fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Propozycja Boeinga: pilot magistrem

Bloomberg
Piotr Aleksandrowicz
Piotr Rudzki
Koncern z USA chce, by nauka pilotażu odbywała się na uczelniach i dawała tytuł magistra. Podniesienie rangi zawodu przyciągnęłoby więcej kandydatów. To ważne, bo wkrótce pilotów będzie brakować
Taką nowatorską propozycję przedstawił na briefingu w Singapurze wiceprezes Boeinga ds. usług lotniczych lotnictwa cywilnego, Louis Mancini i przypomniał ostrzeżenia swej firmy, że w najbliższym 20-leciu wystąpi ostry niedobór pilotów.
- Dlaczego licencji pilota nie uznać za dyplom wyższej uczelni, jeśli można je uzyskiwać z mechaniki, historii, finansów, księgowości i czego tam jeszcze? – pytał. – Jeśli dopuściłoby się możliwość takiego stopnia naukowego, to w wielu krajach na świecie finansowanie nauki stałoby się łatwiejsze, a same studia byłyby możliwe dla rzeszy młodych ludzi. Gdyby to był normalny kierunek uczelniany, to mogłyby go finansować rządy albo inne podmioty – wyjaśnił.
Obecnie piloci otrzymują licencje po ukończeniu szkół uczących latania i po przejściu obowiązkowego szkolenia za sterami danego rodzaju samolotu. W przypadku samolotów Boeinga trwa ono kilka tygodni, samoloty Airbusa maja bardziej ujednolicone przyrządy pokładowe, szkolenie jest więc krótsze. Najbliższym pokrewnym kierunkiem na wyższych uczelniach przydatnym przyszłym pilotom jest inżynieria (mechanika) lotnicza. W związku z żywiołowym rozwojem transportu powietrznego w Azji i Pacyfiku spodziewany jest problem braku pilotów – ocenia Boeing. Do 2030 r. region ten będzie potrzebować ponad 180 tys. pilotów, znacznie więcej niż inne regiony świata. Obecnie pracuje w Azji i Pacyfiku ok.60 tys. pilotów. Podczas gdy przewoźnicy z USA i Europy rezygnują z planów zakupu nowych samolotów, albo je korygują, zamówienia linii lotniczych z Azji i Pacyfiku stale rosną – stwierdza wiceprezes Boeinga ds.usług Sherry Carbary. – Podobnie z Bliskiego Wschodu. Boeing przewiduje, że do 2030 r. region Azji i Pacyfiku kupi 11 450 nowych samolotów, ponad jedną trzecia z przewidywanej dla świata liczby 33 500. Rynkowa wartość kupowanych maszyn wyniesie 1,5 bln dolarów, podczas gdy w innych częściach świata nie przekroczy 900 mld. Same Chiny będą potrzebować 5 tys. nowych samolotów o wartości 600 mld. Także 48 proc. światowego transportu będzie dotyczyć tego regionu. Z kolei odporność Bliskiego Wschodu na spowolnienie gospodarcze na świecie i duży wzrost w minionym roku zapowiadają dalsza dynamikę. W latach 2009 - 14 najszybciej rosnącymi rynkami transportu lotniczego będą Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wietnam, Malezja i Sri Lanka – uważa IATA.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA