fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Podróże do zagubionych światów

Rumunia: cygańskie osiedle pod wioską Lipovany "Erepublic Slab"; fot. Monika Bułaj
materiały prasowe
Monika Bułaj, autorka "Bożych ludzi", opowiada o świecie, w którym mistycy rozmawiają z umarłymi – pisze Bartosz Marzec
Odnalazła ostatnich potomków Złotej Ordy, którzy czytają Koran po białorusku. Dotarła do Cyganów i obserwowała, jak wrzucają do rzeki smażone sardynki i spaghetti z małżami, ulubione przysmaki zmarłego. Cyganie boją się tych, którzy odeszli. Jeśli pojawią się w obozowiskach, przyciągną nieszczęścia i choroby. Poją ich dusze i karmią, bo wiedzą, że nie odpoczywają w pokoju. Zobacz galerię zdjęć
Monika Bułaj, reporterka i fotograficzka mieszkająca w Trieście, opowiedziała o swoich podróżach w książce "Boży ludzie" (premiera za dwa tygodnie). Intensywną, zapisaną oszczędnym stylem prozę przeplatają mocne zdjęcia przedstawiające tajemne rytuały i pielgrzymki. – Terminy moich wypraw wyznacza kalendarz świąt religijnych – powiedziała "Rz" Monika Bułaj. – Konstruuję narrację wokół opisów uroczystości. Boję się, że nie zdołam ocalić wszystkiego, co mnie spotyka, a doświadczenia te są niepowtarzalne. Chcę wracać do ludzi, którzy zgodzili się opowiedzieć o sobie, ale zazwyczaj przyjeżdżam na pogrzeby.
W 2000 r. trafiła do Bukowiny, na pogranicze ukraińsko-rumuńskie. Ciekawiły ją pozostałości wspólnoty starowierów, która tam istniała. W wiosce zagubionej pośród gór stało trzynaście cerkwi, ale komuniści je spalili. Pozostała jedna, murowana, z cebulastymi kopułami strzelającymi w niebo – urządzono w niej magazyn. – Nikt nie potrafił wskazać mi drogi – wspomina Monika Bułaj. – Miałam poczucie, że oddalam się od wszystkiego, co znane. Wioskę starowierów znalazłam tylko na mapie z czasów monarchii austro-węgierskiej. Lata świetności pamiętało zaledwie kilku starych ludzi. Ktoś przyniósł jedną ze świętych ksiąg wspólnoty. Wolumin zakopano tuż przed nadejściem Sowietów i dlatego ocalał. Reszta bogatej biblioteki poszła z dymem. Reporterka odnosiła wrażenie, że ściga cienie. Podróżować zaczęła w roku 1985, na początku studiów na wydziale filologii polskiej UW. Ciekawili ją Łemkowie. Potem wędrowała na wschód, nad Morze Czarne i dalej, nad Kaspijskie. Zapuszczała się także na pogranicze Turcji i Iraku, do ziemi zamieszkanej przez Kurdów i mniejszość syryjską. - Obrazu utraconego świa-ta wschodnioeuropejskich Żydów szukałam w jerozolimskiej dzielnicy Stu Bram – mówi reporterka. – Odnalazłam tam atmosferę sztetli, które do drugiej wojny światowej istniały na terenie Rzeczypospolitej. W książce opisała doroczną pielgrzymkę do grobu rebego Szymona bar Jochaja, który w II wieku w grocie na Pustyni Judzkiej zgłębiał przez 13 lat tajemnice Tory. "Kilka miesięcy wcześniej rakiety Hezbollahu spadły na okoliczne pola, ale lud boży zdaje się nie zawracać sobie tym głowy – zauważyła. – Wojna nie istnieje dla tych mistyków, którzy rozmawiają z umarłymi i mierzą czas mileniami". Dla pobożnego żyda – twierdzi autorka – państwo Izrael to tylko pyłek w historii, drobiazg, nic. We wstępie ksiądz Adam Boniecki podkreślił, że fotografia i proza Moniki Bułaj jest "protestem przeciwko pospiesznemu przemijaniu i znikaniu z powierzchni ziemi cudem jeszcze zachowanych, lecz już zapomnianych bogactw duchowości i w ogóle kultur". Włoski pisarz Paolo Rumiz dodał, że reporterka jak mało kto potrafi opowiedzieć o ziemiach niczyich, zawieszonych między światłem a ciemnością. Jedzie na peryferie świata, oddaje głos najsłabszym. – Moja praca nauczyła mnie nieosądzania nikogo, pozostawiania wszystkich uprzedzeń i lęków w domu – przyznaje Monika Bułaj. – Nie osiągnęłabym wiele, gdyby nie stać mnie było na współczucie. Zapytana o literackich mistrzów, na pierwszym miejscu wymienia szwajcarskiego reportera, podróżnika i fotografa Nicolasa Bouviera. W jednej z książek napisał, że świat przepływa przez nas jak woda i  na jakiś czas użycza swoich kolorów. A potem zostawia ludzi z pustką, którą noszą w sobie. Monika Bułaj zgadza się też z włoskim prozaikiem i eseistą Claudio Magrisem, który powiedział, że podróż to lekcja kochania. Te słowa mogłyby stanowić motto dla tej książki.    
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA