Warszawa

W stolicy znowu wojna na górze

Rzeczpospolita
Wojewoda mazowiecki ponownie zagroził, że odbierze mandat prezydent stolicy Hannie Gronkiewicz-Waltz
Kończy się kampania parlamentarna, a być może w Warszawie zacznie się prezydencka – oświadczył wczoraj szef warszawskiego PiS Maciej Więckowski. To miała być zapowiadana już poprzedniego dnia przez stołecznych działaczy „bomba na Platformę”.
Owa bomba dotyczy sytuacji na Pradze-Północ, na której przez blisko rok panowała dwuwładza. Rządził tam burmistrz Artur Marczewski wybrany przez koalicję PiS z Praską Wspólnotą Samorządową i jednocześnie powołana przez prezydent Warszawy pełnomocnik Jolanta Koczorowska (PO). Ponieważ Hanna Gronkiewicz-Waltz kwestionowała legalność wyboru Marczewskiego, to Koczorowska miała wszystkie uprawnienia do rządzenia dzielnicą. Decyzje, które podejmowała nieakceptowana przez ratusz praska koalicja, w maju zostały uchylone przez Radę Warszawy.
We wtorek jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny orzekł, że radni nie mieli do tego prawa. Tym samym więc zarząd burmistrza Marczewskiego jest legalny. Działacze PiS wczoraj triumfowali. I natychmiast wykorzystali ten fakt do frontalnego ataku na prezydent Warszawy. – Na Pradze-Północ z powodu decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz dochodziło do rażącego naruszenia prawa – grzmieli wczoraj. – Każda złotówka wydana przez urząd dzielnicy została wydana z naruszeniem prawa! Przestępstwem nazwali np. posługiwanie się przez Koczorowską pieczątką burmistrza, skoro nim formalnie nie była, czy podejmowanie przez nią decyzji mieszkaniowych. Cytowali też ustawę o samorządzie gminnym, która stanowi, że wojewoda może wnioskować do premiera o odwołanie prezydenta miasta, jeśli ten dopuszcza się wielokrotnie łamania prawa. Partyjnych kolegów szybko wsparł wojewoda mazowiecki Jacek Sasin (PiS) i zapowiedział, że z takim pismem wystąpi. – Nie ma wątpliwości, że prezydent Warszawy naruszała prawo – oświadczył wczoraj dziennikarzom. Przypomniał, że już wcześniej ostrzegał ją przed konsekwencjami nieuznania zarządu Pragi-Północ. Jego zdaniem teraz prezydent powinna natychmiast odwołać Jolantę Koczorowską i uznać burmistrza Marczewskiego (PiS) wraz z jego zastępcami. Jeśli tego nie zrobi – w stolicy może dojść do przedterminowych wyborów. – Skończył się pucz praski! Ale ambicje Platformy i upór prezydent Warszawy będą kosztować – zakomunikował radny Marek Makuch (PiS). Wywodził, że ratusz będzie musiał wypłacić nieuznawanemu burmistrzowi i jego zastępcom zaległe pensje wraz z odsetkami. A to może oznaczać złamanie dyscypliny finansów publicznych i zakaz pełnienia funkcji publicznej. – Naszym zdaniem stoimy przed wyborami prezydenta stolicy – grzmiał Maciej Więckowski. Hanna Gronkiewicz-Waltz jest jednak spokojna o swój mandat. – Wojewoda wprowadza w błąd opinię publiczną. Wyrok sądu nie jest prawomocny i odwołamy się od niego. Ataki PiS nazwała kolejnym jazgotem wyborczym, przekonywała, że wojewoda nie zrozumiał ustawy. I sama zaatakowała: – Rozważam, czy nie złożyć w prokuraturze zawiadomienia o tym, że wojewoda „wielokrotnie nadużywał prawa”, bo ingerował w sprawy, do których nie jest upoważniony. Prezydent Warszawy poparł spec od prawa administracyjnego i sądowy pełnomocnik ratusza prof. Michał Kulesza. Jego zdaniem spór między Pragą-Północ a ratuszem jest wewnętrzną sprawą warszawskiego samorządu i wojewoda nie powinien się w to mieszać. – Wojewoda się kompromituje. Samorząd to nie są jego podwładni. Nie może się zachowywać jak policjant, który grozi palcem – stwierdził w rozmowie z „Rz”. – Przed Naczelnym Sądem Administracyjnym udowodnimy, że mamy rację – dodaje. I uspokaja, że wyborów prezydenta z powodu orzeczenia sądu na pewno nie będzie. ? Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: a.panuszko@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL