fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Magistrowie/studenci

Przyszłość zawodów prawniczych po wyborach - debata w Rzeczpospolitej

www.sxc.hu
Korporacje nie chcą dopuszczenia do sądów magistrów prawa. Zgadzają się, że aplikacje wymagają zmian. Politycy deklarują rozszerzenie uprawnień radcowskich
Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadziło egzaminy wstępne na aplikacje prawnicze. Zdało je prawie 50 proc. kandydatów na adwokatów i radców prawnych. Mniej więcej dwa tysiące osób może zacząć w 2012 r. szkolenie na aplikacji adwokackiej, a o 400 więcej na radcowskiej. Dla samorządów tych zawodów prawniczych, a przede wszystkim dla osób fizycznych i firm korzystających z usług prawniczych oznacza to kolejny wzrost uprawnionych do wykonywania tych profesji.
  O tym, jaka przyszłość czeka zawody prawnicze w świetle dynamicznego napływu do zawodu adwokata i radcy prawnego, jaki powinien być model zdobywania uprawnień, a także jak będzie się kształtował rynek usług prawnych w Polsce, dyskutowali w siedzibie „Rzeczpospolitej" w czwartek, 29 września członkowie samorządów radców i adwokatów, posłowie oraz doradcy prawni.

Kiełbasa przedwyborcza

Najwięcej sporów i kontrowersji wzbudził wywołany przez prowadzącego debatę Arkadiusza Jaraszka temat doradców prawnych. Do ostatniego dnia tej kadencji Sejmu parlamentarzyści pracowali nad ustawą o państwowych egzaminach prawniczych. Przewidywał on m.in. umożliwienie magistrom prawa występowania przed sądami. Jak jednak przyznał, ku zdumieniu większości uczestników debaty, poseł SLD Stanisław Rydzoń, praktycznie od początku prac nad tym projektem było wiadomo, że uprawnienia magistrów prawa nie zostaną rozszerzone. – Pomysł pojawił się tuż przed zakończeniem kadencji parlamentu i był to zabieg czysto przedwyborczy – wyznał. – Zawsze przed wyborami powstają populistyczne projekty. Brak szans na uchwalenie przepisów rozszerzających uprawnienia magistrów prawa i ich populistyczny charakter potwierdził poseł Grzegorz Karpiński, którego koledzy z Klubu Platformy Obywatelskiej zgłosili poprawkę przewidującą te rozwiązania. – Pomoc świadczona przez doradców prawnych, a zwłaszcza przyznanie im prawa do reprezentowania stron przed sądem, to duże ryzyko. Ich usługi są tańsze niż adwokatów czy radców, więc z ich pomocy będą korzystać najubożsi – wyjaśnił swoje stanowisko poseł Karpiński. – Obowiązkiem państwa jest ochrona obywateli, szczególnie najuboższych. Dlatego pomoc prawną powinni świadczyć jedynie profesjonaliści odpowiednio do tego przygotowani, a magistrowie prawa nie spełniają tego kryterium, gdyż studia prawnicze w ogóle nie przygotowują do wykonywania zawodu prawnika – dodał poseł PO.

Sądy także dla magistrów?

Przeciwko stanowisku parlamentarzystów PO i SLD protestował przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości prof. Piotr Pogonowski. Jego zdaniem nie ma żadnych przeszkód, aby w obrocie funkcjonowali doradcy prawni. – Każdy z nich ukończył przecież trudne studia prawnicze i zdał określone egzaminy, które sprawdziły jego wiedzę – argumentował. Taki pogląd z zadowoleniem przyjął Tomasz Bujak, prezes Stowarzyszenia Doradców Prawnych. Jego zdaniem dziś ukończenie studiów prawniczych i uzyskanie dyplomu nic nie daje, bo osoby takie nie mogą wykonywać wyuczonego zawodu, nie mając np. formalnego dostępu do występowania przed sądem. – Taki stan trzeba uregulować. Tym bardziej że problem dotyczy wielu osób. Magistrów prawa nieposiadających aplikacji jest w Polsce ponad 200 tys. W tym ostatnim roku wszystkie uczelnie przyjęły 26 tys. osób na wydziały prawa – wyliczał Bujak. – Co takie osoby, które często są zatrudniane w urzędach czy działach prawnych dużych firm, mają prawo robić? W przeciwieństwie do aplikantów nie pójdą jako pełnomocnik procesowy do sądu, nawet gdy jest to sąd rejonowy, który zajmuje się najprostszymi sprawami – narzekał prezes Stowarzyszenia Doradców Prawnych. – To jakiś absurd, a takie wypowiedzi ukazują kompletny brak doświadczenia i zrozumienia, jakimi sprawami zajmują się polskie sądy – oponowała adwokat Monika Strus–Wołos z Naczelnej Rady Adwokackiej. – Jeśli ktoś choć raz był w sądzie, to wie, że sprawy rozpatrywane przez sądy rejonowe nie należą wcale do prostych. W większości kryterium decydującym o tym, gdzie trafia sprawa, jest wartość przedmiotu sporu, a nie trudność – argumentowała. Jej zdaniem tylko osoby po aplikacji mają wystarczającą wiedzę do ich prowadzenia, dlatego mogą stawać przed sądami. Tym bardziej że aż 80 proc. spraw cywilnych trafia właśnie do sądów rejonowych. – Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jasno wskazuje, że trzeba stworzyć katalog spraw, którymi będą mogły zajmować się osoby bez ukończonej aplikacji adwokackiej czy radcowskiej, czyli magistrowie prawa. Chodzi tu wyłącznie o proste czynności prawne, do których z całą pewnością nie zalicza się prawo do reprezentowania strony przed sądem – wtórował radca prawny Dariusz Sałajewski, wiceprezes Krajowej Rady Radców Prawnych. Przeciw takiej interpretacji wyroku TK mocno zaprotestował Tomasz Bujak. – Chodzi o mniej skomplikowane czynności, bo proste wykonują nawet dzieci – korygował przedmówcę.

Adwokat to nie szewc

Taki pogląd wywołał protest mec. Moniki Strus-Wołos, która zwróciła uwagę, że doradcy prawni chcieliby prowadzić sprawy klientów, nie dając żadnej gwarancji jakości usług i nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. – Samorządy prawnicze czuwają nad ciągłym podnoszeniem kwalifikacji swoich członków, wymagają, by odbywali szkolenia, tworzą zasady etyki, czuwają nad ich przestrzeganiem, a w razie ich złamania pociągają do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Nakładają też na nich obowiązek posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, która zabezpiecza klientów przed ewentualnymi stratami spowodowanymi błędami prawnika. Stowarzyszenia doradców prawnych takich gwarancji nie dają – podkreślała stanowczo. Przedstawicielka NRA zwróciła też uwagę, że nie można porównywać usług świadczonych przez adwokatów i radców prawnych np. z usługami świadczonymi przez szewców. – Jeżeli komuś nie podoba się źle naprawiony but, to go wyrzuca i kupuje nowy. Źle poprowadzonej sprawy nie da się już naprawić. Nie da się pójść do innego prawnika i poprosić go, żeby jeszcze raz wniósł pozew do sądu i naprawił błędy poprzedniego – wyjaśniała powody sprzeciwu korporacji prawniczych przeciw rozszerzaniu uprawnień magistrów prawa. Jej zdaniem m.in. z tych powodów podstawową drogą zdobywania uprawnień powinny być aplikacje. Tylko one bowiem uczą od praktycznej strony wykonywania zawodu adwokata i radcy prawnego.

Aplikanci powinni wrócić na praktyki

– Nie kwestionuję tego, że aplikacja powinna być podstawowym sposobem zdobywania uprawnień, ale prawdą jest, że przy stale rosnącej liczbie aplikantów ten etap szkolenia jest często fikcją i skupia się na powtarzaniu programu studiów – ubolewał poseł Rydzoń. – Błędem było np. zlikwidowanie końcowego egzaminu ustnego czy praktyk w sądach i prokuraturze. Braki w aplikacji widział także Piotr Pogonowski z PiS. – Aplikacja jest za długa i przeładowana teorią. Tuż przed egzaminami końcowymi aplikanci przychodzili do mnie do Sądu Najwyższego oglądać, jak wyglądają akta sądowe – przyznał. – To trzeba bezwzględnie zmienić – stanowczo podkreślał. – Moi przedmówcy powinni zauważyć, że likwidacja praktyk w sądach i prokuraturze to pomysł środowiska politycznego, które reprezentują, a nie samorządów prawniczych – ripostowała Monika Strus-Wołos. – Byłam zdumiona uzasadnieniem projektu przepisów kasujących odbywanie praktyk sądowych. Posądzanie sędziów i przyszłych adwokatów o tworzenie podczas takich praktyk kontaktów korupcjogennych było dla mnie szokujące – wyjaśniała.

Korporacje potrzebują konkurencji

Zarówno przedstawicielka NRA, jak i mec. Sałajewski z Krajowej Rady Radców Prawnych zgodzili się jednak, że przy rosnącej liczbie aplikantów konieczne są zmiany w sposobie prowadzenia szkolenia aplikacyjnego. – Liczba aplikantów zakłóca prowadzenie szkolenia. Między innymi z tego powodu wprowadzamy reformy, które mają położyć jeszcze większy nacisk na zajęcia praktyczne, bo one pozwolą na jeszcze lepsze przygotowanie młodych prawników do wykonywania zawodu – deklarował Dariusz Sałajewski. – Reformowanie czegoś, co w ogóle nie funkcjonuje, nie daje żadnych efektów. Młodzi prawnicy płacą ogromne pieniądze za możliwość odbywania aplikacji, a korporacje w zamian za nie oferują im słabej jakości wykłady, które w ogóle nie przygotowują do przyszłej pracy – krytykował postawę samorządu adwokackiego i radcowskiego prezes Tomasz Bujak. – Jeżeli stworzymy konkurencyjną do aplikacji drogę zdobywania uprawnień zawodowych, to samym samorządom będzie zależało na podnoszeniu poziomu szkolenia i zachęcaniu młodych ludzi do kształcenia w ich szeregach. Korporacje nie mają dziś żadnej konkurencji i przez to jakość świadczonych przez nich usług jest niska – zauważył prezes Stowarzyszenia Doradców Prawnych. Uczestnicy debaty podkreślali także istnienie bezpośredniego związku między studiami a aplikacją. W większości zgodzili się, że ich program wymaga poprawienia. – Trzeba rozważyć wprowadzenie egzaminu końcowego jeszcze na studiach, który mógłby dodatkowo dawać prawo wykonywania zawodu. Można przedłużyć studia i w ich programie dodać praktykę – proponował Stanisław Rydzoń z SLD. Myśl o ewentualnym egzaminie wieńczącym studia prawnicze i otwierającym jednocześnie dostęp do zawodu dopuszczał też Dariusz Sałajewski. Taki sprawdzian miałby stanowić podsumowanie całych studiów. Potrzeby przedłużania edukacji nie widział Tomasz Bujak. – Pięć lat nauki wystarczy do wykonywania zawodu prawnika. Trzeba jednak stawiać na bardzo rzetelne przekazywanie wiedzy w trakcie studiów – postulował. Także Piotr Pogonowski dostrzegł potrzebę zmiany edukacji prawniczej już na szczeblu uczelnianym. W jego ocenie dwa ostatnie lata studiów trzeba poświęcić na zdobywanie praktycznych umiejętności. – Dzięki temu aplikacja powinna być kontynuacją praktycznej części edukacji uniwersyteckiej i powinna być krótsza – mówił przedstawiciel PiS. Za skróceniem czasu aplikacji był także poseł Grzegorz Karpiński z PO.

Decyzja o połączeniu w rękach samorządów

Uczestnicy debaty nie widzieli także potrzeby ujednolicenia aplikacji adwokackiej i radcowskiej, ponieważ ich zdaniem nadal odrębnie powinien funkcjonować samorząd adwokacki i radcowski. – Funkcjonowanie korporacji jest naszą wewnętrzną sprawą. Dziś nie widzimy potrzeby połączenia samorządów – mówiła mec. Strus-Wołos. Z aprobatą przytakiwał jej prezes Sałajewski. Potrzeby połączenia samorządów nie widział także Stanisław Rydzoń. Jego zdaniem to specjalizacja, a nie rodzaj aplikacji powinny decydować o tym, co dany prawnik faktycznie robi. – Dzięki rodzajom spraw, którymi mogą zajmować się adwokaci i radcowie, zbliżanie się do siebie obu zawodów faktycznie się dokonuje. Myślę, że proces ten będzie postępował i już po wyborach z całą pewnością zajmiemy się przepisami, które zabraniają radcom występowania w sprawach karnych w roli obrońcy. Nie widzę bowiem powodów, żeby radcowie nie prowadzili spraw karnych – zadeklarował poseł Rydzoń. Podobną deklarację złożył również poseł Karpiński z PO i prof. Pogonowski reprezentujący PiS. Z zadowoleniem przyjął je mec. Sałajewski, który uważa, że radcowie są przygotowani do występowania w sprawach karnych. – Radców, którzy chcą występować w procesach karnych, zapraszamy do adwokatury. Nie widzę jednak możliwości rozszerzenia uprawnień radcowskich, bo część przedstawicieli tego zawodu pracuje na podstawie umowy o pracę, co nie gwarantuje im niezależności, która jest tak ważna dla obrońcy – twardo prezentowała stanowisko palestry mec. Monika Strus-Wołos.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA