Nieruchomości

Reprywatyzacja: zwrot znanych nieruchomości

Hotel Europejski w Warszawie to jeden z obiektów, które trafiły w ręce spadkobierców właścicieli
Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
Nagłaśniane przypadki zwrotu nieruchomości, zwłaszcza znanych, rodzą sprzeczne emocje. Brakuje propozycji, jak rozwikłać węzeł reprywatyzacji
– W Polsce nie ma i nie było reprywatyzacji – twierdzi Stanisław Ziemecki, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. – Są ogromne ilości mienia zabranego bezprawnie, do którego spadkobiercy byłych właścicieli zgłaszają roszczenia i prowadzą postępowania rewindykacyjne.
W Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim toczy się obecnie 350, a w całej Polsce kilka tysięcy spraw o stwierdzenie nieważności przejęcia prywatnych nieruchomości przez państwo. Zwrócono m.in. przedsiębiorstwa uzdrowiskowe w Solcu- -Zdroju i Szczawnicy, Hotel Europejski oraz pałace Błękitny i Branickich w Warszawie, hotele i kamienice w Krakowie i Łodzi, zespół pałacowo-parkowy w Końskich. Trwają postępowania o restytucję zespołu pałacowo-parkowego w Radziejowicach i o zamek w Suchej Beskidzkiej. Własność tracono bowiem na podstawie wielu aktów prawnych: dekretu o reformie rolnej, ustaw o nacjonalizacji i o lasach, dekretów o gruntach warszawskich, o majątkach opuszczonych i poniemieckich, o przejęciu aptek na własność państwa oraz innych.

Ogromne kwoty

Z informacji Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że gdy w 2008 r. rozpoczynano prace nad kolejną wersją ustawy reprywatyzacyjnej, wartość majątku przejętego przez państwo szacowano na 100 mld zł. Składały się na to roszczenia dotyczące nieruchomości ziemskich, lasów, nieruchomości miejskich i przemysłowych (bez gruntów warszawskich). Odszkodowania miały wynieść tylko 20 proc. ich wartości. Projekt spotkał się z totalną krytyką, a że groził kryzys finansowy, w marcu 2011 r. postanowiono nie kierować go do dalszych prac parlamentarnych. W rezultacie pozostała jedynie, wymuszona orzeczeniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, ustawa z 2005 r. o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami RP, czyli tzw. ustawa o mieniu zabużańskim. Zgodnie z nią 20 proc. rekompensaty wypłaca Bank Gospodarstwa Krajowego na zlecenie Ministerstwa Skarbu Państwa z Funduszu Rekompensacyjnego. Do końca lutego 2012 r. BGK wypłacił 43,5 tys. rekompensat na przeszło 2 mld zł. Od 2001 do końca 2011 r. wypłacono także z tego funduszu 785 mln zł tytułem odszkodowań przyznanych w postępowaniach sądowych i administracyjnych za bezprawną nacjonalizację. Z braku regulacji ustawowych ciężar rozstrzygania spraw o pozbawienie własności przesunął się bowiem do organów administracji rządowej i samorządowej oraz do sądów cywilnych i administracyjnych. Stosunkowo najwięcej odzyskał Kościół katolicki. Komisja Majątkowa, działająca na podstawie ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, przyznała instytucjom kościelnym 66,5 tys. ha ziemi i 143,5 mln zł rekompensat. Po jej likwidacji niezałatwione dotychczas wnioski rewindykacyjne rozpatrują sądy cywilne. W lutym tego roku Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że Kościół może się domagać zwrotu wywłaszczonych nieruchomości również na podstawie ustawy o gospodarce nieruchomościami.

Na podstawie dekretu Bieruta

Najgłośniejsze stały się zwroty tzw. gruntów warszawskich, przejętych na podstawie dekretu Bieruta z 1945 r. Zapoczątkowane w latach 90. oddaniem spółce Hesa warszawskiego Hotelu Europejskiego były kontynuowane tylko w niewielkiej skali. Zostały odblokowane, kiedy w listopadzie 2008 r. NSA podjął uchwałę, że przeznaczenie nieruchomości na cele użyteczności publicznej nie wykluczało możliwości przyznania byłemu właścicielowi prawa własności czasowej. Powoływanie się na użyteczność publiczną było jednym z najczęstszych powodów odmowy przyznania prawa do gruntów warszawskich. W ślad za uchwałą NSA poszła zmiana orzecznictwa sądów administracyjnych oraz nastawienia władz. – Wykładnia dekretu o gruntach warszawskich rzeczywiście staje się coraz korzystniejsza dla byłych właścicieli i ich spadkobierców – przyznaje Mirosław Szypowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Rewindykacyjnych, zrzeszającego 64 organizacje. – Ale np. starania pani Joanny Beller o zwrot Pałacu Biskupiego w Warszawie trwają już 15 lat, w ciągu których zapadło kilkanaście wyroków sądowych. Zwraca uwagę, że dotychczas w stolicy załatwiono pozytywnie, nieraz po wielu latach, ponad 2,3 tys. wniosków, podczas gdy zabrano 18 tys. budynków, a razem z placami – 36 tys. nieruchomości. Zwrócono więc albo wypłacono odszkodowania za zaledwie 10 proc. z nich. – Może dojść do tego, że spadkobiercy byłych właścicieli wytoczą przed trybunałem międzynarodowym proces za bezprawne czerpanie korzyści z ich własności – ostrzega Mirosław Szypowski. Wykładnia dekretu o gruntach warszawskich staje się coraz korzystniejsza dla byłych właścicieli

Dobra ziemskie bez decyzji

Skutki przepisów nacjonalizacyjnych najboleśniej odczuwają byli właściciele ziemscy i ich potomkowie. Wpłynęło ponad 3 tys. wniosków rewindykacyjnych do 500 tys. ha, ale w lutym 2011 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że państwo przejmowało majątki ziemskie na podstawie dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej, z mocy samego prawa. Nie wymagało to decyzji administracyjnych ani protokołów przejęcia. – Uchwała SN zablokowała możliwość rewindykacji zabranych dóbr ziemskich, chyba że je przejęto z rażącym naruszeniem art. 2 ust. 1 lit. e dekretu o reformie rolnej, czyli nie spełniały norm obszarowych, znajdowały się w granicach miast, nie miały charakteru rolniczego – wyjaśnia Stanisław Ziemecki. – Skala naruszeń była tak ogromna, iż sądy obawiają się przyznać, że dekret o reformie rolnej wymagał decyzji administracyjnych i 80 proc. gruntów Skarb Państwa zabrał bezprawnie. Realnie zatem, po przejściowych zawirowaniach spowodowanych orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z 2010 r. w sprawie trybu odzyskiwania nieruchomości zabranych na cele reformy rolnej i podjętymi w konsekwencji uchwałami NSA i SN, ziemianom udaje się odzyskiwać, po kilkunastoletnich niejednokrotnie staraniach, jedynie niektóre, często zdewastowane, dworki i pałace. Mają oni ponadto pierwszeństwo w odkupieniu po cenach rynkowych swoich dawnych majątków, należących obecnie do Skarbu Państwa i wystawianych na sprzedaż przez Agencję Nieruchomości Rolnych. Mimo tych – w gruncie rzeczy niewielkich – ułatwień, wnioski o zwrot bezprawnie przejętych nieruchomości spotykają się niejednokrotnie ze społeczną niechęcią. Dotyczy to zwłaszcza rezydencji wykorzystywanych na cele kulturalne czy inne miejscowe cele, takie jak np. Kordegarda i pałac Czapskich w Warszawie (obecnie siedziba Akademii Sztuk Pięknych), pałace w Wilanowie, Radziejowicach, Koniecpolu czy zamek w Wiśniczu. Nie ma jednak również pieniędzy na ewentualne odszkodowania, nie mówiąc o tym, że byłyby to niejednokrotnie zawrotne sumy. Taka transakcja udała się w zasadzie tylko raz – 17 mln zł odszkodowania przyznano czterem spadkobiercom Aleksandra Zamoyskiego za zrzeczenie się wszelkich praw do zespołu pałacowo-parkowego w Kozłówce w woj. lubelskim.

Brak rozporządzenia

Byłym właścicielom upaństwowionych przedsiębiorstw, lasów czy aptek nie stworzono nawet takiej szansy. Mimo że na podstawie ustawy z 1946 r. o nacjonalizacji podstawowych gałęzi przemysłu upaństwowiono 20 tys. przedsiębiorstw, obiecując odszkodowania, nigdy nie ukazało się rozporządzenie wykonawcze. Byłym właścicielom zwraca się więc (bądź wypłaca odszkodowania) jedynie przedsiębiorstwa przejęte z rażącym naruszeniem prawa, przeważnie niewielkie, np. tartaki, młyny czy cegielnie.

Reaktywacja spółek

Sytuację skomplikowało ponad 600 wniosków restytucyjnych i o odszkodowania ze strony przedwojennych spółek prawa handlowego, z których część została reaktywowana nieprawidłowo, np. na podstawie akcji nabytych jako papiery kolekcjonerskie. W Warszawie, Krakowie i Poznaniu pojawili się na odmianę fałszywi spadkobiercy i hochsztaplerzy. Ale to właśnie oni kształtują w dużym stopniu społeczny klimat wokół rewindykacji. – Taką działalność ułatwia fakt, że najemcy lokali dotychczas komunalnych nie są traktowani jako strona w postępowaniach reprywatyzacyjnych ani nawet informowani o roszczeniach – mówi Piotr Ciszewski, prezes Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. – O zwrocie dowiadują się dopiero gdy dostają horrendalne podwyżki czynszów i sądowe nakazy eksmisji bez prawa nawet do lokalu socjalnego. Nie możemy zaakceptować takiego podejścia. Domagamy się puli mieszkań komunalnych dla lokatorów reprywatyzowanych kamienic. Miasto zasłania się brakiem środków, ale naszym zdaniem brakuje głównie woli politycznej, niezbędnej do rozwiązania tej coraz bardziej palącej kwestii. Bez tego będą się potęgować nastroje coraz bardziej niechętne reprywatyzacji. Zobacz szacunkową skalę roszczeń Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki d.frey@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL