fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Czy stress testy banków wiarygodnie pokazują ich kondycję

Badanie wpływu możliwych zagrożeń na kondycję banków stało się kanonem działań antykryzysowych zarówno w Europie, jak i w USA
Testy warunków skrajnych (wytrzymałościowe, wrażliwości, obciążeniowe albo z angielskiego stress testy) mają służyć przede wszystkim bezpieczeństwu systemu finansowego. Ich zadaniem jest wykazanie, czy w określonym scenariuszu (recesja, głębokie spadki na giełdach, odpisy na obligacjach lub innego rodzaju aktywach, związane np. z niewypłacalnością emitentów lub pożyczkobiorców) banki będą miały wystarczająco dużo kapitału, by móc zaabsorbować potencjalne straty.
Regulatorzy lub inne zajmujące się tym organizacje badają więc, czy pożyczkodawcy będą w stanie utrzymać w określonych warunkach wskaźnik kapitałowy (przykładowo wskaźnik Core Tier 1, czyli relację kapitału najwyższej jakości do aktywów ważonych ryzykiem) powyżej określonego poziomu. Banki, które oblewają testy, dostają zalecenia lub nakazy wzmocnienia swojego kapitału.
W ten sposób identyfikowane są słabe ogniwa systemu finansowego, co pozwala w przyszłości uniknąć przykrych niespodzianek. Przynajmniej tak to wygląda w teorii. W praktyce nie jest tak prosto.

W USA się powiodło

Inną ważną funkcją testów wytrzymałościowych jest pokazanie inwestorom, że sytuacja w sektorze finansowym jest lepsza, niż się obawiali. Chodzi więc o uspokojenie opinii publicznej.
W lutym 2009 r. w USA przeprowadzono testy w ramach Supervisory Capital Assessment Program (SCAP). Rezerwa Federalna badała 19 banków i spółek. Sprawdzała, czy instytucje te nie wpadną w kłopoty finansowe, gdyby doszło do głębszej recesji, niż wówczas prognozowano, oraz do kolejnego krachu na giełdach.
Wyniki testów ujawniono w maju 2009 r. Było to świeżo po przejściu pierwszej fali kryzysu finansowego. Inwestorzy wciąż nie mieli zaufania do kondycji amerykańskich banków.
Testy spełniły swoje zadanie. Pokazały, że system finansowy ma już najgorsze za sobą, jest relatywnie zdrowy, choć niecały rok wcześniej znalazł się nad przepaścią.

W Europie była porażka

Europejskie instytucje chciały powtórzyć sukces USA. W lipcu 2010 r., czyli dwa miesiące po tym gdy przyznano Grecji 110 mld euro pomocy finansowej, Komitet Europejskich Nadzorców Bankowych CEBS (na początku 2011 r. został zastąpiony przez Europejski Organ Nadzoru Bankowego EBA) przeprowadził pod auspicjami Komisji Europejskiej testy 91 banków ze Starego Kontynentu (w tym polskiego PKO BP).
Testy wypadły uspokajająco. Pomyślnie przeszła je większość banków. Te które zdały, chwaliły się wynikami, traktując je również jako rodzaj reklamy, dowód na to, że ich kondycja finansowa jest dobra. Dali się do tego przekonać nawet eksperci.
Testy pokazały, że wbrew obawom europejski system bankowy jest w dobrym stanie, pisali wówczas analitycy jednego z największych amerykańskich banków inwestycyjnych.
Wśród banków, które zaliczyły wówczas stress testy, znalazły się m.in. instytucje irlandzkie. Kilka miesięcy później stanęły one na krawędzi bankructwa i dostały od państwa dziesiątki miliardów pomocy finansowej (co sprawiło, że Irlandia stała się drugim po Grecji „eurobankrutem").
Tak spektakularna porażka podważyła wiarygodność europejskich stress testów. Przeprowadzono je zatem ponownie, nieco zaostrzając kryteria. Wyniki opublikowano w lipcu 2011 r. Ale eksperci wciąż pozostawali nieufni.
– Zastanawiam się, w jakim stopniu stress testy są tak zaaranżowane, aby zwiększyć poziom zaufania na rynku. Bo jeśli będą prowadzone zbyt agresywnie, to straci każdy – mówił wtedy Bruce Packard, analityk londyńskiej firmy Seymour Pierce.
– To nie są stress testy. To zaledwie bieżąca wycena wartości rządowych obligacji – oburzał się Jaap Mejer, analityk Evolution Securities.
Jak się okazało, nieufni mieli rację. Nową rundę europejskich stress testów przeszła m.in. francusko-belgijska Dexia.
Bank ten jest teraz powszechnie uznawany za słabe ogniwo systemu finansowego Europy (jego kapitalizacja giełdowa spadła z 21 mld euro w 2006 r. do mniej niż 1 mld euro obecnie). W 2008 r. dostał 6,4 mld euro pomocy finansowej oraz łącznie 150 mld euro gwarancji od rządów Belgii, Francji i Luksemburga. Na początku października 2011 r. rządy tych państw udzieliły Dexii gwarancji finansowania na dziesięć lat wartej łącznie 90 mld euro. Instytucja ta zostanie podzielona. Rząd Belgii przejmie jej belgijską część za 4 mld euro.

Zaostrzone kryteria

Europejski Organ Nadzoru Bankowego (EBA) rozpocznie wkrótce nowe testy wytrzymałościowe sektora. Mają one pokazać, jak dużo dodatkowego kapitału będą potrzebowały europejskie banki w razie konieczności dokonania odpisów na długi państw z peryferii strefy euro.
Bezpośrednim powodem przeprowadzenia nowych testów jest eskalacja kryzysu w Grecji. W lipcu 2011 r. banki zgodziły się na zamianę części greckich obligacji i poniesienie strat w wysokości 21 proc. wartości nominalnej tych papierów. Ale na jesieni tego roku europejscy politycy uznali, że taka redukcja greckiego zadłużenia jest za mała i banki muszą ponieść większe koszty ratowania Grecji.
Na unijnym szczycie 26 – 27 października 2011 r. zdecydowano, że banki wezmą udział w operacji zamiany greckiego długu; stracą na niej 50 proc. nominalnej wartości wymienianych papierów. Pozwoli to zredukować grecki dług publiczny z około 160 proc. PKB obecnie do 120 proc. PKB w 2020 r.
Większe straty na greckim długu będą oznaczały konieczność dokapitalizowania niektórych instytucji finansowych. Unijni ministrowie zdecydowali więc, że europejskie banki, by sprostać nowym, zaostrzonym testom wytrzymałościowym, będą musiały wykazać się współczynnikiem Core Tier 1 wynoszącym 9 proc. W poprzedniej rundzie testów wymagany współczynnik wynosił zaledwie 5 proc.
Według EBA europejskie banki będą potrzebowały 106 mld euro dokapitalizowania. Blisko 30 proc. tej sumy zostałoby skierowanych do instytucji finansowych z Grecji, Irlandii i Portugalii.
Nowe testy mają więc nie tyle uspokoić inwestorów, ile wykazać, które banki są słabymi ogniwami systemu, nieodpornymi na skutki eskalacji kryzysu w strefie euro. Ich kryteria będą dużo ostrzejsze niż w poprzednich rundach. Daje to nadzieję, że kolejna runda testów wytrzymałościowych europejskiego systemu bankowego zostanie uznana przez inwestorów za wiarygodne narzędzie diagnostyczne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA