
Czwartkowy półfinał w Warszawie zapowiada się jeszcze ciekawiej. Dla Niemców to czwarty wielki turniej z rzędu, w którym dostali się do najlepszej czwórki. Chyba wreszcie dojrzeli, by sięgnąć po złoto. Zrobili największe wrażenie, jako jedyni wygrali wszystkie cztery mecze i jako jedyni zaimponowali radością w grze. Niemcy mają to, co Hiszpanie przed laty: szukają ciekawych rozwiązań, każda ich akcja pachnie golem.
Mają lidera w każdej formacji. O spokojnym bramkarzu Manuelu Neuerze pisze się, że daje drużynie to, czego nie potrafił dać Oliver Kahn, Matsa Hummelsa nazywa się nowym Cesarzem, porównując do Franza Beckenbauera. Ale i tak to, co najlepsze, Niemcy mają do zaoferowania w ataku. Rywale nie wiedzą, czy Mesut Oezil poda do Mario Gomeza, Lukasa Podolskiego czy Thomasa Muellera.
Drużyna Joachima Loewa w ataku jest tak samo mocna na skrzydłach, jak w środku pola i nieważne, czy gra podstawowy zestaw zawodników, czy jak w meczu z Grecją, zastępują ich Miroslav Klose, Marco Reus i Andre Schuerrle.
Przed półfinałem z Włochami Loew ma tylko dwa zmartwienia: usilnie szuka w zespole kreta, który zdradza tajemnice szatni i taktykę na najbliższy mecz prasie, oraz przejmuje się urazem kostki Bastiana Schweinsteigera.
Powinien też martwić się, że w Warszawie zmierzy się akurat z Włochami, którzy wczoraj po rzutach karnych wyrzucili z turnieju Anglię, a w pierwszym meczu Euro zremisowali z Hiszpanią 1:1.
To Włosi zatrzymali Niemców w drodze po złoto na mundialu w 2006 roku, gdy Loew był asystentem Juergena Klinsmanna. Wtedy także doprowadzili do dogrywek, ale w samej końcówce potrafili strzelić dwa gole, a później w finale okazali się lepsi od Francuzów.
Cesare Prandelli ma głowę pełną pomysłów i nie boi się eksperymentów. Kiedy kontuzjowani byli obrońcy, zmienił taktykę i zagrał z Hiszpanią trójką z tyłu, wysyłając do gry w środku obrony Daniele De Rossiego.
Prandelli nie boi się też złych chłopców, w ataku stawia na Mario Balotellego i Antonio Cassano, którzy życiorysy mają bardzo  zakręcone.
Piękne mamy Euro w Polsce i na Ukrainie. Nawet drabinka ułożyła się tak, by Niemcy mogli spotkać się z Hiszpanami dopiero w meczu o złoto.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA