Ekonomia

Programy stymulujące gospodarkę. Wzrost zadłużenia państw

W 2008 roku Ministerstwo Skarbu USA (na zdjęciu z lewej jego szef Henry Paulson) w uzgodnieniu z Fedem (z prawej szef Ben Bernanke) podjęło działania stabilizacyjne dla szczególnie zadłużonych instytucji finansowych
Bloomberg
Od jesieni 2008 r. rządy wielu krajów podejmowały działania stymulujące gospodarkę. W związku z tym musiały zwiększać zadłużenie, emitując obligacje. Doprowadziło to do ogromnego wzrostu deficytów budżetowych. W kłopoty wpadła nie tylko Grecja
Pierwsza fala kryzysu ujawniła poważne rysy na wizerunku globalnej gospodarki. Dwucyfrowe zwyżki, jakie jeszcze w 2007 roku notowały niektóre kraje, zamieniły się w spadki, gdy zaczęły pękać kolejne bańki.
Zaczęło się już wtedy, gdy pękła bańka internetowa, po której nastąpiła obniżka stóp procentowych. Konsekwencją tego manewru było pojawienie się bańki na rynku nieruchomości i instrumentów finansowych. W ocenie ekspertów to właśnie jej pęknięcie bezpośrednio przyczyniło się do  kryzysu. 15 września 2008 r. amerykańscy bankierzy zdecydowali, że nie będą ratować Lehman Brothers
Jeśli ktokolwiek myślał, że w 2010 roku, kiedy cały świat rósł, najgorsze mieliśmy za sobą, był w błędzie. To, co się dzieje w tej chwili – kryzys grecki, kłopoty z obsługą zadłużenia, jakie uwidaczniają się w innych krajach unijnych – wyraźnie świadczy o tym, że za dekady życia na kredyt przyjdzie nam jeszcze długo płacić. Może warto to sobie uzmysłowić, gdy mija trzeci rok od upadku Lehman Brothers. 15 września 2008 roku jest datą graniczną. Wielu ekonomistów uważa, że choć symptomy kryzysu obserwowaliśmy już wcześniej, to prawdziwa eksplozja nastąpiła właśnie w pamiętny poniedziałek, po tym gdy w nocy naszego czasu amerykańscy bankierzy nie zdecydowali się na ratowanie banku. 16 września 2008 r. Fed zapowiedział 85 mld dolarów pomocy dla AIG, aby ocalić firmę przed bankructwem

Działania stabilizacyjne

Oczywiście obserwowany wówczas silny spadek indeksów giełdowych, taniejące w USA nieruchomości i zawirowania na rynku walut nie były wyłącznie spowodowane krachem Lehman Brothers. To był tylko sygnał, że nie będzie kilkumiesięcznej agonii. Jeśli ktoś nie radzi sobie na rynku, może go spotkać przykra niespodzianka. W kolejnych miesiącach zresztą wielu bankierów dotkliwie się o tym przekonało. Dlaczego do końca nikt w czarny scenariusz nie wierzył? Były powody – tydzień wcześniej Fed zgodził się przejąć dwie firmy ubezpieczeniowo-pożyczkowe z ogromnymi długami sięgającymi kilku miliardów dolarów, tj. Fannie Mae i Freddie Mac. Obawiano się bowiem, że upadek tych dwóch firm skutkowałby ogromnym kryzysem finansowym na całym świecie. Z tego samego powodu Fed w porozumieniu z Ministerstwem Skarbu zdecydował dzień później o dokapitalizowaniu największej firmy ubezpieczeniowej na świecie – AIG, która również chyliła się ku bankructwu. Przeznaczono na to 85 miliardów dolarów. Jednak w obliczu tego, co się wydarzyło po 15 września, ta kwota już nie szokowała. 28 września 2008 r. Fortis Bank został częściowo znacjonalizowany przez rządy państw Beneluksu 19 września 2008 roku, w pogarszającej się ogólnej globalnej sytuacji finansowej, Ministerstwo Skarbu USA podjęło w uzgodnieniu z Fedem działania stabilizacyjne dla szczególnie zadłużonych instytucji finansowych. Polegały one na stworzeniu planu wykupienia wszystkich długów za pomocą instytucji ustawowo powołanej specjalnie do tego celu. Koszt tego wykupienia szacowano na co najmniej 814 miliardów dolarów. Plan ten nazwany został planem Paulsona od nazwiska sekretarza skarbu, wieloletniego prezesa Goldman Sachs.

Z USA do Europy

Reakcja łańcuchowa po upadku Lehman Brothers została już jednak uruchomiona. Pod koniec września zbankrutował największy bank oszczędnościowy w USA, a także największy bank hipoteczny Washington Mutual w Seattle. Szybko przeprowadzone postępowanie dotyczyło największej upadłości banku w historii świata. Jego mienie zostało odsprzedane bankowi JP Morgan Chase w Nowym Jorku bez uszczerbku dla posiadaczy kont, lecz z całkowitą stratą dla akcjonariuszy, w tym wielu tysięcy drobnych inwestorów handlujących przez Internet na giełdzie. Gdy 29 września 2008 roku Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych odrzuciła w głosowaniu plan Paulsona (Senat Stanów Zjednoczonych go zatwierdził), doszło do największego od 21 lat jednodniowego spadku indeksów akcji. Wartość DJIA zmalała tego dnia o 7 proc., a S&P500 i NASDAQ – o około 9 proc. Natychmiast podjęto działania zmierzające w kierunku ponownego rozpatrzenia planu ratunkowego Paulsona po kolejnych negocjacjach i drobnych zmianach (np. zarządy instytucji, które uzyskają pomoc od państwa, nie mogą wypłacać sobie astronomicznych nagród). Tymczasem kryzys przeniósł się do Europy. Rządy państw Beneluksu zostały zmuszone przejąć kontrolę nad największym bankiem Belgii – Fortis. Zagrożona upadłością została także instytucja bankowo-ubezpieczeniowa Dexia. 3 października 2008 r. Izba Reprezentantów USA zatwierdziła 700 mld USD pomocy dla banków (plan Paulsona) Panika rozprzestrzeniała się z prędkością błyskawicy. Banki przestały sobie pożyczać pieniądze z powodu obaw o niewypłacalność, co doprowadziło do kolejnych bankructw. Upadły trzy największe banki w Islandii, których zobowiązania okazały się za duże jak na PKB maleńkiego kraju. W Rosji i na Ukrainie ograniczono wielkość wypłat z rachunków bankowych. Islandia zwróciła się o pomoc w wys. kilku miliardów dolarów do MFW, USA, UE i Rosji. Korona islandzka znacznie straciła na wartości. Pojawiły się pogłoski o możliwych kłopotach Węgier, Ukrainy, a nawet Czech i Polski.

Mało sprawny mechanizm

Kryzys uwidocznił jeszcze jedną prawdę: bezpieczeństwo oferowane przez systemy gwarancyjne to iluzja. Gdyby upadł cały system bankowy (co oczywiście w praktyce nie byłoby możliwe), pieniędzy starczyłoby na pokrycie 1 – 2 proc. utraconych depozytów. Rządy doszły więc do wniosku, że banki należy dokapitalizować pieniędzmi podatników, by stały się wypłacalne i nie podzieliły losów Lehmana. Równocześnie postanowiono podnieść wielkość gwarantowanych depozytów do 100 tys. euro w całej Unii. To miało uspokoić sytuację i zapobiec panice wśród klientów banków. Takich uspokajających działań było zresztą więcej w ramach ogłaszanych programów stymulacyjnych dla gospodarki (dopłaty dla samochodów, dla przedsiębiorców tworzących miejsca pracy, różnego rodzaju ulgi podatkowe). Niestety, miało to też złe strony: państwa musiały zwiększać własne zadłużenie, emitując obligacje. W ciągu roku doprowadziły w ten sposób do ogromnego wzrostu deficytów i zadłużenia. Szybko też się okazało, że nie wszyscy radzą sobie z obsługą szybko rosnących długów. W kłopoty wpadła nie tylko Grecja czy inne kraje PIIGS, ale również ich wierzyciele, czyli banki. I tu dochodzimy do najpoważniejszej rysy, jaką uwidocznił kryzys; chodzi o strefę euro, a właściwie mechanizm zarządzania wspólnotowymi krajami. Od miesięcy toczą się dyskusje na temat pomocy Grecji i dywagacje, czy może ona upaść, opuścić strefę euro, a co gorsza – pociągnąć za sobą inne kraje. Tuzy unijnego kierownictwa, czyli Angela Merkel i Nicolas Sarkozy, tylko rozczarowują swoimi decyzjami, a właściwie ich brakiem. Skutków zapowiadanych i w części podjętych reform ciągle nie widać.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL