fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Wielbiciel geometrii oraz czerni i bieli, który z wiekiem poczuł potrzebę kolorów

Łódzka Galeria Atlas Sztuki prezentuje niemieckiego artystę Ludwiga Wildinga
Nie jest dobrze znany polskiej publiczności – za to we własnym kraju 80-letni Ludwig Wilding należy do czołówki. Bo w Niemczech abstrakcja geometryczna zawsze miała lepsze niż u nas notowania.Ale ponieważ na całym świecie odżywają ciepłe uczucia do trendu gorącego w latach 60. – czyli op-artu – warto zobaczyć proponowaną przez Atlas Sztuki „Retrospektywę” jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tego kierunku.
Przyznam, Wilding zaskoczył mnie: prawie 100 kompozycji, ale żadnej monotonii! To pokaz halucynogenny – zniewala, fascynuje, trzyma w napięciu. Wszystkie prace są zbudowane na podobieństwo gablot, dwuwarstwowe. Co ciekawe – choć wystawa obejmuje 40 lat, nie sposób zgadnąć, które kompozycje są najstarsze, a które współczesne. Od początku perfekcyjny technicznie; od zawsze zdeklarowany konstruktywista; konsekwentny zwolennik duetu czerni i bieli. Dopiero w ostatnich latach sięgnął po ostre, czyste barwy. Jak mówi, na starość poczuł potrzebę kolorów. Wprowadził też ścianki lustrzane, co powoduje, że te późne prace przywodzą na myśl kalejdoskopy dla dzieci. Zamknięte w nich wielobarwne formy zdają się rozmnażać w nieskończoność. Ot, taki kaprys dojrzałego artysty.
Ale Wilding nie ogranicza się do wizualnych zabaw popularnych w op-arcie. Nie chodzi mu o efekt drgania czy wirowania form. On zmaga się z przestrzenią. Przybliża ją, oddala, załamuje, wybrzusza. Jak w gabinecie krzywych luster. Tymczasem płaszczyzny wszystkich jego kompozycji pozostają gładkie. Złudzenie powstaje poprzez przemyślne układy linii: rysunek pierwszoplanowy przenikający się z rastrem wewnętrznym. Największe wrażenie wywarły na mnie obrazy reliefy, które zdają się… obracać za widzem. Jak oko kamery. Zakrawa to na sztuczkę: konstrukcje widać jak na dłoni, lecz nie sposób zrozumieć, w jaki sposób powstaje iluzja ruchu. Zwłaszcza zdumiewa forma przypominająca otwarte okno, w czarno-białą kratę. Ta praca skojarzyła mi się z ołtarzem. Nie dość, że śledzi oglądającego, przyciąga go, zaprasza do środka – a jednocześnie jego tajemnica pozostaje nieprzenikniona. Wspaniałe. Zachwyciło mnie także „Czarne słońce” – praca sprzed 40 lat o kosmicznym wymiarze. Umieszczony w centrum okrąg naprawdę zdaje się emitować fale energii. Zupełnie inny klimat i skojarzenia niesie największa z wystawionych prac. Nosi enigmatyczny tytuł „SPA 2001”, a pochodzi z roku 1988. Konstrukcja z czarnych, poziomych deszczułek przywodzi na myśl żaluzje. Za nimi ukrywa się abstrakcyjny obraz. Na pozór – monotonny. Staje się intrygujący dzięki temu, że nie możemy go oglądać, tylko podglądać. Taka jest natura ludzka. Ludwig Wilding „Retrospektywa”, Galeria Atlas Sztuki, Łódź; wystawa czynna do 9 grudnia
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA