fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Rolnicy nie mogą być skubani

Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Paweł Jabłoński
Gospodarstwa produkujące na rynek nie powinny być kierowane na rzeź – mówi Marek Sawicki, minister rolnictwa w rozmowie z Pawłem Jabłońskim i Magdaleną Kozmaną
Rząd pilnie pracuje nad zmniejszeniem deficytu, stąd zmiany w OFE. Czy Ministerstwo Rolnictwa też planuje redukcję wydatków?
Ograniczamy wydatki administracyjne, od trzech lat mamy coraz mniejszy  budżet. A jeśli prezydent podpisze ustawę o ograniczeniu etatów w administracji rządowej – wykonamy ją.
A wydatki na rolnictwo, w tym na KRUS?
KRUS nie jest wydatkiem, za który odpowiada resort rolnictwa, tylko Ministerstwo Finansów. My, mimo kryzysu, nie zmniejszymy wydatków na wspólną politykę rolną. Wszystko wskazuje na to, że po roku 2010, kiedy wydaliśmy na ten cel 20 mld zł, w 2011 wydamy 23 – 24 mld zł, w tym z budżetu krajowego będzie to około 4,5 mld zł.
To szczęście, że mamy tę wspólną politykę rolną, bo przy tak "przychylnym" nastawieniu do rolnictwa, jakie prezentują obecnie niektórzy publicyści i ekonomiści, z pewnością polskie rolnictwo byłoby nadal 40 lat w tyle za rolnictwem zachodnioeuropejskim i nie miałoby żadnej szansy na rozwój.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nakazuje wprowadzić zróżnicowaną składkę za ubezpieczenie zdrowotne rolników. Czy obecnego czasu dynamicznie rosnących cen artykułów rolnych nie powinniśmy wykorzystać czas na reformę KRUS i systemu podatku rolnego?
Rok 2010 to rok powodzi i zmniejszonych o 10 proc. plonów. Po tych zniszczeniach rolnicy będą odbudowywali swoją produkcję kilka lat. Koniunktura na produkty rolne poprawiła się rzeczywiście na rynkach światowych, ale w Polskim rolnictwie nie był to rok sukcesu. Orzeczenie trybunału w sprawie składki ubezpieczeniowej rolników jest w pierwszej kolejności skierowane do sejmu, następnym adresatem jest rząd i prezydent. W sprawie składki zdrowotnej nie płaconej np. przez sędziów, prokuratorów nie jest ścigany minister sprawiedliwości. W sprawie składki zdrowotnej dziennikarzy nie jest wypytywany minister kultury. Nie wiem więc, dlaczego pytanie o składkę zdrowotną rolników kierowane jest do mnie.
Dziennikarze płacą składkę taką samą jak wszyscy inni...
Rolnicy też nie są wyjątkiem. Z 4,5 mln obywateli, którzy nie płacą składki zdrowotnej a są uprawnieni do opieki zdrowotnej, rolnicy to 1,48 mln. O bezrobotnych państwo nie pytają.
Bo oni nie pracują i nie zarabiają, czego nie można powiedzieć o rolnikach. W styczniu mówił Pan, że widzi możliwość zmian w KRUS, jak miałyby one wyglądać?
Proponuję, aby w zakresie składki zdrowotnej rolników potraktować podobnie jak innych obywateli. Czyli zapłacą oni 1,25 proc. składki od swoich dochodów — przygotujemy do tego stosowne rozwiązanie. Tak, jak w przypadku pozostałych ubezpieczonych, pozostałą część składki zdrowotnej: 7,75 proc. odliczymy od podatku dochodowego. A ponieważ tym podatkiem dla rolników jest teraz podatek gruntowy, to zaproponuję, by minister finansów ubytki z jego wpływów uzupełnił samorządom z budżetu. To nie będą duże pieniądze.
To propozycja?
Tak, złożę ją oficjalnie. A jeśli inni mają lepsze, inne propozycje, mają prawo uczestniczyć w tej debacie.
Czy to oznacza, że uważa Pan, że finanse publiczne są w dobrym stanie?
Proszę zapytać o to ministra finansów. Ja na szczęście na to pytanie odpowiadać nie muszę, jeśli pytają mnie państwo jako ministra rolnictwa.
Pytamy jako członka rządu.
Jeśli zapytają mnie państwo jako polityka, to w innym wywiadzie udzielę również na to pytanie odpowiedzi.
Pytamy dlatego, ponieważ teraz jest to dobry czas na przeprowadzenie zmian, które mniej zabolą a dadzą efekty za wiele lat.
Szukajmy pieniędzy tam, gdzie faktycznie są. Kilka lat temu przedstawiano koncepcję ściągnięcia z rolników około 4,5 mld zł tytułem podatku dochodowego. Tymczasem dziś z tego tytułu ściągniemy nawet nieco mniej niż z podatku rolnego, czyli około 1,2 mld zł. Będzie tylko inne rozłożenie tych obciążeń. Kilkadziesiąt, może 200 tys. gospodarstw, zapłaci to, co dziś odprowadza 1,5 mln rolników. Budżet na tym nie zyska a wręcz przeciwnie – będzie musiał dołożyć, bo wydatki na pomoc społeczną na obszarach wiejskich wzrosną.
Już teraz duża część wsi żyje z pomocy społecznej. Czy nie lepiej jest określić, które rodziny utrzymują się z rolnictwa, a które żyją na zasiłkach i nie kwalifikują się, by korzystać z KRUS?
Z pewnością tak. Ale nie zgodzę się, by bogatszych rolników przenieść do ZUS czyli jeszcze bardziej nieefektywnego systemu. Zbudowaliśmy kosztowny i niewydolny system ściągalności składki zdrowotne ZUS. Po 12 latach reformy dofinansowanie z budżetu państwa do budżetu emerytalno — rentowego zwielokrotniło się, zamiast spaść. To znaczy, że ta reforma była źle zaplanowana i źle przeprowadzona. Możemy dyskutować o wprowadzeniu podatku od dochodów i uzależnieniu od nich ubezpieczeń, ale z założeniem, że większe pieniądze będą pozostawały w KRUS i będą służyły większym rentom i emeryturom.
Kiedy podatek dochodowy dla rolników będzie wprowadzony?
Nie ma jeszcze żadnych wypracowanych koncepcji i projektów, nie możemy wiec na ten temat dyskutować.
Rolnictwo jest dotowane bo jest nisko efektywne. Nie wykorzystujemy jednak jego potencjału, mamy niskie plony i niską wydajność pracy. Jak to zmienić?
Staramy się zwiększyć produktywność naszego rolnictwa. Chcemy popierać produkcję i eksport tradycyjnej żywności. Jednak na dalekich rynkach potrzebne są duże partie produktów. Przy tym małe i średnie gospodarstwa sobie nie poradzą. Dlatego wspieramy tworzenie struktur grupujących rolników. Bierzemy to pod uwagę np. przy wspieraniu modernizacji przedsiębiorstw rolno — spożywczych.
Co do oceny tego krytykowanego, zbytniego rozdrobnienia naszego rolnictwa to zbyt mocno uśrednia się dane statystyczne. A z tym jest jak z facetem: jeden dwuletni drugi stuletni, średnio 51 lat, w rzeczywistości więc wiek średni, a nie dziecko i starzec.
Mówiąc poważnie to spis GUS pokazał niecałe 1,6 mln gospodarstw w Polsce. Ale według mnie znacznie lepszym wskaźnikiem określający ilość gospodarstw produkcyjnych, jest liczba gospodarstw ubiegających się o zwrot podatku akcyzowego. Jest ich niewiele ponad 700 tys. I to są tak naprawdę aktywne, produkujące gospodarstwa. Średnia powierzchnia dla tych gospodarstw wynosi 20 hektarów, tyle co w Austrii. We Francji jest to 35 hektarów.
Nie próbujcie państwo zachęcać pseudo-ekonomistów do skubnięcia z tych gospodarstw kasy. Kura znosząca złote jaja nie powinna być kierowana na rzeź. Jednocześnie jest też spora grupa gospodarstw, które mają charakter socjalny, ale też rekreacyjny, czy hobbystyczny.
Czy te gospodarstwa powinny korzystać z dopłat bezpośrednich?
Te, które mają charakter hobbystyczny, socjalny – niekoniecznie. Trzeba się zastanowić nad nową definicją gospodarstwa ale wtedy, gdy będziemy dyskutowali o podatku dochodowym. Trzeba przekonać ministra finansów, że rolnikom na małych gospodarstwach warto dać szansę pracy poza rolnictwem przy niższych obciążeniach związanych z ubezpieczeniem.
Osoby otrzymujące dopłaty bezpośrednie do ziemi nie mają jednak motywacji do zmian.
Na 10 hektarowym gospodarstwie lichej, piaszczystej ziemi nikt nie wyżyje z otrzymywanych 5,5 tys. złotych dopłat bezpośrednich rocznie.
Ile jest gospodarstw produkujących na rynek?
W kraju 84 proc. powierzchni uprawnej znajduje się w gospodarstwach powyżej 5 ha. Te gospodarstwa rzeczywiście zapewniają nam samowystarczalność żywieniową, a do tego 20 proc. produkcji eksportują. Gospodarstw do 5 ha jest około miliona. One też mają swoje miejsce w polityce gospodarczej i społecznej i niepotrzebnie są przedmiotem nagonki.
Dopłacamy do rolnictwa ponieważ jest w kondycji słabszej niż inne gałęzie gospodarki. Jak poprawić jego konkurencyjność?
W uproszczeniu dochody rolników z rolnictwa są na poziomie 62 proc. średniej z pracy w gospodarce narodowej. Trudno spodziewać się w perspektywie 10 lat wyrównania parytetów.
Rolnictwo będzie jednak tą dziedziną, która będzie musiała się dynamicznie rozwijać, ponieważ produkcja żywności w przyszłości musi wzrosnąć o 35-70 proc. Dlatego Europa musi zmienić mechanizmy we wspólnej polityce rolnej. Powinniśmy połowę środków unijnych na rolnictwo kierować na dopłatę stabilizacyjną i co najmniej drugie tyle na inwestycje i podniesienie konkurencji. A wtedy za 20 lat jest szansa, że parytet dochodów będzie się wyrównywał.
Dziś polski rolnik dostaje dopłaty bezpośrednie dużo niższe niż w krajach „starej Europy". Jak Pan ocenia prawdopodobieństwo wyrównania tych dysproporcji?
Jest bardzo duże. Dziś rolnicy krajów nadbałtyckich mają płatności na poziomie 100 euro do hektara, a Grecy – 536 euro. To zakłóca konkurencyjność na jednolitym rynku. U nas dopłaty do hektara wynoszą ok. 300 euro, z tego 180 euro to płatności bezpośrednie. Unijny budżet finansuje 70 proc. tych dopłat. właśnie toczy się debata na ten temat.
Co na to Francja, Niemcy, którzy bronią wielkości swoich dopłat?
Z pewnością rozmowy z nimi są i nadal będą trudne, ale coraz więcej państw unijnych skłania się do trzech elementów reformy wspólnej polityki rolnej: uproszczenia jej, wyrównania poziomu płatności i podniesienia konkurencyjność gospodarstw.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA