fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spadki i darowizny

Opuścił żonę, nie mógł jej więc wydziedziczyć

Nie można wymagać od żony zostawionej dla innej kobiety na wiele lat, by wspierała formalnego męża, gdy znajdzie się on w potrzebie
Takich wymagań nie można stawiać też dziecku. W konsekwencji, gdy odmówią opieki, nie będzie to podstawą wydziedziczenia. To wniosek z piątkowego wyroku warszawskiego Sądu Apelacyjnego (sygn. VI ACa 768/07).
Skutkiem takiego ustalenia zostawione kiedyś żona i córka nie utracą zachowku po zmarłym mężu i ojcu. Nie zostały bowiem wydziedziczone skutecznie. Wydziedziczenie polega na pozbawieniu osoby najbliższej: małżonka, dziecka, wnuka, rodziców, prawa do zachowku, a nie (jak wielu błędnie sądzi) na samym pominięciu w testamencie. Mimo bowiem pominięcia należy im się zachowek. Zachowek to połowa udziału w spadku, jaki by im przypadł, gdyby nie zostali pominięci, a dwie trzecie – dla trwale niezdolnych do pracy i małoletnich. Zachowek chroni więc najbliższych przed zupełnym pozbawieniem schedy.
O taki zachowek wystąpiły Janina M. – żona, i Agata S. – córka spadkodawcy. Zostawił on znaczny majątek – pół domu w Krakowie, wart ok. miliona złotych (w którym one od lat mieszkają), ale w testamencie wszystko (a więc i tę połowę domu) zapisał Barbarze K., z którą żył ponad 15 lat, do śmierci. Z Janiną M. nigdy się jednak nie rozwiódł. Jeszcze mieszkając z nią, nabył z Barbarą K. pensjonat na Podhalu, kilka lat później darował jej swoją część – za dożywocie, a następnie przeprowadzili się pod Warszawę. Jak twierdzą powódki, nie poinformował ich nawet o tym. Tak czy inaczej, cały majątek zapisał tej kobiecie, a trzy tygodnie przed śmiercią zaostrzył testament, w ogóle wydziedziczając żonę i córkę. Jako podstawę wydziedziczenia wskazał (w testamencie notarialnym), że kiedy potrzebował pomocy, nie udzieliły mu jej. Rzeczywiście, w ostatnich latach życia jej potrzebował, nawet stracił wzrok. Ale czy od byłej żony i córki? To była zasadnicza kwestia w sporze. Jedną z kilku przesłanek uzasadniających wydziedziczenie (art. 1008 kodeksu cywilnego) jest „uporczywe niedopełnianie względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych”. Sąd okręgowy uznał, że żadna z kobiet nie naruszyła tego obowiązku, zmarły nie miał więc podstaw do ich wydziedziczenia i zasądził im od spadkobierczyni odpowiednio 176 tys. zł i 132 tys. zł. Ich pełnomocnik mecenas Joanna Skrzymierz broniła tego wyroku, mówiąc, że trudno, by żona porzucona dla innej kobiety śledziła losy męża, żeby w razie potrzeby mu pomóc. Tym bardziej że była od niego starsza i sama wymagała pomocy. Córka próbowała utrzymywać z ojcem kontakt, ale jego konkubina to utrudniała. Czy miała jechać 300 km, by zastać zamknięte drzwi? Pełnomocnik pozwanej adwokat Andrzej Zbawicki mówił z kolei, że o ile można jeszcze zrozumieć rozżaloną żonę, to trudno uwierzyć, by córka, wiedząc, że kontakt z ojcem jest utrudniany, nie szukała do niego dostępu choćby z pomocą policji.Sąd Apelacyjny przyznał rację żonie i córce. – Co do żony, to trudno sobie wręcz wyobrazić, co mogłaby jeszcze zrobić dla męża – powiedział sędzia Krzysztof Tucharz. – Córce można postawić pewne zarzuty: kiedy ojciec zawiadomił ją, że jest w szpitalu, nie odwiedziła go. Są to jednak zastrzeżenia natury moralnej, nie wystarczą do wydziedziczenia. Nie ma bowiem śladu, by ojciec oczekiwał pomocy z jej strony. Co więcej, w umowie dożywocia zapewnił sobie opiekę Barbary K., a tym samym określił, na kogo w ostatnich latach liczy.Wyrok jest prawomocny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA