fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Kto płaci za zabezpieczenie meczów przez policję

Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
Za zabezpieczenie meczów przez policję płaci każdy podatnik, nawet jeśli nigdy nie był na stadionie
Wraca ekstraklasa, a wraz z nią gorący okres dla policji. Co to może oznaczać, było widać w sobotę, kiedy szykowały się demonstracje kibiców Legii i Wisły oburzonych odwołaniem meczu o Superpuchar. W rundzie wiosennej takich wydarzeń będzie więcej: spotkania Legii z Lechem, derby Warszawy, Krakowa czy Łodzi.
Policyjne koszty rosną wraz z rangą meczu i długością trasy przejazdu kibiców. Z danych Komendy Głównej wynika, że w pierwszym półroczu 2011 roku wydano ponad 12,5 mln złotych. Liczone są tu wszelkie imprezy masowe, ale zdecydowanie przeważają mecze. W tym czasie policja musiała zabezpieczyć 1601 przejazdów (92 proc. wszystkich tego typu akcji), potrzebnych było ponad 21 tys. funkcjonariuszy.
Koszty mogłyby być mniejsze, tylko trzeba zmienić prawo i zdjąć z policji niektóre obowiązki. – Chcemy, by społeczeństwo przestało ponosić koszty związane z przejazdem kibiców – uważa Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. – Jeśli kibice jadą na mecz z Rzeszowa do Szczecina, to w każdym województwie, które leży na trasie, policja musi zapewnić obstawę. Wtedy funkcjonariuszy nie ma na ulicach.
Policja chce także, by w nowych przepisach zostało ściśle określone, kto odpowiada za przejazd kibiców. Dziś często kluby i stowarzyszenia kibiców wypierają się i mówią: to nie my. – Przed rozpoczęciem sezonu komendant główny policji wnioskował do Ekstraklasy SA, żeby niektóre mecze odbywały się bez udziału kibiców gości. Za tym rozwiązaniem opowiedziała się większość klubów – przypomina Sokołowski.
Swoich kibiców kluby znają. Wiedzą, z kim trzeba się dogadywać. Przyjezdni często robią im na złość, by gospodarz meczu musiał zapłacić karę. – Od finału Pucharu Polski Lech – Legia w Bydgoszczy jesteśmy obecni na stadionach i sprawdzamy, czy reakcja służb porządkowych jest właściwa. Patrzymy, czy nie dochodzi do przestępstw albo jak zachowuje się tzw. gniazdowy, prowadzący doping – tłumaczy Sokołowski.
Obecność policji przed stadionem i w mieście to również dodatkowy obowiązek. To czasami kilkaset albo nawet i kilka tysięcy funkcjonariuszy. Ich praca zaczyna się kilka godzin przed, a kończy kilka godzin po meczu.
To nie wszystko. Kibice często podróżują w zwartych grupach: autokarami lub pociągami, ale część dociera na stadion na własną rękę, więc policja musi wysyłać radiowozy na trasy i sprawdzać samochody. – Pamiętam, jak koło Piotrkowa Trybunalskiego zatrzymaliśmy kilkanaście aut, w których kibice wieźli noże i tasaki – wspomina Sokołowski.
– Ostatnie poważne zamieszki w Święto Niepodległości kosztowały warszawiaków 72 tys. zł – mówi Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza. Jeśli chuligan zostanie schwytany, miasto wytacza mu proces i żąda zadośćuczynienia.
Ten rok zapowiada się szczególnie ciężko z powodu Euro. Choć nie są to mecze polskiej ekstraklasy i kibice przyjeżdżają raczej nastawieni przyjaźnie, w czasie turnieju może dojść do zadym. Wystarczy przypomnieć bitwę Turków i Chorwatów w centrum Wiednia podczas Euro 2008. Dlatego policja dostanie nowy sprzęt.
– W budżecie na 2011 rok policja otrzymała około 100 mln zł na zakup m.in. 600 furgonów, które będą używane w trakcie turnieju – mówi Sokołowski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA