fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Człowiek rządu do zadań specjalnych

Rzeczpospolita
Władysław Bartoszewski w gabinecie Donalda Tuska został osobą do nadzwyczajnych misji w polityce zagranicznej. Do tej pory takiego stanowiska w polskim rządzie nie było
Według deklaracji samego zainteresowanego będzie on doradzał „w najtrudniejszych sprawach polityki zagranicznej”, ze szczególnym uwzględnieniem relacji z Niemcami i diasporą żydowską. Zamierza też jeździć za granicę, być takim polskim ambasadorem.
Czy Bartoszewski będzie wunderwaffe rządzących – jak chcą jedni, czy też „kwiatkiem do kożucha” – jak przewidują inni? O nowym pełnomocniku w samych superlatywach wyrażają się i przedstawiciele koalicji PO – PSL, i środowiska lewicowe. Politycy PiS zarzucają mu jednak, że „prowadzi z Niemcami dialog na kolanach”. Były dwukrotny minister spraw zagranicznych zarówno w rządzie SLD – PSL, jak i AWS aktywnie uczestniczył w kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej. Był nawet honorowym przewodniczącym jej komitetu wyborczego. Ale jeszcze dwa lata temu nikt nie mógł przewidzieć, że Bartoszewski w sposób tak zdecydowany opowie się po stronie jednej partii politycznej, wchodząc nawet w skład jej rządu.
– To nasza wunderwaffe, osoba, która ma niesamowity potencjał i siłę rażenia – zachwala Bartoszewskiego Jacek Saryusz-Wolski, europoseł PO. – Jest przeznaczony do mission-imposible w kontaktach zagranicznych. – Będzie tylko „kwiatkiem do kożucha”, myli prowadzenie skutecznej polityki z osobistym autorytetem, jakim się cieszy na świecie – ocenia Krzysztof Wyszkowski związany ze środowiskiem Jana Olszewskiego. Jego zdaniem Bartoszewski „politycznie nie istnieje”. I dodaje, że nie może więc być w żadnym tzw. salonie, w którym decydujący głos mają Adam Michnik i Bronisław Geremek. A to właśnie zarzucają mu niektórzy politycy prawicy. Bartoszewski, co przyznają także jego przeciwnicy, ma świetne kontakty za granicą, szczególnie w Niemczech i w Izraelu. Pracował na nie od początku lat 60. Mimo że nie jest Żydem, został honorowym obywatelem Państwa Izrael, w Jerozolimie ma swoje drzewko jako Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Zdaniem znajomych, którzy nie chcą się wypowiadać pod nazwiskiem na łamach „Rz” (rozmowy odmawia też konsekwentnie Bartoszewski – red.), jego osobistymi przyjaciółmi w Niemczech są m.in. były kanclerz Helmut Kohl i prezydent Richard von Weizsaecker. A także wielu przedstawicieli Episkopatu i Laikatu Niemiec. Bartoszewski otrzymał wiele prestiżowych niemieckich nagród. Jego publicystyka o przestępstwach nazistowskich jest tam dobrze znana w kręgach opiniotwórczych. Krzysztof Lisek (PO), przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, uważa, że rola Bartoszewskiego będzie nieoceniona. Przypomina uroczystość Fundacji Adenauera w Berlinie z początku tego roku. Powodem było 85-lecie Bartoszewskiego. – Byli posłowie, biskupi, znani publicyści, kwiat niemieckiej profesury – opowiada Lisek. – Jedyne przemówienie wygłosił Donald Tusk, miał też przemawiać kanclerz Helmut Kohl, ale się rozchorował. Bartoszewski w 2005 roku był zwolennikiem Lecha Kaczyńskiego jako kandydata na prezydenta. Nie przyjął od premiera Marcinkiewicza propozycji bycia szefem MSZ. Za to od PiS przyjął funkcję szefa rady nadzorczej PLL LOT, co wywołało zdziwienie komentatorów. Po pół roku zrezygnował. Krótko potem Antoni Macierewicz, weryfikator WSI, oświadczył, że większość szefów MSZ była sowieckimi agentami. To był dla Bartoszewskiego moment przełomowy w stosunkach z PiS. – Został obrażony w sposób straszliwy – twierdzi jego przyjaciel. Potem podpisał się pod listem protestacyjnym wszystkich byłych szefów MSZ. Został za to skrytykowany przez prezydenta Kaczyńskiego. W ostatniej kampanii mówił o „dyplomatołkach” i „dewiantach politycznych”, którzy rządzili przez ostatnie dwa lata.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA