fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Rekordowy wzrost napadów na banki

Średnia kwota, która jest kradziona podczas napadu na polski bank, to 5,6 tys. euro. Na zdjęciu ćwiczenia policji w 2010 r. w Szczecinie (fot. Piotr Marski)
Reporter
W ubiegłym roku padł rekord skoków na banki. Takie rabunki odbywały się średnio co drugi dzień
Październik 2010 r. Kraków. Dwóch zamaskowanych mężczyzn wdziera się do banku przy ul. Dobrego Pasterza. Terroryzują personel atrapą broni i znikają ze 150 tys. zł. Jednemu z nich, który uciekał rowerem, rozsypały się pieniądze. Nieświadomi napadu przechodnie pomogli je pozbierać.
Inny rabuś, który w grudniu 2010 r. napadł na bank w centrum Poznania, uciekał ze skradzionymi pieniędzmi taksówką. Policjanci przyznają: to już prawdziwa plaga napadów na banki.
W zeszłym roku odnotowano ich 192. To rekord. W 2009 r. było dwa razy mniej napadów, a w 2008 r. blisko pięć razy mniej. Bandyci najczęściej wybierali niewielkie miejskie placówki, które nie miały ochroniarzy.
Wpadło ok. 50 proc. z nich. Wykryto sprawców 65 przestępstw z 2009 r. i 78 z 2010 r. Dlaczego tak dramatycznie wzrosła liczba napadów? Więcej biedy?
– Zwiększenie takiej przestępczości to skutek zubożenia społeczeństwa, co pokazują polskie i zagraniczne doświadczenia – ocenia mec. Jerzy Bańka, wiceprezes Związku Banków Polskich.
– Jednym z powodów zwiększonej ilości napadów na banki jest też łatwość, z jaką można je przeprowadzić – dodaje prof. Brunon Hołyst, znany kryminolog. – I spodziewam się, że może ich być jeszcze więcej.
Zwiększonej ilości napadów nie da się prosto wytłumaczyć np. większą ilością placówek w Polsce. W 2008 r. było ich blisko 14 tys., rok później już tysiąc więcej. Ale w 2010 r. ubyło ponad 400 placówek, a ilość napadów wzrosła dwukrotnie.
[srodtytul]Banki: to jest zadanie dla policji[/srodtytul]
Poseł Krzysztof Brejza (PO) wystąpił niedawno do MSWiA z interpelacją, by sprawdzić, jakie resort podejmuje działania, by ograniczyć napady na banki. Poseł wskazał, że większość placówek nie przechowuje znacznych kwot, więc ich straty finansowe nie są zbyt duże. Za to każdy napad to koszty dla organów ścigania i zagrożenie dla ludzi.
W odpowiedzi Adam Rapacki, wiceszef MSWiA, wyliczył działania policji: wyznaczenie policjantów do kontaktów z bankami, czynności operacyjne wobec grup napadających na banki, obserwacje wytypowanych placówek bankowych, warsztaty szkoleniowe poświęcone tej przestępczości.
Ujawnił też, że resort zwrócił się do ZBP o rozważenie poprawienia stanu telewizji dozorowej w bankach oraz zasugerował konsultacje na temat zmian ustawowych.
– Wątpię, aby dodatkowe rygory prawne ograniczyły tę przestępczość – mówi jednak mec. Bańka. – Jestem też przeciwny nakładaniu na banki nowych obowiązków, gdyż skutkiem będzie podrożenie ich działalności. Zwalczanie przestępczości to przede wszystkim zadanie policji.
Przedstawiciele banków uspokajają też, że w Polsce nie jest najgorzej: co roku ofiarą pada co setna placówka (jest ich ok. 15 tys.). Tymczasem w Europie średnio – co pięćdziesiąta. We Włoszech np. co roku napadana jest statystycznie co dziesiąta placówka bankowa. Cztery razy wyższa w Europie jest też średnio skradziona kwota podczas jednego napadu (w Polsce to 5,6 tys. euro).
Prof. Brunon Hołyst ma inne zdanie. – Banki z natury rzeczy narażone są na napady, więc ochrona w pierwszej kolejności jest ich obowiązkiem – podkreśla. – Jak Kowalski ubezpiecza mieszkanie, to go pytają, jakie zamki zainstalował i ile. Dlaczego nie wymagać tego od banków? Także sytuacja, w której niezależnie od tego, ile pieniędzy zostanie im skradzionych, wychodzą na swoje, jest niezdrowa. Nie można w zwalczaniu przestępczości kierować się tylko rachunkiem ekonomicznym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA