fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Towarzysze z bezpieczeństwa

Rzeczpospolita
Ci ubowcy byli niewątpliwą awangardą. Bezpieczniacy. Tak lubili na siebie mówić. Towarzysze z pierwszej linii. Tak nazywali ich poeci, piewcy trudu budowy państwa robotników i chłopów.
Z nimi nie było żartów. Zresztą żartowali też nieprzyjemnie. Taki jeden z powiatowego urzędu bezpieczeństwa upił się w knajpie U Dziadka i bawiąc się swoją spluwą, mówił do tego, co mu stawiał wódkę:
– Myślisz, że nie wiemy? Reakcyjny gad z ciebie. – Jak to? – przestraszył się tamten.
– A twój starszy brat gdzie był? W AK, nie? Tatuś w PSL rozrabiał, nie? My wszystko wiemy! – roześmiał się i poklepał fundatora po plecach. Ci dwaj, którzy pojawili się któregoś dnia w fabryce i zajęli pokój z żółtymi firankami na parterze, od razu zostali rozpoznani właściwie. Ubowcy. Stanowili komórkę ochrony w zakładzie. Na ich stołach wyrosły stosy teczek. Brali z personalnego i wertowali. Dział personalny także był blisko bezpieki. Jedna ręka. Ci dwaj zachowywali się spokojnie. Właściwie nie było ich widać. Siedzieli u siebie w pokoju, czytali akta personalne i czasem wzywali ludzi na rozmowy. Nikt z wzywanych tym się specjalnie nie chwalił i nie opowiadał o treści rozmowy. Niekiedy po wódce ten i ów napomknął półgębkiem, że wypytywali go szczegółowo o kumpli z jego brygady, wydziału, majstra, kierownika, a nawet o sąsiadów z domu, gdzie mieszkał. Jeden z narzędziowni, szczególnie mało odporny, wyznał histerycznie: „Oni wszystko wiedzą! Nic przed nimi nie da rady ukryć”. Jak tak powiedział, to już wiadomo, że go rozpracowali. Przed takim należało trzymać język na wodzy. Taki wszystko im doniesie.Główny technolog pierwszy im się kłaniał i było to zrozumiałe. Przedwojenny inżynier, pracował w tej fabryce jeszcze w czasach, kiedy stanowiła własność kapitalisty. Raz nastąpiła awaria w maszynowni i wtedy oni bardzo węszyli. Pewno doszukiwali się sabotażu. Ale przyczyna była w starym, skorodowanym urządzeniu i rzecz cała rozeszła się po kościach. Ludzie odetchnęli. Szczególnie majster, który był bezpartyjny. Ci dwaj fabryczni ubowcy prywatnie to byli weseli, towarzyscy ludzie. Jeden warszawiak z urodzenia, cwaniakowaty, znał od groma kawałów. Drugi inteligenciak, umiał się naukowo wysławiać, lubił płeć piękną. Autobusem fabrycznym jeździli razem z nami do Krakowa i na Ziemie Odzyskane. Podczas tych wycieczek za kołnierz nie wylewali, śpiewali i podmacywali dziewuchy. Na oko równe chłopy. Tylko zawsze człowiek łapał się na takiej myśli, że nie wiadomo, co oni kombinują. Cacy, cacy, a jutro wzywają ciebie do swego pokoju urzędowo i to już jest całkiem inna rozmowa.Po październiku 1956 roku „ubowo” zredukowali i fabryczna komórka ochrony przed wrogiem klasowym przestała istnieć. Ci dwaj z dnia na dzień nie pojawili się więcej w naszym zakładzie. Później jeden z nich, ten warszawiak z urodzenia, był mundurowym gliniarzem, sierżantem. Chodził po Śródmieściu i serdecznie witał się z pracownikami naszej fabryki. Wspominał chętnie te lata, kiedy był razem z nami. Czasem bywał podpity i wtedy pytał natarczywie: „Ale musicie przyznać, kurwą nigdy nie byłem, prawda?”. Jego kolega podobno nadal pracował w resorcie, który już nie nazywał się Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, tylko Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Jeszcze później ten warszawiak był portierem w nocnym lokalu. Następnie kibice boksu spotykać go zaczęli na hali Gwardii. Sprawował tam funkcję porządkowego i kiedy tylko rozpoznał kogoś z naszej fabryki, od razu wpuszczał go na mecz bez biletu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA