fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Jolanta Zawadzka o srebrnych medalach drużynowych mistrzostw Europy

Jolanta Zawadzka
commons.wikimedia.org
Jolanta Zawadzka, mistrzyni Polski w szachach, podwójna srebrna medalistka drużynowych mistrzostw Europy
Dwa srebrne medale drużynowych mistrzostw Europy wywalczone w Porto Carras z reprezentacją Polski i indywidualnie na drugiej szachownicy to największy sukces w pani karierze?
- Były też inne. Bardzo sobie cenię także mistrzostwo świata juniorek do lat 18 i wicemistrzostwo świata do lat 20, najwyższej kategorii juniorskiej. Indywidualne sukcesy są dla szachisty ważniejsze. Ale ze srebrnych medali wywalczonych w greckim uzdrowisku bardzo się cieszę, bo w ostatnim roku miałam słabsze wyniki. Teraz pokazałam, że jednak się liczę. Zagrałam dobrze dla drużyny i dla siebie.
Szczególną wartość miały pani wygrane w najważniejszych momentach na finiszu turnieju, w trzech ostatnich partiach mistrzostw.
- W tych ważnych meczach trochę mi sprzyjało szczęście, ale wiadomo, że po sukcesy i medale w szachach sięgają ci, którzy je trochę mają. Myślę, że po prostu dobrze zagrałam, potrafiłam się skoncentrować, nie byłam specjalnie zdenerwowana. W sumie jest to mój trzeci medal drużynowych mistrzostw Europy. Procentowało doświadczenie, które zdobywałam w poprzednich turniejach. W Porto Carras nie odczuwałam wielkiego stresu, szczególnie w ostatniej rundzie, w której moja wygrana dała nam remis z Armenią 2:2 zapewniający srebrny medal.
Pokonała w niej pani białymi byłą wicemistrzynię świata Lilit Mkrtchian.
- Zadecydowało dobre przygotowanie debiutowe. Z trenerami Markiem Matlakiem i Aleksandrem Miśtą udało nam się przewidzieć, co będzie grała przeciwniczka i mieliśmy na to odpowiedź. Wcześniej przełomem był dla nas remis w szóstej rundzie z Rosjankami, który przerwał ich dwuletnią serię zwycięstw. Do tego dnia nasze rywalki nie przegrały ani nie zremisowały 23 kolejnych meczów na mistrzostwach Europy i olimpiadach szachowych. Ten wynik uskrzydlił zespół, bardzo nas dowartościował i drużynie rozstawionej przed turniejem na szóstej pozycji pozwolił myśleć o medalu.
Obok arcymistrzyni Moniki Soćko była pani w każdej z polskich kobiecych reprezentacji, które stawały na podium mistrzostw Europy. O czymś to świadczy. Jak pani wspomina złoty medal z Goeteborga sprzed sześciu lat i pierwszy srebrny z Iraklionu?
- Złoty to była moja pierwsza drużynowa impreza z reprezentacją Polski. Wtedy też dobrze mi poszło. Byłam akurat świeżo po zdobyciu mistrzostwa świata juniorek. Trochę się bałam, bo pomiędzy szachami juniorskimi a seniorskimi jest jednak duża różnica. W dodatku w drużynie gra się trochę inaczej: trzeba się martwić nie tylko o siebie, ale i o to, żeby w meczu ułożyło się jak najlepiej. Tamtym złotem sprawiłyśmy wielką niespodziankę. Grałam wówczas na trzeciej szachownicy.
Jak się rozpoczęła pani przygoda z szachami?
- W domu we Wrocławiu. Rodzeństwo też gra w szachy. Zaczęło się od obserwacji partii rozgrywanych przez dziadka z wujkiem. Poza tym mieszkaliśmy w bloku, obok którego stała szkoła prowadząca zajęcia szachowe. Akurat w tamtym czasie rodzice zakładali firmę i żeby nas czymś zająć, wysłali nas na nie. Nasz instruktor Krzysztof Krupa potrafił zachęcić dzieci do tej dyscypliny. Miałam też z nim zajęcia indywidualne, a gdy udało mi się wygrać mistrzostwa Polski do lat dziesięciu, stało się jasne, że przy szachach pozostanę.
Czym jeszcze się pani zajmuje?
- Piszę pracę magisterską na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Temat: „Zastosowanie działań marketingowych w klubie szachowym na przykładzie Polonii Wrocław" – czyli mojego klubu. Do stycznia mam zamiar skończyć studia, bo już wszystko inne mam zaliczone.
W kampanii przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi wraz ze znanymi wrocławskimi sportowcami i trenerami: Dominikiem Tomczykiem, Renatą Mauer, Adamem Medyńskim i Januszem Sybisem była pani w komitecie poparcia kandydata do senatu Jarosława Obremskiego. W tej drużynie też odnieśliście sukces.
- Pan Obremski startował z listy Komitetu Rafała Dutkiewicza. Nasz prezydent interesuje się wynikami sportowców z Wrocławia. Zapraszał mnie do siebie już po poprzednich sukcesach. Wiem, że pan senator Obremski też jest przyjacielem sportu, a szachy to przecież sport łączący myślenie z wysiłkiem fizycznym.
Pani plany i marzenia na przyszłość?
- Na razie głównym celem jest odrobienie strat rankingowych z tego roku. Podczas drużynowych mistrzostw Europy już trochę nadgoniłam (w turnieju zdobyła 5,5 pkt w ośmiu partiach i uzyskała ósmy ranking spośród wszystkich uczestniczek: 2524 – przyp. m.c.). Generalnym założeniem jest osiągnięcie rankingu 2500 i zakwalifikowanie się z mistrzostw Europy do mistrzostw świata. Na turnieju w Grecji wraz z Kariną Szczepkowską-Horowską wypełniłyśmy męskie normy na mistrza międzynarodowego.
rozmawiał Marek Cegliński
Jolanta Zawadzka, ur. 8 lutego 1987 we Wrocławiu. Klub: Polonia Wrocław. Arcymistrzyni od 2005 roku. Najwyższy ranking w dotychczasowej karierze osiągnęła 1 maja 2010 r., z 2415 punktami zajmowała wówczas 58. miejsce na światowej liście FIDE.
Mistrzyni Polski juniorek do lat 10 (1997), 12 (1999), 16 (2003), 18 (2004), 20 (2005).
Medale mistrzostw Polski seniorek: dwa złote (2006, 2011), dwa srebrne (2007, 2009), brązowy (2005).
Wicemistrzyni Europy juniorek do lat 16 (Peniscola, 2002), mistrzyni świata do lat 18 (Heraklion, 2004), wicemistrzyni świata do lat 20 (Erywań, 2007).
Drużynowe mistrzostwa Europy: złoto (Goeteborg, 2005), srebro (Iraklion, 2007; Porto Carras, 2011).
W Porto Carras Polki grały w składzie: Monika Soćko (HetMaN Szopienice Katowice), Jolanta Zawadzka (Polonia Wrocław), Joanna Majdan-Gajewska (Hetman-Politechnika Koszalińska), Karina Szczepkowska-Horowska (MKSz Rybnik) i Katarzyna Toma (Drakon Lublin).
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA