fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Szatan jest gorszy od satanizmu - o Nergalu

ks. Jacek Prusak SJ
Tygodnik Powszechny
W sprawie Nergala po raz kolejny podzieliliśmy się na dobrych i złych katolików. I kto tu jest zwycięzcą, jeśli nie ten, który dzieli? – pyta katolicki duchowny
Powiem z góry – uznaję Nergala za satanistę, to, co zrobił z Biblią – za świętokradztwo, a jego obecność w roli jurora w programie telewizji publicznej – za arogancję decydentów tej instytucji. Uważam, że wobec tego, co zrobił, nie można zachować „świętego spokoju". Inaczej jednak niż Piotr Semka („Świętość spokoju", „Rz" z 3 października) i Dominik Zdort („Z bramami piekielnymi", „Uważam Rze" z 3 – 9 października) oceniam to, co udało się Nergalowi wywołać wewnątrz Kościoła – czyli polemikę między biskupem włocławskim Wiesławem Meringiem a księdzem Adamem Bonieckim.

Podwójny problem

Semka stawia tezę, że ich „spór jest niezwykle istotny, pokazuje bowiem, jak trudno katolickiej opinii publicznej protestować przeciwko sytuacjom granicznym, określającym pozycję katolików w społeczeństwie".  Novum to otwarta polemika biskupów z „księżmi salonowymi". Zdort podkreśla, że buntownicza, a raczej oportunistyczna postawa ks. Bonieckiego rozmywa wśród wiernych świadectwo Kościoła dotyczące Szatana i osłabia jego misję w świecie. Zarówno biskup Mering, jak i ks. Boniecki publicznie przedstawili swoje racje, więc nie ma potrzeby powtarzać ich argumentów. Wydaje mi się, że publicyści „Rzeczpospolitej", oceniając bardzo krytycznie byłego naczelnego „Tygodnika Powszechnego", zapomnieli o dwóch rzeczach. Istnienie Szatana nie zależy od tego, jak o nim mówimy, ale wiara w niego – tak.
Kiedy pytałem uczniów klas licealnych o tematy, które chcieliby poruszać na katechezie, zawsze w pierwszej trójce pojawiały się diabeł i egzorcyzmy. Szybko się jednak okazywało, że ich ciekawość i znajomość tematu karmi się popkulturą. Uważam, że to, jak przedstawiono Szatana w Nergalu, jedynie te popkulturowe stereotypy potwierdza. Na to zwracał uwagę ks. Boniecki. Nie twierdzę jednak, że nie mógł tego powiedzieć inaczej. Sam zresztą to przyznał. Z Szatanem jednak mamy podwójny problem w Kościele: albo o nim nie mówimy, albo pozostawiamy go wyłącznie egzorcystom. Działalność niektórych z nich sprawia, że zamiast się Szatana wyrzekać, katolicy zaczynają nim się fascynować. Tu jednak dochodzimy do drugiego problemu, który właściwie zdiagnozowała Ewa Czaczkowska („Pokrzykiwania nic nie dają", „Rz" z 4 października). Napisała ona, że „dyskurs w sprawie Nergala obnażył wielką słabość polskiego Kościoła: nie potrafimy rozmawiać ze sobą wewnątrz Kościoła ani przedstawiać swojego stanowiska na zewnątrz. Kościół instytucjonalny ma ogromny problem z komunikacją".

Moherowcy i salonowcy

Moim zdaniem „protest", jakiego krytycy ks. Bonieckiego spodziewali się od niego w sprawie Nergala, nie do końca został przemyślany. Podzielam stanowisko filozofa  Alasdaira MacIntyre'a, który twierdzi, że protest staje się charakterystycznym elementem współczesnej moralności, tak że dominującym uczuciem w „wojnach kulturowych" staje się oburzenie. MacIntyre poczynia jednak ciekawą uwagę, która może posłużyć nam jako przestroga: „Bezsilność protestujących, którzy nie mogą wygrać sporu, sprawia (...), że protest wyładowuje się w agresywnym wrzasku. Ale protestujący nie mogą też przegrać sporu, a w rezultacie protest odznacza się pogardliwym zadufaniem. Skutek jest taki, że protest dociera wyłącznie do ludzi, którzy już wcześniej podzielali przekonania protestujących. (...) Uczestnicy protestu prawie nigdy nie znajdują innych słuchaczy i mówią do samych siebie. Nie twierdzę, że protest nie może być skuteczny; chcę powiedzieć, że nie może być skuteczny w sposób racjonalny". Dotychczasowy protest przeciwko Nergalowi wcale nie sprawił, że zaczęliśmy poważnie myśleć o Szatanie – bo protestujący i adresaci protestu zamiast nim zajęli się jego „podróbką", a teraz wewnętrzną polemiką. „Tygodnik Powszechny" nie postawił na „święty spokój", ale musimy się zastanowić, komu nie chcemy robić reklamy. Od satanizmu niebezpieczniejszy jest Szatan. Na razie wygląda na to, że po raz kolejny podzieliliśmy się na dobrych i złych katolików. I kto tu jest zwycięzcą, jeśli nie ten, który dzieli? Na szczęście zarówno „moherowców", jak i „salonowców" łączy wspólne przekonanie, że Kościoła bramy piekielne i tak nie przemogą – nawet jeśli po drodze zdarzają nam się „wpadki". Autor, jezuita, jest publicystą związanym z „Tygodnikiem Powszechnym"

pisali w Opiniach

Piotr Semka Świętość spokoju 3 października 2011 Ewa Czaczkowska Pokrzykiwania nic nie dają 4 października 2011
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA