Opinie

Narażając swoje życie, ratowali świat

SPINKA
– Z nikim się nie naradzałam, czy wziąć Rachelę. Po prostu ją wzięłam – Zofia Glazer z domu Olszakowska, wysoka, smukła kobieta, podpiera się kulą.
Historia bohaterstwa, za które wczoraj została odznaczona, to historia przyjaźni zawartej w przedwojennym Gimnazjum im. Królowej Jadwigi w Siedlcach z Cyporą Jabłoń, Żydówką.
Gdy w sierpniu 1942 r. Niemcy rozpoczęli likwidację getta, Cypora na aryjską stronę przekazała swoją roczną córkę Rachelę. Zofia Glazer oddała dziewczynkę na wychowanie własnej siostrze. Wczoraj prezydent Lech Kaczyński odznaczył Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski 50 osób, które, ryzykując życie własne i rodziny, pomagały Żydom. Medale odebrali m.in. socjolog prof. Jerzy Szacki, którego rodzina przechowywała w czasie wojny kobietę z pięcioletnią córeczką, i Ryszard Matuszewski, eseista i krytyk literacki. On w mieszkaniu na Żoliborzu ukrywał swoich przyjaciół, m.in. Jana Kotta. Odznaczenie otrzymała także rodzina Wilhelma Hosenfelda, niemieckiego oficera stacjonującego w Warszawie. To jego na swojej drodze spotkał pianista Władysław Szpilman, co potem w „Pianiście” przedstawił Roman Polański. Na uroczystości w Teatrze Wielkim byli m.in. były minister spraw zagranicznych Adam Daniel Rotfeld, Szewach Weiss i Avner Shalev, dyrektor Yad Vashem. Wielkim nieobecnym był prof. Władysław Bartoszewski.
Odznaczeni nie kryli wzruszenia. Motywacje, dla których pomagali, były różne. Jerzy Bielecki w Auschwitz spotkał miłość – Żydówkę Cylę, z którą spotykali się potajemnie. Dla niej zdobył mundur esesmana i zaryzykował ucieczkę z obozu. Po wojnie Cylę wprowadzono w błąd, mówiąc, że Jerzy umarł. Wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Spotkali się dopiero po 39 latach. Więcej szczęścia miał Bogdan Jastrzębski, który Krystynę Geisler, Żydówkę, spotkał w 1940 r. Rok później Krystynę z ojcem przeniesiono do częstochowskiego getta. Bogdan, działacz podziemia, tam się przedzierał. W końcu porwał ją wprost z grupy, którą pędzono rano do pracy, i znajdował dla niej kolejne kryjówki w Częstochowie, a potem w Warszawie. Po wojnie wzięli ślub. W 1994 r. zostali uznani za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Zofia Dygdała z domu Komperda pomagała Żydom ze współczucia. Nie mogła się pogodzić z tym, że ktoś może ginąć tylko za to, że jest Żydem, bo ona wychowała się z nimi na jednym podwórku w Przemyślu. Dygdała ukryła u swej ciotki na wsi szkolną koleżankę. Potem znalazła schronienie dla dwójki dzieci, które znalazła na ulicy. Jerzy Koźmiński ma dziś ponad 80 lat, mieszkanie pełne wspomnień z kenkartą z obozu w Mauthausen, odznaczeniami i zdjęciami drzewka chlebowego, które dla jego rodziny rośnie przed instytutem Yad Vashem w Jerozolimie. To jego ojciec w 1942 r. zdecydował, że zgodzi się na przyjęcie trójki Żydów. Z czasem grupka powiększyła się do ponad 20 osób i zmusiła rodzinę Koźmińskich do przeprowadzki do podwarszawskiego Wawra. Koźmiński mimo dostania się do niewoli nigdy nie zdradził rodzinnej tajemnicy. Wielu wczoraj odznaczonych do dziś utrzymuje bliskie kontakty z tymi, których ocalili, i ich rodzinami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL