fbTrack

Film

Marcin Koszałka nagrodzony w Karlowych Warach

"Deklaracja nieśmiertelności" Marcina Koszałki jest portretem taternika Piotra Korczaka
Karlowe Wary International Film Festival
Kryształowy Glob dla "Restoration" Madmony'ego, nagroda specjalna dla "Cygana" Sulika
Korespondencja z Karlowych Warów
"Deklaracja nieśmiertelności" Marcina Koszałki, która wygrała karlowowarski konkurs dokumentów w kategorii poniżej 30 minut, to portret taternika Piotra "Szalonego" Korczaka. Operator i dokumentalista opowiedział o człowieku, który wspinając się po pionowych górskich skałach, obcuje z absolutnym pięknem, ale też z nieskończonością. Rzuca wyzwanie Bogu, nie godząc się ze słabością, próbując pokonać prawa natury. Oglądaj rozmowę z Marcinem Koszałką - Serwis Pierwsze Ujęcie PISF Koszałka, zadając Korczakowi krótkie pytania, przeprowadza na nim wiwisekcję, zmusza do intymnej spowiedzi.
– Mam pogardę do starości. Nie do starości innych ludzi. Własnej – mówi sportowiec, dla którego sprawność w górach oznacza przetrwanie. Widz patrzy na wyćwiczone ciało Korczaka i zmarszczki, które zaczynają żłobić jego twarz. Taternik wie, że już nie da rady przejść najtrudniejszej drogi w Jaskini Mamutowej, którą kiedyś nazwał Deklaracją Nieśmiertelności. Boi się starości. "Ale nie miałbyś odwagi się zabić?" – pyta Koszałka. "A skąd wiesz, że bym nie miał?" – odpowiada Korczak. "Deklaracja..." staje się filmem o walce i bólu przegranej, o życiu i śmierci, o buncie wobec starzenia się i niemożności pogodzenia się z przemijaniem. O kondycji człowieka. Karlowowarska nagroda jest kolejnym – po trofeach w Krakowie, Zakopanem, Tampere, Chicago i Trencie – laurem dla filmu Marcina Koszałki.

Szukanie sensu życia

W filmie Koszałki jest samotność człowieka wobec natury, Boga. Bohater filmu nagrodzonego Kryształowym Globem w konkursie głównym czuje się wyobcowany w społeczeństwie. "Restoration" Izraelczyka Josepha Madmony'ego jest bowiem historią starzejącego się właściciela zakładu renowacji mebli, który po śmierci biznesowego partnera staje na skraju bankructwa. Finansowego, ale i życiowego, bo jego więź z synem dawno legła w gruzach. Fidelman musi zadać sobie pytanie, co w życiu ważne. Spróbuje odbudować relacje rodzinne, choć po latach nie jest to łatwe. Stosunki w rodzinie są też ważne w wyróżnionym nagrodą specjalną "Cyganie" Martina Sulika. Słowacki reżyser wykorzystuje motywy z "Hamleta". Ale intryga nie toczy się na duńskim dworze, lecz w romskiej wiosce. – Wiele romskich wsi nie ma elektryczności, wody ani ogrzewania w lecie – mówił Sulik w Karlowych Warach. – W ubogich chatach, na kilkunastu metrach kwadratowych, żyje po 15 osób. Ale to jest temat tabu. Media pokazują Cyganów jak kryminalistów, żeby uspokoić sumienia Słowaków. Najciekawsze w "Cyganie" jest właśnie tło opowieści. Portret Romów wegetujących na marginesie społeczeństwa, rządzących się własnymi prawami, wyobcowanych i traktowanych wszędzie z pogardą. Sulik pokazuje dojmującą samotność dorastającego chłopca, który przez ojczyma przyuczany jest do kradzieży i nie ma żadnej szansy na odnalezienie własnego miejsca w życiu. Co mu zostaje? Solidarność z nieżyjącym ojcem. Taka sprawiedliwość, na jaką go stać. Życie za życie. Ogromnie ciekawy film.

Samotni w świecie

Wyobcowanie było motywem przewodnim wielu karlowowarskich filmów. Matka chorej na białaczkę dziewczynki z rosyjskiego "Beduina" Wołoszyna nie może liczyć na pomoc znikąd, więc wynajmuje się jako surogatka, by zarobić na leczenie córki. Bohaterka "Nie bój się" Hiszpana Montxo Armendariza od wczesnego dzieciństwa jest molestowana przez ojca. Kiedy się skarży, matka uważa ją za kłamczuchę, więc zamyka się coraz bardziej na świat. Równie wyobcowany jest wiejski chłopak z polskiego "Księstwa" Andrzeja Barańskiego. Poziom konkursowych filmów nie był w tym roku wysoki. Krytycy słusznie narzekali. Ale socjologowie mogliby niejedno z tych obrazów o współczesnym świecie wyczytać. Marcin Koszałka - operator, dokumentalista Pod koniec lat 80. sam uprawiałem wspinaczkę. Fascynowali mnie tacy ludzie jak Korczak i Marcisz. Chciałem być jak oni. Ale się nie udało. Wycofałem się. Dzisiaj żałuję. Trzeba było potraktować ten sport jako przyjemność przebywania w górach, a nie wyścigi. Potem długo przymierzałem się do filmu „górskiego". To miała być rekompensata za to, że się nie wspinam. Ale się okazało, że potrzebny był czas. Ja musiałem zostać filmowcem, a Piotr Korczak – zakończyć karierę. Dopiero wtedy nasze spotkanie nabrało sensu. Czy nagroda mnie cieszy? Oczywiście. Festiwal w Karlowych Warach to licząca się impreza klasy A, poświęcona fabule, a jednocześnie konkurs dokumentów. Myślę, że to jeden z moich największych zawodowych sukcesów. —bh
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL