Teatr

Każda epoka ma swojego okrutnego cara

Fotorzepa, Andrzej Sadowski
„Borys Godunow” we wrocławskiej hali stulecia - współczesna opowieść o nieprzemijającej, despotycznej władzy
14. tzw. superprodukcja, zrealizowana przez Operę Wrocławską, nie stara się olśnić efektami. Reżyser Jurij Aleksandrow odczytał “Borysa Godunowa” Modesta Musorgskiego w sposób odmienny od tego, co zwykło się oferować wielotysięcznej publiczności takich widowisk.
Monumentalna dekoracja w Hali Stulecia przypomina mury Kremla i Mauzoleum Lenina, ale to nie plac Czerwony, lecz dworzec. Jeżdżą pociągi, kłębią się podróżni, wśród nich ci, którzy się staną bohaterami opowieści. Pomysł z teatrem w teatrze czy przekonanie reżysera, że wiatr historii może każdego wyłowić z anonimowej masy? W nie do końca klarownym spektaklu rosyjskiego inscenizatora jest wiele oryginalnych pomysłów, ale i sporo chwytów ogranych, jak skórzane kanapy oraz telewizor, stosowanych w niemal każdej, uwspółcześnionej inscenizacji klasycznej opery. Aleksandrow miesza style i epoki, ale płaszcz bojara czy suknię z trenem mogą założyć jedynie ci, który zostali wyniesieni na szczyty hierarchii.
Najważniejszym bohaterem jest lud, ma nawet prawo decydowania o wyborze władcy, bo reżyser dodał scenę głosowania. Jednak otrzymawszy kolejnego cara, może jedynie modlić się o rychły koniec dla despoty. To widowisko bardzo rosyjskie w klimacie i sposobie ukazania relacji między władzą a społeczeństwem, a także w tym, jak widzą nas Rosjanie. W tzw. akcie polskim, w którym Musorgski przedstawia polityczny romans Maryny Mniszech z samozwańczym Dymitrem, w Polsce szukającym wsparcia do obalenia Borysa Godunowa, Aleksandrow zrezygnował ze szlacheckich kontuszy i efektownego poloneza. To współczesna Polska, świat wyuzdany i bogaty, wciąż pociągający Zachód rozpoczynający się tuż za granicą Rosji. Sam Borys jako nowy car ukazuje się poddanym na gigantycznym cokole, później, uciekając przed wojskami Dymitra, ciągnie wagon z resztkami dobytku. Oto synteza losu tyrana. Niestety, obu scenom reżyser dodał wiele pomysłów i postaci na dalszym planie. Nadmiar inwencji zdecydowanie szkodzi widowisku, a mając śpiewaka tej klasy co Janusz Monarcha, należało bardziej zaufać jego umiejętnościom. Pozyskany z wiedeńskiej Staatsoper artysta o miękkim, pięknie brzmiącym głosie ukazał złożony psychologicznie portret człowieka wyniesionego na szczyty władzy. Janusz Monarcha zdominował spektakl, mimo że reszta wykonawców prezentowała wysoki poziom. Dobrze to świadczy o Operze Wrocławskiej, która ma do dyspozycji zestaw świetnych śpiewaków, by wspomnieć choćby: Leonida Zakożajewa (Dymitr), Elżbietę Kaczmarzyk-Janczak (Maryna), Pawła Izdebskiego (Pimen), Wiktora Gorelikowa (Waarłam) czy Sebastiana Kaniuka (Fiodor). Prowadząc zaś orkiestrę i chóry, Ewa Michnik starała się przytłumić monumentalny charakter muzyki Musorgskiego i dzięki temu czujnie wspierała rozgrywającą się na scenie opowieść. Modest Musorgski „Borys Godunow”. Inscenizacja i reżyseria Jurij Aleksandrow, dekoracje Paweł Dobrzycki, kostiumy Małgorzata Słoniowska, kierownictwo muzyczne Ewa Michnik, Opera Wrocławska, Hala Stulecia, premiera 19 października  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL