fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Likwidacja sądów powszechnych: wbrew konstytucji i rozsądkowi

Rzeczpospolita, Paweł Gałka paweł gałka
Sądy, które zniesie obecny minister sprawiedliwości, też zostaną przywrócone, tak jak to się stało w 2001 r. – prorokuje prezes SSP Iustitia Maciej Strączyński
Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin zamierza znieść 122 sądy rejonowe spośród 321 istniejących, których struktura pokrywa się mniej więcej ze strukturą powiatów. Z 200 sądów chce utworzyć 100 „podwójnych": jedno miasto będzie oficjalną siedzibą sądu, w drugim pozostaną wszystkie istniejące wydziały jako zamiejscowe. W wypadku 33 dalszych sądów powstanie 11 „potrójnych" na tej samej zasadzie.
Jeżeli każdy zespół dwóch lub trzech „połączonych" sądów oficjalnie będzie „jednym sądem", to sędziów będzie można przenosić z miasta do miasta, „w ramach tego samego sądu". Zamiast w jednym sędzia będzie musiał pracować jednocześnie w dwóch lub trzech sądach, w zależności od potrzeb lub decyzji prezesa. I na tym polega rewolucja ministra.

Gwarancja niezawisłości

Zasady pełnienia służby sędziowskiej wynikają jednak z konstytucji. Ta zaś stanowi (art. 180 ust. 2), że przeniesienie sędziego do innej siedziby lub na inne stanowisko wbrew jego woli może nastąpić jedynie na mocy orzeczenia sądu i tylko w wypadkach określonych w ustawie. Te dwa warunki muszą więc wystąpić jednocześnie. Konstytucja chroni sędziego przed przeniesieniem tak samo jak przed złożeniem z urzędu i zawieszeniem w urzędowaniu. Jest to ważna gwarancja niezawisłości, gdyż przeniesienie może być represją. W czasach PRL pewien sędzia odmówił orzeczenia kary śmierci w aferze gospodarczej, choć żądał tego sam Władysław Gomułka. Za nieposłuszeństwo przeniesiony został do innego miasta. Niejednego zbyt niezawisłego sędziego spotkał podobny los. Dlatego konstytucyjny zakaz przenoszenia sędziów jest tak istotny i stanowczy.
Art. 75 prawa o ustroju sądów powszechnych (ustawa) stanowi inaczej, niż nakazuje konstytucja. Potwierdza, że przeniesienia w inne miejsce służbowe może nastąpić tylko za zgodą sędziego Ale określa aż cztery wyjątki. Dwa dotyczą przeniesienia ze względu na powagę stanowiska oraz w drodze kary dyscyplinarnej: następuje to na mocy orzeczenia sądu i na podstawie ustawy. Trzeci wyjątek jest martwy: mówi o zakazie zajmowania stanowisk w jednym sądzie w wyniku małżeństwa lub powinowactwa sędziów. Zakaz ten już nie istnieje, dotyczy tylko pracy w jednym wydziale. Natomiast czwarty mówi, że sędziego można przenieść w razie zniesienia: stanowiska, danego sądu lub wydziału zamiejscowego albo przeniesienia siedziby sądu. Przeniesienie następuje na mocy decyzji ministra, od której sędziemu przysługuje odwołanie do Sądu Najwyższego.
Przepis jest błędny, bo bez zniesienia sądu nie można znieść zajętego stanowiska sędziowskiego, a zniesienie wydziału zamiejscowego nie zmienia nic, gdyż stanowisko istnieje w sądzie, a nie w wydziale. Natomiast zgodnie z art. 180 ust. 5 konstytucji w razie zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pełnym uposażeniem. Kto i jak decyduje, konstytucja nie określa. Ale gdyby minister decydował dowolnie, sędziowie zawsze byliby przenoszeni do innych sądów. Przy takiej treści ustawy konstytucyjny zapis o stanie spoczynku nie zapewnia niczego. Minister zawsze może znieść sąd, a sędziów przenieść.
1500 sędziów może zaskarżyć decyzje o ich przymusowym przeniesieniu do innych siedzib

Za zgodą sędziego

Czy na pewno? Skoro konstytucja przenoszenia sędziego wbrew jego woli zabrania, a w tym samym artykule mówi, że w razie zniesienia sądu sędzia przechodzi do innego sądu albo w stan spoczynku, powstaje pytanie, czy przeniesienie do innego sądu nie musi być warunkowane zgodą sędziego. Art. 180 ust. 5 nie stanowi przecież, że przeniesienie sędziego znoszonego sądu następuje wbrew jego woli, nie ustanawia wyjątku od treści ust. 2. Art. 180 uznać trzeba za spójną całość. A z tego wynika, że sędzia sądu zniesionego przechodzi do innego sądu, gdy wyrazi na to zgodę. W przeciwnym razie przysługuje mu stan spoczynku. Tak rozumiany przepis ma charakter gwarancji niezawisłości jako chroniący władzę sądowniczą przed naciskami władzy wykonawczej.
Nadto gdyby uznać, że sędziego znoszonego sądu można przenieść bez jego zgody, to minister mógłby odesłać go na drugi koniec Polski. Konstytucja nie określa przecież, do którego sądu mogą być przenoszeni sędziowie sądu znoszonego; gdyby pozwalała na ich przymusowe przenoszenie, musiałaby to określić. Bez tego ograniczenia, przy odpowiednim sformułowaniu stale zmienianej ustawy minister mógłby łatwo znosić sądy, a sędziów niepokornych zsyłać do odległych miast. To pokazuje, że celem art. 180 konstytucji jako gwarancji niezawisłości musiało być wprowadzenie zakazu przenoszenia sędziów wbrew ich woli. Jeżeli minister znosi sąd, powinien zaoferować sędziom miejsce w sądzie na tyle dogodnym, aby wyrazili wolę dalszej służby.
Za sprawą dwóch niedoszłych posłów poznaliśmy skutki zniesienia Prokuratury Krajowej. Jej prokuratorzy, którzy nie zostali powołani do Prokuratury Generalnej i nie wyrazili woli służby w apelacyjnych, otrzymali pełnopłatny stan spoczynku. Przepisy dotyczące prokuratorów są zaś kopią unormowań dotyczących sędziów, przy czym ci drudzy mają gwarancje zapisane w konstytucji, a do prokuratorów stosuje się je zwyczajowo. Czym więc będzie się różnił sędzia, który nie wyrazi woli służby w innym sądzie, od prokuratora Prokuratury Krajowej, który nie chciał pracować w apelacyjnej? Podobnie było, gdy niedawno zniesiono kilka wojskowych sądów garnizonowych. Uznano, że sędziom, którzy w innych sądach wojskowych nie chcieli orzekać, przysługuje stan spoczynku.
Przyznanie około 1500 sędziom stanu spoczynku spowodowałoby zapaść sądownictwa i kosztowało Skarb Państwa ogromne pieniądze, więc minister będzie się przed tym bronił. Niewątpliwie skorzysta z art. 71 § 3 ustawy, wedle którego sędzia może być przeniesiony w stan spoczynku, jeżeli w razie zmiany granic okręgów sądowych nie został przeniesiony do innego sądu. Art. 75 § 3 ustawy mówi zaś, że jeśli nie jest możliwe uwzględnienie wniosku sędziego co do nowego miejsca służbowego, nowy sąd wybiera minister (ale on też decyduje, czy uwzględni wniosek). Zgodność tych przepisów z art. 180 ust. 2 i 5 konstytucji jest bardzo wątpliwa.
Oczywiście takie rozumienie przepisów utrudnia znoszenie sądów, ale stabilność władzy sądowniczej jest gwarancją niezawisłości. Sędzia ubiega się o stanowisko w sądzie, w którym chce orzekać. Gdyby wiedział, że wbrew swej woli stanie się sędzią sądu w innym mieście, być może zostać sędzią by nie chciał. W wypadku zwykłego pracownika taka zmiana warunków pracy wymaga ich wypowiedzenia. Sędzia musi być bardziej zabezpieczony niż zwykły pracownik, a przy tym jest nieusuwalny. Zniesienie sądu może być zaś decyzją skierowaną przeciwko sędziom i taki fakt zaistniał w III Rzeczypospolitej. W 2000 roku minister Hanna Suchocka chciała odwołać prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu, ale nie uzyskała zgody zgromadzenia sędziów (wymóg ten z ustawy później skreślono). Zniosła więc sąd i w ten sposób pozbyła się niechcianego prezesa. Sąd przywrócił pięć lat później inny minister.

Sprawa dla Trybunału

1500 sędziów może zaskarżyć decyzje o ich przymusowym przeniesieniu do innych siedzib, wskazując na niekonstytucyjność ich podstawy prawnej. Trybunał Konstytucyjny będzie wtedy musiał się problemem zająć. Zgodność omawianych przepisów z konstytucją nie była dotąd badana, bo od lat nie zniesiono żadnego sądu rejonowego bez utworzenia innego w tej samej siedzibie. Wydziały zamiejscowe nie są siedzibami: siedzibę sąd ma tylko jedną.
Celem łączenia sądów jest zmuszenie sędziów do orzekania w dwóch lub trzech miastach na zmianę. W 2007 r. władze próbowały uzyskać to samo przez wprowadzenie do ustawy możliwości delegowania sędziów bez ich zgody. Jednak Trybunał w wyroku z 15 stycznia 2009 r. (DzU nr 9, poz. 57) uznał owe przepisy za niezgodne z konstytucją. Obecny minister wpadł więc na pomysł łączenia sądów, by nie była potrzebna zgoda na delegowanie. A to znów zmierza do omijania konstytucyjnej, potwierdzonej wyrokiem TK zasady, że sędzia pełni służbę w jednej siedzibie i nie wolno zmuszać go do orzekania w innym miejscu. Gdyby nie to, byłby w Polsce tylko jeden sąd rejonowy, jeden okręgowy i jeden apelacyjny oraz setki wydziałów zamiejscowych. Można byłoby w każdej chwili przenosić sędziów z miasta do miasta „w ramach jednego sądu".

Komplikacji będzie więcej

Art. 95 § 1 ustawy stanowi, że sędzia powinien mieszkać w siedzibie sądu, w którym pełni służbę. Prezes sądu okręgowego może wyrazić zgodę za zamieszkanie sędziego w innej miejscowości, ale przeniesiony sędzia może o nią nie wystąpić. Za to według art. 76 sędziemu przeniesionemu do innej miejscowości przysługuje zwrot kosztów przeniesienia. Nie ma znaczenia, czy sędzia ten ma orzekać w wydziale zamiejscowym: będzie sędzią sądu z siedzibą w innym mieście. Może skorzystać z okazji i przeprowadzić się z małego miasta do większego, gdzie mieszkania są dużo droższe. Minister ma zaś ustawowy obowiązek zrefundować mu przeprowadzkę i koszty zmiany mieszkania. Wątpliwe, czy budżet państwa stać na taki wydatek.
Należy też wspomnieć o zasadach delegowania. Według art. 77 § 6 ustawy sędzia delegowany poza siedzibę sądu do miejscowości, w której nie mieszka, ma prawo do nieodpłatnego zakwaterowania albo zwrotu jego kosztów (gdy jest delegowany na odległość ponad 60 km) oraz do zwrotu kosztów dojazdu i diet. Sędziemu mieszkającemu poza siedzibą sądu przysługuje tylko zwrot kosztów dojazdu. Jeśli jednak jego sąd przyłączony zostanie do tego, w którego siedzibie sędzia mieszka, trzeba będzie zacząć płacić mu diety za delegacje poza siedzibę sądu, a może i zwracać koszty zakwaterowania. Sędziów dojeżdżających do mniejszych miast jest sporo, a dojdą jeszcze ci, którzy się przeniosą. To wszystko też będzie budżet trochę kosztowało.
Znosząc 122 sądy, minister zniesie stanowiska prezesów. Oszczędność zawsze jest dla budżetu ważna, a gdy dotyczy zarobków nielubianych przez władze sędziów – jeszcze ważniejsza. Prezesi pozostaną jednak przewodniczącymi wydziałów: różnica wyniesie może 200 złotych na głowę. Za to trzeba będzie wydać wielekroć więcej na pensje kogo innego.

Stanowiska do rozdania

Od 1 stycznia 2013 r. wejdzie w życie zmieniony art. 21 ustawy dotyczący dyrektorów sądów rejonowych. Według niego w sądach od 15 sędziów powoływany będzie dyrektor; od 10 do 14 sędziów powołanie dyrektora miało być fakultatywne; w sądach poniżej 10 sędziów miało nie być dyrektorów. Ustawa zakłada więc istnienie mniejszych sądów, a minister chce je znieść. Art. 21 § 1a i 1b ustawy zanim wejdą w życie, staną się martwe, i trudno to nazwać konsekwentną legislacją. Obecnie niespełna 150 sądów rejonowych musi mieć dyrektorów. Po reformie będzie ich łącznie 199, ale wszystkie będą mieć dyrektorów. Trzeba będzie ich zatrudnić ponad 50. Oszczędności na dodatkach funkcyjnych wystarczą na pensje trzech – czterech, a pensje reszty to wydatek budżetu. Za to minister będzie miał 50 dobrze płatnych stanowisk do rozdania. Trzeba będzie wymienić pieczęcie, tablice informacyjne, pozmieniać pracownikom umowy o pracę, zmienić komputerowe programy dotyczące ksiąg wieczystych i komorników, ustanowić pocztowe gorące linie. Prezes i dyrektor muszą mieć przecież kontakt z podległymi wydziałami. Każda prośba o urlop, zwolnienie lekarskie, skarga do prezesa (np. na komornika) będzie musiała być przesyłana do innego miasta. To kosztuje.

O czym politycy nie powiedzą

Minister mówi o wyrównywaniu obciążenia sędziów. Tłumaczy, że nie będzie sytuacji, w których z powodu urlopu czy choroby sędziego sprawy się nie toczą. Łączy jednak sądy małe, w których sprawność postępowania jest dobra. Najwolniej idą sprawy w wielkich miastach. To tam potrzebna jest racjonalizacja obciążenia sędziów, tam zaś nie będzie zmian. W małych sądach sędziowie są przygotowani do zastępowania kolegów. Natomiast ściągnięcie sędziego z innego miasta wymaga czasu. Zanim prezes w innym mieście podejmie decyzję, a sędzia przyjedzie i przeczyta akta, będzie już po planowanej rozprawie. Obywatel zaś nie będzie mógł pójść na skargę do prezesa. Będzie musiał zwolnić się z pracy i pojechać do innego miasta.
Wiele sądów powstało przy dużym zaangażowaniu władz lokalnych. Samorządy wykupywały budynki, oferowały je do użytku, brały kredyty – byle tylko mieć sąd, który podniesie rangę miasta i posłuży obywatelom. Teraz minister chce je znieść. Miejscowe władze już podjęły walkę o uratowanie sądów.
W 2001 r. zniesiono pięć sądów okręgowych. Trzy odzyskały swój status już po trzech miesiącach, gdy minister Lech Kaczyński wycofał się z błędnej decyzji. Trzy lata później przywrócono pozostałe. Sądy, które zniesie minister Jarosław Gowin, też zostaną przywrócone. Albo przed wyborami, by pozyskać głosy, albo po wyborach, jeśli nastąpi zmiana władzy. Koszty zmian pokryją oczywiście podatnicy. Ale o tym politycy mówić już głośno nie będą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA