fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Konserwatyści na peryferiach

Rzeczpospolita
Trudna sytuacja polityków konserwatywnych w partiach politycznych nie oznacza klęski idei, które są im bliskie – przekonuje politolog i publicysta, Jacek Kloczkowski
Jeszcze niedawno wielu polskim konserwatystom wydawało się, że będą odgrywać istotną rolę w polityce niezależnie od partyjnej koniunktury. Trwał wówczas w najlepsze spór o to, czy środowiska konserwatywne powinny skupiać się na kwestiach kulturowych i światopoglądowych, czy też zająć się raczej pragmatyczną pracą nad ustrojem i instytucjami państwa. Konserwatyści oddawali mu się z lubością, jakby nie dostrzegając, że ich pozycja polityczna nie jest im dana raz na zawsze. Teraz mają okazję się o tym przekonać.
Po wyborach konserwatywne skrzydła PO i PiS znalazły się w głębokiej defensywie. W rządzie Platformy próżno szukać Jana Rokity i Jarosława Gowina, uchodzących za najbardziej prawicowe ogniwa partii rządzącej. Proces marginalizacji niedoszłego premiera z Krakowa zaczął się dawno i wycofanie się z polityki na kilka tygodni przed wyborami było tylko jego zwieńczeniem. Jarosław Gowin natomiast nigdy się nie stał –mimo sympatii mediów – głównym rozgrywającym w wewnątrzpartyjnych bojach. Nie zmieniła tego ważna rola, jaką odegrał w nowym rozdaniu w krakowskich strukturach partii.
Uważany czasem za konserwatystę Bronisław Komorowski dawno już przestał reprezentować typowo konserwatywne wartości polityczne.
Większości członków rządu desygnowanych przez Platformę zdecydowanie bliżej do idei liberalnych. Liberałowie z PO chętnie mówią o konieczności znacznego ograniczenia roli państwa i uwolnienia energii jednostek, choć nie potrafią przekonująco pokazać, co to w praktyce miałoby oznaczać. Jest im często obce, typowe dla konserwatystów, przekonanie o fundamentalnej roli wspólnoty – narodowej czy lokalnej – jako głównego punktu odniesienia w analizie zjawisk społecznych i politycznych.
Chętnie podkreślają natomiast prawa jednostki, której interesy – na ogół rozumiane w najbardziej prozaicznym, choć niewątpliwie ważnym, materialnym sensie – znajdują się w centrum ich politycznego myślenia. Ich pragmatyzm daleko wykracza poza popularne – także wśród konserwatystów – podejście zdroworozsądkowe do rozwiązywania problemów politycznych, gospodarczych i społecznych. Miast być rozważnie stosowanym środkiem, staje się on celem sam w sobie.
Trudno w tym momencie przewidzieć, czy polityka rządu PO będzie przesadnie ideowa – w duchu liberalnym czy też – choć może wydać się to paradoksalną alternatywą – ostentacyjnie bezideowa. Z całą pewnością jednak nie będzie konserwatywna, wbrew temu, co czasem zarzucają Platformie lewicowi publicyści i politycy.
Przyszłość konserwatystów nie najlepiej rysuje się także w PiS. Ich lider Kazimierz Michał Ujazdowski – jeden z najlepszych ministrów rządu Jarosława Kaczyńskiego – jest przez szefa partii ostro krytykowany za próbę rozpoczęcia dyskusji o przyszłości ugrupowania. Patrząc na skład władz Klubu Parlamentarnego PiS, widać wyraźnie, że w ślad za słownymi deklaracjami idą czyny: pomijanie polityków uważanych za przedstawicieli konserwatywnego skrzydła Prawa i Sprawiedliwości jest aż nadto widoczne.
W partii prym wiodą dawni działacze Porozumienia Centrum, które nie identyfikowało się raczej jako stronnictwo konserwatywne. Co prawda, wiele konserwatywnych postulatów ustrojowych przekonuje liderów PiS w daleko większym stopniu niż przywódców PO, ale sympatie ideowe to jedno, a pragmatyka wewnątrzpartyjnych sporów – drugie.
Sytuacja konserwatystów w PiS różni się jednak od sytuacji reprezentantów tego nurtu w szeregach PO tym, że w Prawie i Sprawiedliwości są w defensywie przede wszystkim z powodów politycznych, a nie światopoglądowych. Konserwatyści w PO nie dość, że padają ofiarą partyjnych rozgrywek personalnych, to dodatkowo są spychani na margines z powodu swych poglądów niemieszczących się obecnie w platformianej ortodoksji wyznaczanej przez hasła liberalne. Dokonywana przez wielu popierających PO publicystów, a bynajmniej nieodrzucana przez partyjnych liderów próba rehabilitacji III RP, projektu jawnie przeczącego zasadom konserwatywnym, to tylko symboliczna tego ilustracja.
Obecna sytuacja konserwatystów w PiS i PO nie może jednak zaskakiwać uważnych obserwatorów polskiej sceny politycznej. Po 1989 r. typowe partie konserwatywne nigdy nie odgrywały wiodącej roli. Co prawda był czas, w którym duże aspiracje miało Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe, ale jego ideowy fundament nie był tak jednoznaczny jak nazwa. Partia Konserwatywna, Koalicja Konserwatywna oraz wszelkie inne konserwatywne inicjatywy nie zdołały zdobyć szerokiego poparcia społecznego i to przesądziło o ich losie.
Największe polityczne znaczenie konserwatyści uzyskali w ramach szerokich obozów prawicowych i centrowych – najpierw w AWS, potem w PiS i w mniejszym stopniu PO. Nigdy jednak nie stanęli na ich czele, a realne możliwości w tym względzie weryfikowały przy okazji kolejnych wyborów listy kandydatów, na których konserwatyści nie otrzymywali zbyt wielu eksponowanych miejsc. Nic dziwnego, że w obecnych wewnątrzpartyjnych rozgrywkach po prostu brakuje im szabel.
Trudna sytuacja polityków konserwatywnych w partiach politycznych nie oznacza jednak klęski idei, które są im bliskie. Największym zwycięstwem polskiego ruchu konserwatywnego jest wprowadzenie tych idei do debaty publicznej. Ofensywa ideowa konserwatystów zaczęła się na początku obecnej dekady i przygotowała grunt pod zwycięstwo prawicy w 2005 r., choć oczywiście była tylko jednym z kilku czynników. W czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości wiele konserwatywnych postulatów znalazło wyraz w polityce państwa – zwłaszcza w kulturze i edukacji. Nawet najbardziej liberalna polityka nowego rządu nie przekreśli tego zwrotu, zwłaszcza że wiele idei lansowanych przez konserwatystów ma duże poparcie społeczne.
Objęcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – jednego z kluczowych z punktu widzenia konserwatysty – przez Bogdana Zdrojewskiego i pozostanie w nim w randze wiceministra Tomasza Merty stanowi zresztą sygnał, że akurat w tej dziedzinie można się spodziewać kontynuowania dobrych projektów zapoczątkowanych przez Kazimierza Michała Ujazdowskiego, a nie antykonserwatywnej krucjaty, której domaga się część sympatyzujących z PO przedstawicieli świata kultury i mediów.
Choć więc konserwatyści bywają marginalizowani w szeregach partyjnych, to wypracowane przez nich zasady polityki historycznej są akceptowane – przynajmniej w warstwie deklaratywnej – przez liderów PO i PiS. Podobnie wizja polskiego patriotyzmu, promowana przez obie partie, została ukuta w toku dyskusji prowadzonych przede wszystkim w gronie konserwatywnych publicystów i polityków.
Także potrzeba powrotu do tradycyjnych, zdroworozsądkowych metod wychowania, wypartych na pewien czas z polskich szkół przez lewicowo-liberalne nowinkarstwo, jest powszechnie dostrzegana, choć ma wpływowych oponentów. Nie jest kwestionowana, poza nielicznymi, choć medialnie głośnymi środowiskami, konserwatywnie postrzegana rola rodziny w życiu społecznym, choć akurat w tym przypadku konserwatyści bardziej dają w debacie publicznej wyraz temu, co jest mocno zakorzenione w świadomości społecznej, niż ową świadomość kształtują.
Sfera kultury jest więc tym obszarem, w którym konserwatyści odnieśli realne sukcesy i nie przekreśli ich żadna wewnątrzpartyjna zawierucha.
Znacznie gorzej przedstawia się ich dorobek na polu ustrojowym. Owszem, wypracowali kilka interesujących koncepcji, z projektem konstytucji PiS na czele, ale tylko niewielką ich część udało się wcielić w życie. Po zwycięstwie PO szanse na ich podjęcie jeszcze bardziej maleją.
Jakie z tego płyną wnioski dla konserwatystów na przyszłość? Przede wszystkim powinni skupić się na tym, w czym rzeczywiście odgrywają wiodącą rolę, i unikać misji, jakie z reguły nie przynosiły im powodzenia. Pomysły, aby konserwatyści z PiS i PO połączyli się w nowym projekcie politycznym, są z góry skazane na niepowodzenie. Być może dynamika sporów w szeregach obu partii spowoduje, że chcąc pozostać w polityce, będą zmuszeni zdecydować się na taki krok, ale oznaczałby on całkowite zmarginalizowanie. Można go rozważać jedynie na krótko przed kolejnymi wyborami, gdyby środowiska konserwatywne miały kilku wyrazistych, popularnych liderów, a i tak byłby niezwykle ryzykownym przedsięwzięciem.
Konserwatyści mają jednak także poważne atuty, które mogą wykorzystać do odbudowania swej pozycji w życiu partyjnym i dalszej promocji swych idei w debacie publicznej i w świadomości Polaków. Żaden nurt polskiej polityki nie ma tak rozbudowanego zaplecza eksperckiego i opiniotwórczego. W gronie czołowych publicystów konserwatyści stanowią najliczniejszą grupę.
Eseje i artykuły analityczne Ryszarda Legutki, Rafała Matyi, Zdzisława Krasnodębskiego, Janusza Kochanowskiego, Tomasza Merty, Kazimierza Michała Ujazdowskiego, Andrzeja Nowaka, Dariusza Gawina, Miłowita Kunińskiego, Dariusza Karłowicza, Marka A. Cichockiego, Barbary Fedyszak-Radziejowskiej, Tomasza Żukowskiego, Pawła Milcarka, Michała Szułdrzyńskiego, Andrzeja Waśki, Bogdana Szlachty i wielu innych autorów stanowią bardzo interesujący opis polskiej rzeczywistości, choć oczywiście niewolny od słabości i luk.
Ta skrócona z konieczności lista nazwisk ilustruje także, jak wewnętrznie zróżnicowany jest polski konserwatyzm. Być może w działalności partyjnej taka różnorodność oznacza nieuchronne kłopoty. We wpływaniu na kształt polskiego życia intelektualnego i w ideowych sporach z liberałami i lewicą wielość stanowisk w ramach jednego nurtu to niewątpliwa zaleta środowisk konserwatywnych.
Autor jest doktorem politologii, członkiem zarządu Ośrodka Myśli Politycznej w Krakowie. Autor m.in. “Wolność i porządek. Myśl polityczna Pawła Popiela” i “Z dziejów polskiego patriotyzmu. Wybór tekstów”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA