Film

Ambicje nowe, a mentalność wciąż socjalistyczna

Rzeczpospolita
Jan Hřebejk w „Piękności w opałach” z dystansem przygląda się życiu, marzeniom i aspiracjom Czechów po transformacji ustrojowej
W latach 60. Miloš Forman, Ivan Passer, Vera Chytilova opisywali na ekranie nonsensy socjalizmu. Dzisiaj Jan Sverak, Jan Hřebejk, Petr Zelenka i inni obserwują świat po zmianach 1989 roku. Te dwa pokolenia czeskich twórców dzieli morze doświadczeń, ale łączy specyficzne poczucie humoru i podejście do świata.
Już po pierwszych scenach „Piękności w opałach” nie można mieć wątpliwości, że to czeskie kino. W zniszczonym po powodzi warsztacie wre praca, co chwila podjeżdżają nowe samochody. A potem zawsze to samo – zmiana numerów, malowanie karoserii. Przystojny obywatel w pocie czoła nie tyle reperuje, ile raczej „uzdatnia” kradzione auta. Z tej działalności utrzymuje rodzinę. Jednak, gdy wspólnik podstawia mu luksusowe volvo z satelitarnym zabezpieczeniem, trafia za kraty. A jego piękną żoną i dziećmi zajmuje się... właściciel odzyskanego przez policję samochodu – bogaty Czech od 40 lat mieszkający we Włoszech. Teraz kobieta musi wybierać między siermiężnym, ale za to seksownym, mężem a nowym adoratorem, który w pięknej Toskanii chce przychylić nieba jej i dzieciom, lecz jest już starszym panem. Filmy z krajów postkomunistycznych opisują zwykle ich współczesność w sposób ciemny i dramatyczny: pokazują zagubienie ludzi wtłoczonych w nowy system i tracących moralny kompas. Hřebejk, zgodnie z czeską tradycją, stawia na humor i specyficzne ciepło. W jego obrazie są zabawne obserwacje dnia codziennego i cała galeria soczystych bohaterów, którzy chcą żyć po nowemu, ale na ogół zachowali mentalność z czasów realnego socjalizmu. Nie są ideałami. Tytułowa piękność nie mogła mieć wątpliwości, czym zajmuje się mąż, więc jej oburzenie, gdy zostaje aresztowany, jest cokolwiek niewytłumaczalne. Mąż jest nieskomplikowanym typem, którego największy atut stanowi wyjątkowa dyspozycja seksualna. Teściowa to była komunistka, dziś rozmodlona dewotka, matka jest starzejącą się kobietą zajętą własnymi sprawami, a przede wszystkim beznadziejnym nowym partnerem. A kochanek, ów bogaty właściciel winnicy w Toskanii? On jest bez zarzutu, tyle że jego szlachetność ociera się o nudę. W tworzeniu tych wyrazistych postaci pomagają Hřebejkowi świetni aktorzy – od największej obecnie gwiazdy czeskiego kina Anny Geislerovej w roli tytułowej aż po grającą jej matkę Janę Brejchową, pierwszą żonę Miloša Formana.
Swój zbiorowy portret Czechów Hřebejk tworzy od lat. W toczącym się w czasie II wojny światowej „Musimy sobie pomagać” pokazywał bohaterów tak „racjonalnych”, że dobry wojak Szwejk mógł się przy nich wydawać chorobliwie odważnym idealistą. W „Pod jednym dachem” opowiadał o losach mieszkańców jednej praskiej kamienicy tuż przed inwazją 1968 roku. W „Piękności w opałach” sportretował Czechów po transformacji. A niedawno skończył następny film – „Niedźwiadka”. Jego akcja toczy się współcześnie, wśród ludzi, którzy świetnie się czują w nowych warunkach, a mimo to ich miłosne i życiowe perypetie niewiele różnią się od doświadczeń poprzednich pokoleń. Nasi sąsiedzi od lat patrzą na siebie z autoironią, bezlitośnie obnażają swoje słabości, a jednocześnie wybaczają sobie drobne (a nawet większe) grzechy. My w równiej mierze możemy im pozazdrościć owego krytycyzmu, jak i pogodzenia z własnymi niedoskonałościami. Bardzo polecam „Piękność w opałach” – film tyle śmieszny, co mądry i pełen ostrej, społecznej obserwacji. „Piękność w opałach”. Czechy, Włochy 2006. Reżyseria: Jan Hřebejk. Dystrybucja: Gutek Film, Warszawa
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL