Kadry

Kontrola PIP: W branży turystycznej wyzysk młodocianych

www.sxc.hu
Pracownicy w kurortach nie mieli nadgodzin, należnego odpoczynku ani przerw, ponieważ większość zatrudniona była na zlecenie
W tym roku Państwowa Inspekcja Pracy nie miała w planach kompleksowej kontroli pracodawców działających w turystyce. Nie oznacza to, że poszczególne okręgi, zwłaszcza te, na których terenie wypoczywa dużo osób, nie miały nic do zrobienia.
W tzw. pasie nadmorskim w województwie zachodniopomorskim PIP przeprowadziła około 120 kontroli przedsiębiorców działających w branży turystycznej. Głównie były ukierunkowane na legalność zatrudnienia. Wyniki kontroli nie zostały jeszcze opracowane, ale już dziś można powiedzieć, że znacząca większość osób pracujących w branży turystycznej robiła to na podstawie umów cywilnoprawnych.

Młody dużo może

– Niepokojące jest to, że w tym trybie zatrudniani byli młodzi ludzie. Młodociani mogą być zatrudniani przy pracach lekkich na podstawie umowy o pracę, ale gdy pracują na podstawie umowy-zlecenia, to takie ograniczenia nie obowiązują. Dziwię się, że rodzice wyrażają zgodę, by nastolatki pracowały nawet po kilkanaście godzin na dobę – mówi Grażyna Pawlata-Ich z OIP Szczecin. – Ten sezon nie odbiegał od poprzednich, jeśli chodzi o skalę i rodzaj nieprawidłowości w branży turystycznej. Rodzaj umowy i warunki zatrudnienia nie były potwierdzane na piśmie. Świadczący pracę twierdził, że umawiał się na etat, a przedsiębiorca –, że od początku miało być zlecenie – wyjaśnia Ryszard Ossowski, oddział PIP w Słupsku. – Być może przyczyną takiego stanu rzeczy jest słaby sezon. Przyjechało mniej ludzi i przywiozło mniej pieniędzy, więc bardziej się opłacało zatrudnić na umowę cywilnoprawną. Ekspert podkreśla, że były nieprawidłowości w ustaleniu wysokości wynagrodzenia i jego wypłacie. Strony umawiały się na jakąś stawkę za godzinę, a gdy dochodziło do rozliczenia, pracodawca odliczał każdą zupę, zakwaterowanie, wodę itp. W efekcie pracownik do ręki dostawał dużo mniej pieniędzy, niż się spodziewał. W olsztyńskiej OIP nie nastawiano się na jakąś akcję kontrolną. – Uznano, że bardziej skuteczne od ślepych kontroli będą interwencje w konkretnych sprawach. Postanowiono czekać na zgłoszenia i skargi od pracowników i dopiero wtedy interweniować – wyjaśnia Jacek Żerański z OIP Olsztyn. – Było ich około 20. W dużej części dotyczyły pracy bez jakiejkolwiek umowy. Najczęściej w barach.

Brak świadomości swoich praw

Inspektorzy pracy z niepokojem stwierdzili, że szczególnie młodzi ludzie nie mają świadomości, iż umowa-zlecenia czy umowa o dzieło nie jest odmianą umowy o pracę. Coraz częściej przychodzą do inspekcji z prośbą o interwencję w związku z tym, że w miejscu pracy nie chcą stosować kodeksu pracy. – W trakcie wyjaśniania sprawy okazuje się, że pracują na podstawie umowy cywilnoprawnej – podkreśla Jacek Żerański. Zjawisko to odnotowano także na Dolnym śląsku. Tam Inspekcja Pracy również odbierała skargi, np. od pani Pracującej w recepcji po 20 godzin na dobę. Jak się okazało pracowała ona na podstawie umowy cywilnoprawnej. Był też przypadek osoby pracującej za tzw. wikt i opierunek. – Niestety, coraz częściej inspektor nie może pomagać. Ludzie nie wiedzą, że do umów cywilnoprawnych kodeks pracy nie ma zastosowania. Za to pracodawcy dobrze wiedzą, unikając umów o pracę – mówi Agata Kostyk z OIP we Wrocławiu.

Wyniki kontroli Inspekcji pracy

Na co skarżyli się pracownicy: - niepotwierdzanie na piśmie rodzaju umowy; - niewypłacanie wynagrodzeń; - brak szkoleń BHP; - złe zaplecze noclegowo-sanitarne; - zbyt długi czas  pracy; - brak wypłaty za dodatkową pracę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL