Film

Epidemia pornografii. Seks w erze cyfrowej

materiały prasowe
„Epidemia pornografii. Seks w erze cyfrowej" to dokument opowiadający o jednym z najbardziej dochodowych biznesów współczesnego świata. Premiera w sobotę w Planete o 23.00
- Mojżesz oswobodził Żydów, Lincoln - niewolników, a ja uwolnię znerwicowanych - deklaruje w filmie Larry Flint, wydawca „Hustlera". Są to jednak zapowiedzi buńczuczne, mimo, że rozszerzył działalność także na Internet i jest posiadaczem serwisu „Prawie dojrzałe", którego ofertę stanowią dziewczyny wyglądające na niepełnoletnie. Królem branży pornograficznej był w połowie lat 70., gdy zaczął wydawać swój magazyn i kusić czytelników, a raczej oglądaczy widokiem - na przykład - łonowych włosów. Ówcześni czytelnicy oszaleli z wrażenia, dzisiejsi nie uwierzyliby pewnie, że z pornografią można obcować w ten sposób.
Autorzy kanadyjskiego filmu pokazują, że przemysł, którego roczne obroty branży szacowane są na 10 miliardów dolarów inspiruje nie tylko nietypowa, nieraz chora ludzka wyobraźnia, ale przede wszystkim żądza pieniądza. John Tucker, właściciel firmy Falconfoto.com - największej elektronicznej bazy zamieszczanych w sieci zdjęć i filmów pornograficznych nie kryje, że kilkunastomilionowej fortuny dorobił się łatwo i przyjemnie. Jego sojusznikiem jest Internet, który nie zna granic. Mnóstwo z ponad pół miliona istniejących stron pornograficznych wychodzi naprzeciw klientom o dziwacznych gustach: jest strona poświęcona fetyszowi stóp, ogromnym murzynom z małymi dziewczynkami, fetyszem bywa balon albo strój klauna... Do tego biznesu garną się też chętni do zaprezentowania swych umiejętności erotycznych przed kamerą. W Kalifornii w dolinie zwanej San Fernando powstaje 11 tysięcy pornosów rocznie, a na corocznych branżowych targach w Las Vegas przyznaje się nagrody m.in. za najbardziej szokujący seks, za najlepszy stosunek analny i seks grupowy. Szczególny popyt panuje na sadomasochizm, zniewolenie, dominację... Dawniej filmy i magazyny erotyczne były nadzorowane przez cenzurę. Dziś granice określa jedynie wyobraźnia. W dużej mierze Internet jest poza zasięgiem organów ścigania, a także rodziców i polityków. Brakuje wypracowanych reguł i przejrzystych norm dla prawników, sprawy przeciągają się i kosztują fortunę. Najbardziej zagrożone są dzieci, które masowo chłoną łatwo dostępną pornografię.
Psycholodzy biją na alarm. Już dziś Anonimowi Seksoholicy są najdynamiczniej rozwijającą się wspólnotą ludzi uzależnionych, gotowych podjąć program 12 kroków, by się ratować. Doris Vincent, psychoterapeutka, mówi, że większość jej pacjentów stanowią dobrze wykształceni, zamożni ludzie. - Są w istocie głęboko zranionymi ludźmi, którym brakuje samoakceptacji - uważa. O swoim uzależnieniu od seksu i jego niemiłych konsekwencjach opowiada w filmie Derek, kanadyjski manager. Z pewnością jednak wielu mu nie uwierzy i czekać będzie na nowe gadżety, jakie obiecuje rozwój techniki. Są wśród nich neurokombinezony umożliwiające uprawianie seksu partnerów znajdujących się w różnych miejscach świata. Kusząca perspektywa czy pułapka?
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL