fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Sen o nowoczesności Courbeta i Cyrk Kruger w Kunsthalle

Materiały Organizatora
Gustave Courbet i Barbara Kruger – artystyczny kontrast na 25-lecie Schirn Kunsthalle we Frankfurcie
[i]Monika Małkowska z Frankfurtu nad Menem [/i]
Słynny XIX-wieczny francuski mistrz i współczesna amerykańska konceptualistka pod jednym dachem? Na pozór – zgrzyt nie do przyjęcia. Tymczasem kuratorzy Schirn Kunsthalle uznali, że prowokacyjne zderzenie dwóch osobowości z różnych epok będzie jak wystrzał armatni otwierający jubileuszowy rok galerii.
Bo Schirn działa już ćwierć wieku. Od początku postawiono tam na gwiazdorskie monografie i niekonwencjonalne tematy. Widziałam tam arcyciekawe pokazy – współczesnej manii turystycznej, pierwszą na świecie ekspozycję prac kobiet-impresjonistek czy wystawę ukazującą XIX-wieczną transformację Paryża i Berlina. Duet Courbet/Kruger też mnie zaskoczył. Ale i dał do myślenia.
[srodtytul]Od strony uda [/srodtytul]
Część dotycząca twórczości Gustave’a Courbeta nosi tytuł „Sen o nowoczesności”. O artyście wiadomo – ojciec realizmu. Ale też wróg akademizmu, antytradycyjonalista, przeciwnik instytucji artystycznych. Wsławił się niezależną, indywidualną wystawą pod szyldem „Realizm” (1855 rok) – odwet za odrzucenie jego prac na oficjalną paryską prezentację. Człowiek żywioł. Osobnik butny, z przerostem ego. Uwielbiany i nienawidzony. Nieźle oberwał za udział w Komunie Paryskiej: trafił do więzienia, po opuszczeniu którego emigrował do Szwajcarii, gdzie wkrótce zmarł w wieku 58 lat.
W młodości trochę podróżował, odwiedził Frankfurt i Monachium. W pierwszym z wymienionych miast pozostał aż pół roku. Pamiątką z pobytu jest frankfurcka panorama z katedrą dominującą nad niskimi domami. A jakże, eksponowana na wystawie. Warta porównania ze stanem obecnym.
Courbet narozrabiał także w sferze obyczajowej. Jego dobrze zbudowane, nagie panie (np. na obrazie „Kąpiące się”) uznawano za przejaw prostactwa. Innym rozebranym kobietom namalowanym przez Courbeta zarzucano lubieżność, bezwstyd i wulgarność. Jednym z najsłynniejszych dzieł artysty stało się „Źródło”, choć mało komu było dane widzieć je na własne oczy. Praca kursuje w reprodukcjach i dostarcza uciechy erotomanom i uczniakom. Przedstawia najintymniejszą część damskiego ciała i uda w dużym perspektywicznym skrócie; górna część postaci pozostaje niewidoczna.
[srodtytul]Może jej się uda [/srodtytul]
Podejrzewam, że ta „pornografia” nie jest w guście Barbary Kruger. Obecnie 65-latka. Feministka. Atakuje bezmyślne konsumpcyjne społeczeństwo, media, reklamę. Zamiast broni używa słów. Jej realizacje – to wypisane w publicznych miejscach przewrotne slogany. Gigantyczne, czytelne tylko z dużej odległości. Litery (zazwyczaj białe na czarnym tle) układają się w quasi-ornament. Prace są na swój sposób dekoracyjne, starannie zakomponowane. Przypominają banery lub plakaty.
Realizację w Schirn artystka nazwała „Cyrk”. Zapełniła tekstami kilka ścian, posadzkę i sufit okrągłego westybulu. Treść przeczytałam dopiero stojąc na galerii: „To, czego nienawidzisz, zasługuje na to”; „To, w co wierzysz, jest bardziej prawdziwe niż to, w co ja wierzę”; „To, co kochasz, jest lepsze niż to, co ja kocham”.
Schlebiające treści okazują się jednak pułapką na głupców (czyli ludzi nietolerancyjnych i fanatycznych). W dalszych słowach swego listu do bliźnich Kruger odkrywa karty. „Wiara + wątpliwości = zdrowie psychiczne”. Co oznacza, że ktoś absolutnie przekonany o wyższości swych racji ma zawirowania psychiczne.
[srodtytul]Marzyciele [/srodtytul]
W pierwszej chwili uznałam, że prace obojga pochodzą z różnych bajek. Potem zauważyłam, że Courbet i Kruger zostali ulepieni z podobnej gliny. Chociaż na odmienne sposoby, manifestują sprzeciw wobec konformizmu, tępoty i ślepoty na innych. To społecznicy, artyści, którzy ponad karierę stawiają niezależność. I marzą o innej nowoczesności, niż ta, której doświadczają.
[srodtytul]Manhattan nad Menem [/srodtytul]
Teraz słowo o mieście. „Frankoforte”, mówią o nim Włosi. Bo to była i jest potęga, mocarstwo finansowe, wyrosłe na powojennych gruzach. Po bombardowaniach alianckich Stare Miasto niemal przestało istnieć, podobnie jak większa część zabudowy. Frankfurcką Starówkę wzniesiono na nowo. Teraz mieszkańcy wstydzą się kiczowatej rekonstrukcji i już wiadomo, że czeka ją kolejna destrukcja. Miasto nad Menem, któremu nadano ksywkę „Mainhattan” (połączenie Manhattanu i rzeki Men, po niemiecku Main) szczyci się bowiem najnowocześniejszą architekturą w Europie. Rzeczywiście – szklane wieżowce po obydwu stronach rzeki przywodzą na myśl panoramę nowojorską. Nie ma miejsca na historię.
Wyjątkiem katedra Świętego Bartłomieja. Zabytek gotycki, korzeniami sięgający czasów Merowingów. Tu wybierano królów niemieckich i koronowano cesarzy. Kiedyś górowała nad okolicą (vide – pejzaż Courbeta), teraz przyćmiły ją drapacze chmur.
[srodtytul]Stragan ze sztuką[/srodtytul]
Byłam we Frankfurcie kilkakrotnie, lecz po raz pierwszy zobaczyłam Świętego Bartłomieja bez rusztowań – ciągle restaurowano jakiś fragment. Wreszcie dostrzegłam kontrast pomiędzy czerwonym gotyckim budynkiem a modernistyczną, przysadzistą sylwetką Kunsthalle.
Jej nazwa „Schirn” oznacza stragan pod gołym niebem – a do końca XIX wieku wiele takich stoisk stało u podnóża katedry. 25 lat temu na terenie dawnego targu wzniesiono galerię. Dziś na tle imponującej zabudowy miasta architektura Schirn wydaje się uboga, przestarzała. Ciekawe, czy czeka ją modernizacja?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA