Teatr

Inteligentne ciało aktora

Rzeczpospolita
Słowo przestaje dominować Równoprawnymi elementemi widowisk teatralnych stają się ruch, taniec i muzyka – dowodzi festiwal Dialog-Wrocław
Pokazy duńsko-szwedzkiej „Małej syrenki” Andersena i irlandzkiej „Giselle” zakończyły tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog-Wrocław 2007. Widzowie w ciągu ośmiu dni obejrzeli 15 widowisk z 12 państw świata. W słowie pożegnalnym dyrektor Krystyna Meissner podkreśliła, że zaprasza do Wrocławia przedstawienia, którymi pragnie podzielić się z widzem, a nie takie, o których wie, że mu się spodobają.
„Mała syrenka” grupy Kaleidoskop & Cirkus Cirkök podobała się chyba każdemu. Wspaniałą metaforyczną baśń Andersena o bolesnym przejściu przez bohaterkę progu między dzieciństwem a dorosłością wyreżyserowała Dunka Katrina Wiedeman z pomocą specjalistki od cyrkowych akrobacji Szwedki Tilde Bjorfors. Aktorzy w doskonale skoordynowanych układach choreograficznych wspinali się po ścianach, zawieszeni na linach śmigali w przestworzach lub „pływali” w głębinach. Ich numery akrobatyczne nie były jednak sztuką dla sztuki, lecz zostały ściśle podporządkowane akcji i wypowiadanym kwestiom. Nową, rodzimą wersję „Giselle” przywieźli irlandzcy artyści Fabulous Dance Theatre z Dublina. Jej autor i reżyser Michael Keegan-Dolan pracuje z członkami zespołu w myśl „Manifestu”, którego jedna z zasad brzmi: „Aktor lub tancerz o inteligentnym ciele i głupim umyśle nie jest ani lepszy, ani gorszy od aktora o inteligentnym umyśle, lecz głupim ciele. Obaj są ukształtowani zaledwie połowicznie”.
Słowa te stały się mottem kończącego festiwal spotkania. Prowadził je dyrektor warszawskiej Romy Wojciech Kępczyński, który oba widowiska określił jako najbliższą przyszłość teatru. Takich przedstawień, w których słowo staje się równoważne z innymi składnikami dzieła teatralnego – obok perfekcyjnych działań ruchowych, tanecznych i muzycznych – powstaje coraz więcej. Repertuar Dialogu oddawał te tendencje. Oprócz wyżej wymienionych, pisałem wcześniej o podobnie skonstruowanym „Woyzecku” Büchnera z Korei – moim zdaniem najlepszym na tegorocznym Dialogu – czy grecką „Golfo” Peresiadisa. Zmierzały w tym kierunku także „Trzy siostry” Czechowa z Kammerspiele, choć w tym akurat przypadku efekt artystyczny chybiał zamierzeniu. Co jeszcze pozostanie w pamięci? Na pewno rosyjski „Rewizor” Gogola w reżyserii Mikołaja Kolady, z pomysłowym wykorzystaniem jako rekwizytu… błota imitującego wszystko to, co brudne (łapówki, donosy itp.). Podobała mi się również „Kartoteka” Różewicza, przedstawienie gospodarzy, Wrocławskiego Teatru Współczesnego, w anarchicznym, choć wiernym autorskiemu zamysłowi odczytaniu Michała Zadary. Ale już nie jego „Odprawa posłów greckich” Kochanowskiego ze Starego Teatru w Krakowie z ogranym chwytem taplania nagiego ciała we krwi. Tę i inne dekonstrukcje teatru powoli zacznie pokrywać kurz niepamięci. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora j.kowalczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL