fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Młodzi nauczyciele domagają się zmian w szkole

Fotorzepa, Łukasz Solski Łukasz Solski
Pensja pedagoga powinna zależeć od jego zaangażowania i kompetencji, a nie od Karty nauczyciela
Dopuście nas do głosu – mówią „Rz" młodzi nauczyciele. Przyznają, że chcą się rozwijać i podnosić kwalifikacje, ale za swoje zaangażowanie powinni być lepiej wynagradzani. Ich zdaniem nauczycielska pensja w większym stopniu musi zależeć od wyników pracy, a dyrektor szkoły powinien mieć większy wpływ na politykę kadrową.
Średnie wynagrodzenie nauczyciela określa resort edukacji. Jeżeli nie osiągnie ono wyznaczonego poziomu w wyniku wielu dodatków, w tym motywacyjnego, które składają się na pedagogiczną pensję, samorząd i tak musi tę różnicę wypłacić w formie dodatku uzupełniającego. Tak więc niezależnie od tego, czy nauczyciel angażuje się, czy nie, państwo gwarantuje mu ten sam poziom średniego wynagrodzenia.
Beata Maziarz uczy matematyki w XIII LO w Szczecinie, jednej z najlepszych szkół w tym kraju. Pracuje od roku. – Wybrałam ten zawód z pasji, nie kierowałam się przywilejami wynikającymi z Karty nauczyciela – mówi. Przyznaje, że 20-
-godzinne pensum daje jej komfort tego, by należycie przygotować się do każdej lekcji. Jak przekonuje, zajmuje jej to godzinę, a więc jest to stosunek 1:1, czasami jeszcze dodatkowe kilka godzin w weekend. Co chciałaby zmienić? – By dyrektor mógł w większym stopniu docenić finansowo tych pedagogów, którzy najbardziej angażują się w życie szkoły – mówi.
Jej kolega z pokoju nauczycielskiego Jerzy Wojcieszak dodaje, że system awansu zawodowego został zepsuty. – Można  ukończyć szkolenie, na którym dowiemy się, jak szybko przeskoczyć kolejne stopnie kariery zawodowej lub skorzystać z usługi firmy, która za nas wypełni teczkę zawierającą opis naszego autorskiego programu pracy z uczniem. A to jeden z  elementów decydujących o  awansie – mówi Wojcieszak. – Narzekamy na kupowanie prezentacji maturalnych, ale to samo dotyczy nauczycielskich „teczek" awansu – dodaje.
Kilka tygodni temu stażystka ucząca języka angielskiego w jednej z podlaskich szkół tak opisała zawodową rzeczywistość: „W mojej szkole tylko ja ukończyłam pięcioletnie studia na kierunku filologia angielska, reszta uczy po kolegiach językowych, zaocznych studiach odbytych na jakiejś pseudouczelni czy – co najgorsze – po certyfikacie. Ale niestety Karta nauczyciela chroni takich »specjalistów«".
Kolejny problem polega na tym, że przy redukcji etatów przepisy zmuszają dyrektora do pozostawienia w szkole tych, którzy są pod ochroną Karty. Odchodzą więc nauczyciele stażyści i kontraktowi, czyli absolwenci szkół wyższych, którzy zdecydowali się przyjść do szkoły. Ten przywilej często jest wykorzystywany przez kadrę pedagogiczną w konfrontacji z młodymi nauczycielami.
– Miałam ambicje i własne pomysły na naukę dzieci, liczyłam na zachętę ze strony starszej kadry. Zostałam odebrana jako konkurentka, dostałam tzw. trudną klasę, a grafik zajęć został tak ułożony, że musiałam prowadzić je w najgorzej wyposażonej pracowni. Zrezygnowałam z pracy sama – mówi Izabela Kołyś, która po studiach rozpoczęła pracę w podwarszawskim gimnazjum.
Na taki komfort nie mogą jednak pozwolić sobie nauczyciele na prowincji, gdzie publiczna szkoła jest dla nich jedynym miejscem pracy. Dlatego Wojcieszak przekonuje, że to dyrektor szkoły powinien decydować o polityce kadrowej szkoły. – Ustawodawca powinien rozszerzyć jego uprawnienia w tej kwestii, podobnie jak uzależnić nauczycielskie pensum od przedmiotu, którego uczy. Inny jest wkład pracy nauczycieli, którzy uczą przedmiotów obowiązkowych na egzaminach, a inny tych, którzy uczą dodatkowych – przekonuje Wojcieszak. Dodaje, że jego pokolenie jest świadome tego, że system oświaty, podobnie jak system emerytalny, zmian nie uniknie. – Dopuście do głosu, tych, którzy nie uciekają ze szkoły zaraz po usłyszeniu dzwonka – apeluje.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora, a.grabek@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA