fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rewolucje w krajach arabskich

Polska oferuje Libii pomoc i współpracę

Z Radosławem Sikorskim spotkał się wczoraj szef Narodowej Rady Libijskiej Mustafa Abdul Dżalil (fot. ABDULLAH DOMA)
AFP
W głosie Libijczyków obok wciąż obecnej euforii słychać też rosnący niepokój o przyszłość kraju
Korespondencja z Trypolisu
Kierowcy co chwilę trąbią, uśmiechają się i unoszą dłoń w geście zwycięstwa. Przez zatłoczone ulice Trypolisu przedzierają się poobijane furgonetki uzbrojone w działka. Powstańcy, którzy po kilku miesiącach walk zaczęli wyglądem przypominać regularną armię, pilnują skrzyżowań. Wszędzie dumnie powiewają czerwono- czarno-zielone flagi powstańców. Zamiast reklam telefonów komórkowych na wielkich billboardach umieszczono plakaty z hasłami rewolucji: mamy marzenie. Wśród antyreżimowych haseł namalowanych na murach wybija się spory napis: „Game over, Kaddafi!"

Euforia i niepokój

Zaledwie cztery dni temu libijscy powstańcy zabili rządzącego przez 42 lata krajem Muammara Kaddafiego. W niedzielę powstańcze władze ogłosiły wyzwolenie kraju. Z wielu Libijczyków nie wyparowała jeszcze euforia, ale w ich głosie wyraźnie słychać niepokój.
– Musi się coś wreszcie zacząć zmieniać, bo na razie nic się nie dzieje. Wszędzie jest za to pełno broni. Strach wyjść na ulicę – mówi 18-letni student informatyki Ajub Ahmed Hosmie, pokazując na uzbrojoną grupę rebeliantów na skrzyżowaniu. Kiedy wraca z hotelu, gdzie dorabia sobie, sprzątając pokoje, mija kilkanaście takich posterunków. Stara się trzymać od nich jak najdalej. Ludzie z karabinami w rękach co chwila pokrzykują na kierowców i przechodniów. – Są z różnych stron. Najgorsze jest to, że nikt ich nie kontroluje. Każda grupa ma swojego dowódcę. Pierwszą rzeczą, jaką trzeba zrobić, to odebrać im broń – uważa Ajub. U niego w domu też jest kilka karabinów. Gdy wybuchło powstanie, większość rodzin zaopatrzyła się w broń. Ale wcale nie jest jasne, przeciwko komu zamierzali jej użyć. Mieszkańcy Trypolisu nie wystąpili masowo przeciwko dyktaturze. Dziś tłumaczą, że w mieście były zbyt silne oddziały Kaddafiego. Wiele rodzin było jednak po prostu związanych z reżimem. Zaj- mowały intratne stanowiska i czerpały profity z popierania dyktatury.

Nowe możliwości

20-letni Marwan zastrzega, że nic o powstaniu nie opowie, bo mieszkał w Szwajcarii, gdzie ojciec robił interesy. Teraz wrócili, licząc na nowe możliwości. – Wcale nie chodzi im o demokrację, tylko o pieniądze – złości się Nur, sympatyczna 17-latka w czarnej chuście na głowie. Kręciła się po hotelowym holu, jakby na kogoś czekała. Ale nie jest z nikim umówiona. Chciałaby pracować dla zagranicznych dziennikarzy. Najchętniej z CNN, bo najlepiej płacą. Była tłumaczką Mussy Ibrahima – ministra informacji i rzecznika Kaddafiego. Jest zagorzałą zwolenniczką reżimu. – Cała moja rodzina do dziś opłakuje śmierć Kaddafiego. Ale zawsze będzie żył w naszych sercach. Zginął jak bohater, z bronią w ręku i synem u boku. Obiecał, że nie opuści kraju, i dotrzymał słowa. Jestem z niego dumna – mówi, nerwowo rozglądając się na boki. Jej zdaniem Kaddafi wcale nie był okrutnym dyktatorem, a do  buntu by nie doszło, gdyby nie Zachód. Teraz boi się, że powstańcy aresztują jej braci i wujków, którzy walczyli w obronie reżimu. – Chcemy zemsty. I zemścimy się, ale jeszcze nie teraz – zapowiada Nur. Handel bronią wciąż kwitnie, bo Libijczycy nie mają poczucia bezpieczeństwa. Kałasznikowa można kupić za równowartość 1300 złotych. Sprzedają zwłaszcza partyzanci z Misraty i Ziltanu. Ci drudzy cieszą się wyjątkowo złą opinią. –Złupili majątek rodziny Kaddafiego, wywieźli do swojego miasta i teraz nim handlują. Podobno ukradli nawet słonia z zoo – mówi Ajub Ahmed Hosmie. Gratulacje i polska oferta Szef polskiego MSZ przyjechał w poniedziałek do Libii, aby pogratulować nowym władzom dotych- czasowych osiągnięć i przedstawić propozycję współpracy. Radosław Sikorski spotkał się z szefem Narodowej Rady Libijskiej, ministrem obrony i p.o. ministra spraw zagranicznych. Polski rząd liczy na życzliwe traktowanie naszych firm, które zainteresowane są poszukiwaniem i eksploatacją złóż ropy oraz gazu, inwestowaniem w sektor petrochemiczny i budową infrastruktury, m.in. portów. Polska liczy też na współpracę wojskową. – Nasze firmy są tu mile widziane – powiedział minister po rozmowach. Libijczycy zapowiedzieli, że będą honorować kontrakty zawarte za czasów Kaddafiego. Polski minister podkreślił też, że jest dumny z działań naszej misji medycznej. – Pracuje tu i pomaga Libijczykom rannym w konflikcie – podkreślił. To już druga wizyta szefa polskiej dyplomacji w Libii od wybuchu powstania. Sikorski był pierwszym ministrem spraw zagranicznych z Zachodu, który przyjechał w maju do Bengazi po wyzwoleniu miasta. Dzięki zbiegowi okoliczności (wizyta była przygotowywana wcześniej) jest też zapewne pierwszym zachodnim politykiem, który przyjechał do Libii po zabiciu Muammara Kaddafiego. —lor
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA