Komentarze

Szybkie porozumienie w Lizbonie

Fotorzepa
Jest się z czego cieszyć. W Lizbonie nie tylko doszło do kompromisu w sprawie nowego traktatu unijnego, ale też doszło do niego zaskakująco szybko i sprawnie.
Cieszyć można się także z tego, że Polska – niezależnie, kto nią będzie rządził – nie będzie już zmuszona odgrywać pierwszoplanowej roli w debatach o przyszłości Unii Europejskiej. Bo wywalczyła sobie mocniejszą pozycję.
I pokazała najsilniejszym państwom wspólnoty, że są problemy (jak te w stosunkach z Rosją), których one nie mogą już więcej bagatelizować. Nasza pierwszoplanowa rola niestety była często związana z niemiłym wizerunkiem za granicą – kraju kłótliwego, stawiającego wszystko na ostrzu noża i rzucającego kłody pod nogi zwolennikom porozumienia.
Krótko mówiąc: hamulcowego Europy czy nawet czarnej owcy. Teraz w takiej roli wystąpią inne kraje, te, w których może dojść do referendum na temat traktatu reformującego (a być może i do jego odrzucenia). Zwłaszcza Wielka Brytania. A może i inne duże państwa starej Unii, bo jak wynika z sondażu dla “Financial Times”, zwolennikami poddania dokumentu pod głosowanie narodu jest też znaczna większość Niemców, Włochów, Francuzów i Hiszpanów. Po szczycie w Lizbonie wiemy już, co i jak będzie można w Unii Europejskiej odwlekać, przeciągać czy blokować. Teraz można się zająć wyzwaniami, do których potrzebna jest zgoda wszystkich państw członkowskich. Sprawami ważnymi dla Polski – jak kształt nowego porozumienia z Rosją. Czy też uchylenie drzwi do Wspólnoty dla Ukrainy. Zazwyczaj unijny przywódcy męczyli się na szczytach dłużej, niż przewidywał program. W Lizbonie osiągnęli kompromis dzień wcześniej. I przy okazji, wiele na to wskazuje, przezwyciężyli najpoważniejszy kryzys w historii Unii Europejskiej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL