fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

ACTA zależy od UE

Premier Donald Tusk za zamieszanie w sprawie ACTA najbardziej obwinia ministrów Bogdana Zdrojewskiego i Michała Boniego
Fotorzepa, Danuta Matloch DM Danuta Matloch
Jędrzej Bielecki
Marek Domagalski
Czy zapisy kontrowersyjnego porozumienia zaczną obowiązywać internautów, zależy głównie od UE
Sytuacja, w której rząd nie przedstawi parlamentowi do ratyfikacji porozumienia ACTA, jest coraz bardziej realna. Ale jak ustaliła "Rz", dla polskich internautów niewiele to zmienia. Po ratyfikacji ACTA przez Parlament Europejski przepisy tego porozumienia - poza karnymi - będą musiały przyjąć wszystkie państwa członkowskie UE.
Podpisane przez Polskę porozumienie ACTA ma chronić prawa autorskie twórców, ale zdaniem sporej części internautów prowadzić będzie do ocenzurowania sieci. Młodzi ludzie protestują w Internecie i podczas licznych demonstracji. Opozycja wzywa parlament, by nie ratyfikował porozumienia, a premier Donald Tusk zapowiadał, że jeśli w trakcie konsultacji okaże się, iż porozumienie narusza wolność, nie przedstawi go do ratyfikacji.

Zadecyduje Bruksela

Choć normalnie umowa międzynarodowa bez ratyfikacji nie znaczy nic, to jednak ACTA ma dwa pola. O tym internetowym zadecyduje głównie Unia. Powodem jest fakt, że ACTA porusza zarówno kwestie będące w kompetencji Unii, tzw. handlowe aspekty praw własności intelektualnej, jak i znajdujące się w kompetencji poszczególnych państw - przepisy karne. Dlatego musi być ratyfikowana na poziomie wspólnotowym przez Parlament Europejski oraz krajowym przez Sejm.
Jeżeli więc PE ratyfikuje ACTA, państwa członkowskie będą zmuszone do implementowania jej postanowień poza przepisami karnymi. Zgodnie bowiem z Konstytucją RP, gdy umowa międzynarodowa dotyczy wolności, praw lub obowiązków obywatelskich, jej ratyfikacja wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie. Jeśli Polska nie ratyfikuje umowy, w ogóle nie podejmie nad nią prac, przepisy ACTA i tak na mocy unijnych regulacji będą w Polce obowiązywać z wyłączeniem rygorów karnych. - Jeśli chcemy jednak, by rygory ACTA w ogóle Polski nie dotyczyły, nie może być ona ratyfikowana ani na poziomie krajowym, ani europejskim - podkreśla Xawery Konarski, adwokat w kancelarii "Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy", specjalista od prawa unijnego. Natomiast w przypadku nieratyfikowania umowy przez Parlament UE każde państwo członkowskie, może ratyfikować przepisy karne porozumienia i będzie nimi bezpośrednio związane, ale tylko w przypadku, jeśli sygnatariuszy będzie przynajmniej sześciu. Jeśli jednak - niezależnie czy na skutek ratyfikacji polskiej, unijnej czy obu - doszłoby do aplikowania rygorów ACTA do polskiego prawa, można ją będzie zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Trzeba będzie przed nim wykazać, że akt ów obniża zagwarantowane mu w polskiej konstytucji standardy ochrony praw i wolności. Taka sytuacja komplikuje plany PO, która szuka wyjścia z politycznego klinczu, w jaki partia wpadła, gdy premier Donald Tusk zadecydował, że Polska jednak porozumienie ACTA podpisze. - Mleko się wylało i teraz nie trzeba brnąć dalej w zaognianie niechęci młodych do PO, ale ratować co się da i odrabiać straty - mówi "Rz" jeden z prominentnych polityków PO.

PO szuka wyjścia

Bo uliczne protesty przeciw ACTA coraz częściej mają charakter antyrządowy. W Poznaniu uważanym za bastion PO w ubiegłym tygodniu podczas protestów siedzibę partii obrzucono kamieniami. A według ostatniego sondażu SMG/KRC wśród najmłodszych wyborców w wieku 18 - 24 lata poparcie dla partii Tuska spadło o 17 punktów procentowych. - Mamy badania, które wskazują, że w dużych miastach, jeśli nie uda nam się uciec od sprawy, oberwiemy jeszcze bardziej - mówi inny polityk PO. Dodaje, że choć oficjalna linia partii brzmi "nie było innego wyjścia", partia musi zmierzyć się z poważnym problemem. Dlatego posłowie mocno odpytywali premiera w sprawie ACTA podczas niedawnego posiedzenia klubu w podwarszawskiej Jachrance. Według informatorów "Rz" PO zastanawia się nad dwoma scenariuszami. Jeden z nich zakłada grę va banque. PO miałaby prezentować się jako partia stojąca twardo na straży prawa i umów międzynarodowych. Ale ten pomysł ma w partii Tuska znacznie mniej zwolenników. - Trzeba zabezpieczać prawa autorskie w Internecie, ale gdybyśmy chcieli zrobić to w 100 procentach, musielibyśmy stosować rozwiązania rodem z Orwella - mówi osoba z otoczenia Tuska. Kontrowersje sprawa wywołała też na ubiegłotygodniowym posiedzeniu rządu. Według naszych ustaleń mocno za ACTA opowiadał się Radosław Sikorski, przeciw byli Jacek Rostowski i Jarosław Gowin. - Proponowałem niepodpisywanie, natomiast decyzja ostateczna jest w pełni racjonalna i zabezpiecza interesy polskich obywateli - tłumaczył wczoraj Gowin. Podstawowy plan, za którym opowiada się większość prominentnych polityków PO, zakłada przeciągnięcie konsultacji społecznych i wyciszenie ulicznych protestów. Wreszcie - nieskierowanie jako naruszającego wolności porozumienia do ratyfikacji. Takie rozwiązanie sugeruje niedawna wypowiedź Tuska. - Potrzeba konsultacji społecznych. Może się mylimy co do ACTA. Premier sam mówił, że być może umowa nie trafi do ratyfikacji, jeśli narusza wolności i ja podzielam takie stanowisko - mówi "Rz" poseł Waldy Dzikowski, wiceszef Klubu PO. Ale co w takim razie, jeśli po zatwierdzeniu ACTA przez PE i tak Polska będzie musiała implementować część regulacji tego porozumienia? Chcieliśmy o to zapytać posła Pawła Olszewskiego, rzecznika PO. - Sprawa ACTA to temat na dłuższą rozmowę. Proszę zadzwonić za pół godziny - powiedział. Po tym czasie nie odbierał telefonu bądź nie miał czasu na rozmowę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA