fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Zabawa w chowanego

W dzieciństwie każdy z nas się bawił w chowanego. Zabawa polegała na tym, że jedno dziecko stawało twarzą do ściany i liczyło: jeden, dwa..., a inne w tym czasie się chowały na podwórku. Potem szukający musiał zaklepać schowanych kolegów i koleżanki
Teraz dzieci rzadziej bawią się w chowanego, bo są gry komputerowe. Ale tradycję kultywuje minister finansów Jacek Rostowski.
Zabawa polega na tym, że ekonomiści stają twarzą do licznika Leszka Balcerowicza i patrzą, jak szybko narasta dług publiczny, a w tym czasie Jacek Rostowski szybko stara się schować jak najwięcej tego długu. W tej zabawie nikt nie wygrywa, tylko zawsze przegrywa podatnik, który po pewnym czasie musi spłacić te długi w postaci wyższych podatków.
Wielokrotnie pisałem, że tempo zadłużania Polski przez Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego jest takie jak w pierwszych sześciu latach dekady Gierka. Nie będę tych wyliczeń powtarzał, są dostępne w archiwum „Rz" i w moim blogu.
Dług publiczny liczony według metodologii, która istniała w momencie uchwalania pierwszych progów ostrożnościowych, już przekroczył 55 proc. PKB. Intencją ustawodawcy było doprowadzenie do sytuacji, w której gdy dług narasta zbyt szybko, rząd i parlament dokonują redukcji wydatków lub podniesienia podatków (czyli obniżają deficyt) w celu zatrzymania narastania długu publicznego. Tymczasem zamiast takich działań trwa dziecięca zabawa w chowanie długu.
?
Skala tego procederu jest ogromna. Po pierwsze, stworzono Krajowy Fundusz Drogowy, który zgodnie z planami rządowymi ma wydać około 80 mld zł do 2015 r., a kwota ta prawie w całości będzie pozyskana dzięki kredytom i emisji obligacji, które nie są wliczane przez Jacka Rostowskiego do długu publicznego.
Po drugie, odebrano znaczną część składki, która płynęła do funduszy emerytalnych, i przekazano ją do budżetu, co powoduje schowanie długu publicznego pod dywan. Tę kwotę sam rząd szacuje na ponad 200 mld zł w ciągu dekady.
Po trzecie, o czym szczegółowo pisze autor blogu „StojeiPatrze", zmieniono ustawę o BGK, na mocy której bank może emitować listy zastawne, które mają służyć finansowaniu budowy infrastruktury. Te papiery dłużne nie będą wliczane do długu publicznego, bo nie będą objęte bezpośrednio gwarancjami Skarbu Państwa, mimo że BGK jest bankiem państwowym i nie może zbankrutować, czyli pośrednio Skarb Państwa gwarantuje wszystkie zobowiązania BGK. Nie są znane zamierzenia rządu dotyczące skali planowanych emisji listów zastawnych, ale prawdopodobnie skala będzie olbrzymia, skoro przewidziano, że te instrumenty finansowe mogą być kupowane przez Narodowy Bank Polski na rynku wtórnym.
Podsumujmy. Ustawodawcy, tworząc zapisy ostrożnościowe o długu publicznym, zakładali, że rząd i parlament będą podejmowały działania ograniczające deficyt budżetowy, gdy dług będzie przekraczał progi ostrożnościowe. A tymczasem Jacek Rostowski przy wsparciu kolegów z partii w rządzie i parlamencie dokonuje operacji księgowych, które ukrywają dług publiczny w olbrzymiej skali, przekraczającej 300 mld zł w najbliższej dekadzie.
Przypomnijmy, że dziś kwota na liczniku Leszka Balcerowicza przekracza 760 mld zł. Jacek Rostowski planuje ukryć dług publiczny przed obywatelami na kwotę równą prawie połowie dziś istniejącego długu, jeżeli pominiemy wartość pieniądza w czasie.
Operacji kreatywnego budżetowania na taką skalę w relacji do dochodu narodowego nie przeprowadzał jeszcze nigdy żaden kraj. Grecja przy tym to pikuś. Proponuję zgłosić Jacka Rostowskiego do Księgi rekordów Guinnessa. Dostanie kolejną nagrodę, a my będziemy spłacali te długi przez pokolenia.
?
Nie jestem prawnikiem, ale jako ekonomista uważam, że skala kreatywnego budżetowania w zestawieniu z intencjami ustawodawcy w momencie uchwalania progów ostrożnościowych może prowadzić do postawienia zarzutu świadomego łamania ustawy o finansach publicznych przez ministra finansów. Chętnie wysłuchałbym argumentów prawnych w tej sprawie.
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Narodowy Bank Polski będzie miał możliwość kupowania listów zastawnych BGK na rynku wtórnym. To oczywiście podnosi atrakcyjność takich papierów wartościowych, ponieważ w razie problemów płynnościowych bank komercyjny może wykorzystać listy zastawne do pozyskania krótkoterminowej płynności z banku centralnego.
Na razie rynek pieniężny jest nadpłynny, więc banki lokują nadmiar środków w NBP, a nie jak w innych krajach – pozyskują płynne środki z banku centralnego. Ale gdyby w przyszłości NBP został poproszony o kupno listów zastawnych BGK w dużej ilości za pośrednictwem banku komercyjnego, to stanowczo odradzałbym taką decyzję.
Co prawda w ustawie o NBP jest wpisane wspieranie polityki rządu, ale jako cel podrzędny. Nadrzędnym celem jest dbanie o stabilność polskiego pieniądza. Natomiast wspieranie ministra finansów w jego staraniach ukrycia długu publicznego byłoby jednoznacznie interpretowane jako zmiana hierarchii celów banku centralnego.
Autor jest profesorem i rektorem Uczelni Vistula (d. Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Informatyczna w Warszawie)
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA