Teatr

Dwa lata na poduszkach

Rzeczpospolita
Dziewiąta rano to wczesna pora dla teatromanów. Ale w niedzielę przy wejściu na widownię jest już głośno. Publiczność rozpoczyna właśnie drugi dzień jubileuszowego maratonu spektakli
W holu teatru jest pełno kwiatów. – Przynoszą je widzowie i sami aktorzy. Przychodzą nawet ci, którzy nie grają w prezentowanych w ten weekend przedstawieniach. Chcą złożyć życzenia i pobyć chwilę z nami – opowiada odpowiedzialna za promocję Marta Bartkowska. Prowadzi mnie labiryntem korytarzy do garderoby. Na małej scenie trwają już bowiem przygotowania do następnego spektaklu, na dużej właśnie montuje się dekoracje.
Dwudniowy maraton teatralny zorganizowano w Warszawie pierwszy raz. Na obu scenach Polonii zaprezentowano dziesięć spektakli. Obejrzało je ponad 3 tysiące osób Garderobę zajął catering dokarmiający aktorów i całą obsługę przez te dwa dni teatralnego szaleństwa. Inne kąty zajęte są przez dekoracje. – Wczoraj garderobę mieliśmy za szafą, bo tuż po nas występowała Krystyna Janda ze swoim monodramem – śmieje się Józef Mika grający w „Pchle Szachrajce”. – Dzisiaj przenieśliśmy się na dół. Pewnie, że jest trudniej niż w normalnych warunkach, ale panuje fantastyczna atmosfera. Jesteśmy dumni, że możemy wziąć udział w tym ogromnym przedsięwzięciu.
Sylwia Rydlewska, koordynująca pracę w teatrze, odpukuje w krzesło: – Do tej pory nie zdarzyła nam się żadna wpadka, wszystko idzie zgodnie z planem. Nawet najbardziej skomplikowana operacja, czyli wyprowadzanie publiczności jednym wejściem i wprowadzanie drugim w niecałe 20 minut, przebiega sprawnie. Widzowie współpracują z nami, są cierpliwi i wyrozumiali. – Ale jedną wpadkę zaliczyła sama Sylwia – żartuje Marta Bartkowska. – Zapomniała dzisiaj o zmianie czasu i była w teatrze godzinę wcześniej. A siedzi tu od bladego świtu do późnej nocy. Wyraźnie widać, że przez dwa lata istnienia Polonii udała się rzecz niezwykła: zaprzyjaźnienie się ze swoimi widzami. Po sobotniej prezentacji „Shirley Valentine” publiczność chóralnie odśpiewała „Sto lat” Krystynie Jandzie. Niektórzy przyjechali specjalnie na te dwa dni do Warszawy, żeby obejrzeć większość przedstawień z repertuaru. Wśród nich jest pan Franciszek z żoną ze Szczecina. – To takie nasze rekolekcje teatralne – mówi. – Pani Krystyna stworzyła tu świetne miejsce, w którym mądrze mówi się m.in. o sprawach kobiet. Zdarzają się widzowie, którzy z Polonią obchodzą własne święto. Była para, która karnet na przedstawienia zafundowała sobie na rocznicę ślubu. Wieczór. Po kolejnym spektaklu na podwórku widać grupki ludzi, którym jakoś trudno rozstać się z Polonią. – Tutaj przychodzi mądra publiczność – mówi pani Grażyna, która jest stałym widzem teatru. – Widziała pani, jak widzowie reagują? Słuchają, myślą... I ilu tu młodych ludzi przychodzi na wejściówki! Ciągle tylko te poduszki do siedzenia latają po widowni.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL