Praca

Wigilia w pracy - miło tylko w firmach dbających o ludzi

First Class
Christmas party to impreza wysokiego ryzyka. Może być najprzyjemniejszym momentem w roku. Ale jeśli firma nie dba o ludzi, to nie pomoże ani sianko pod obrusem, ani wyrafinowany catering. Wigilijne spotkanie i tak będzie klapą
Jedni twierdzą, że christmas party to koszmar – żenujący spektakl dla zarządu, zbiorowe malowanie trawy i apogeum korporacyjnego niewolnictwa. Inni cieszą się, że choć raz w roku będzie miło. Poleje się alkohol, ludzie oderwą się od komputerów, a szef w końcu przemówi ludzkim głosem. Dlaczego firmowa wigilia wzbudza tak skrajne emocje? Psychologowie są zgodni: bo wtedy jak na dłoni widać, że wcale nie czujemy się w pracy „jedną wielką rodziną”.
– Dla wielu osób święta to najtrudniejszy moment w roku. W tym czasie na pierwszy plan wysuwają się relacje z ludźmi – mówi Jagna Ambroziak, psychoterapeutka z Instytutu Psychoimmunologii, która pracuje z ludźmi biznesu. Tłumaczy, że christmas party jest jak test z zarządzania, który wiele przedsiębiorstw zwyczajnie oblewa.
– Jeśli przez cały rok ludzie czują, że firma się z nimi nie liczy, to na spotkaniu wigilijnym będzie sztywno i obco. Nie pomogą wysiłki działu HR, serdeczne życzenia od szefa czy nawet drogie prezenty. Wszyscy będą czuli fałsz. Nikt z nas nie lubi się konfrontować z takimi nieprzyjemnymi emocjami. Dlatego w niektórych firmach christmas party to nie radosne świętowanie, tylko przykry obowiązek – mówi Ambroziak.     Współczuję dyrektorom HR – organizacja christmas party to dla nich jedno z najtrudniejszych zadań w roku. Zespół, zapytany o to, jak ma wyglądać firmowa gwiazdka, zawsze jest podzielony. Jedni chcą balu, inni – kameralnego spotkania. Zadowolenie wszystkich jest niemożliwe. Cokolwiek będzie zrobione, zawsze znajdą się tacy, którzy będą rozczarowani. Boże Narodzenie jest jednak dla Polaków bardzo ważnym świętem, którego nie można zignorować. „Coś” trzeba zrobić. Moim zdaniem sukces przedświątecznej imprezy zależy od szefa. Rola lidera w celebrowaniu pewnych okazji jest zawsze bardzo ważna. To on powinien uzgodnić z działem HR czy z grupą „firmowych aktywistów”, jak ma wyglądać takie spotkanie. Na pewno trzeba je zaplanować z dużym wyczuciem. Jako coach często daję menedżerom wskazówkę: „minimum kosztów, maksimum serca”. To się naprawdę sprawdza. Krótkie spotkanie z osobistą wypowiedzią prezesa zwykle jest odbierane lepiej niż przymusowy spęd w ostatni wieczór przed Wigilią. W imprezach zorganizowanych według marketingowego planu ludzie czują sztuczność. Często też zastanawiają się, czy wydatek miał sens. Odradzam wykorzystywanie christmas party do zamykania roku biznesowego albo wręczania premii. Prezenty powinny być symboliczne. Trzeba je starannie przemyśleć, przygotować, bo nikt nie lubi wręczania upominków kupionych w ostatniej chwili. Taką niespodzianką może być na przykład zaproszenie dzieci z domu dziecka, któremu pomaga firma. Gdy maluchy zaśpiewają kolędy albo wystawią szopkę, atmosfera od razu zrobi się wyjątkowa.   Firmowa wigilia bezlitośnie obnaża nastrój w zespole. Nie udaje się tam, gdzie pracownicy czują się niedoceniani, przeciążeni czy zaszczuci. Radosną przedświąteczną atmosferę niszczą na przykład planowane redukcje etatów, plotki o fuzji czy niedawne obniżki pensji. Niezadowolony zespół jest wtedy jak noworoczna skrzynka z fajerwerkami: wystarczy iskra, a wybuchnie wielki pożar. Wystawna kolacja w najmodniejszej restauracji, loteria z atrakcyjnymi wygranymi czy – nie daj Boże! – wielki bal tylko nasilą rozgoryczenie. Trudno się dziwić, że ludzie, aby uniknąć tej farsy, dezerterują na chorobowe. Poza tym w wielu firmach christmas party to ciągle impreza wysokiego ryzyka. Mało która potrafi z klasą wybrnąć z pomieszania konwencji. Lepiej śpiewać kolędy przy choince i dzielić się opłatkiem czy balować do rana w hotelu na Mazurach? Zamawiać smażonego karpia i śledzia czy raczej zaprosić do baru na orzeszki i sex on the beach? – Christmas party to prawdziwy mutant – mówi Miłosz Brzeziński, psycholog zajmujący się biznesem. – Ludzie na takim spotkaniu są zestresowani, bo nie wiedzą, co im wolno. Czy jest to raczej wigilia, czy jednak raczej party. To jest jak z Halloween, gdzie z jednej strony mamy zadumę nad grobami, a z drugiej święto dyni. Stoimy w rozkroku między polską i zachodnią tradycją – dodaje. Ta ostatnia idzie do nas głównie z Wielkiej Brytanii. Dla Anglików firmowa gwiazdka to temat rzeka – planuje się ją przez cały rok i wspomina przez kilka miesięcy. Dlaczego? Z badań firmy consultingowej Croner wynika, że co druga taka impreza kończy się bójką lub awanturą, na co trzeciej ktoś jest molestowany seksualnie, a aż na jednej na pięć zdarzają się wypadki. Ich lista jest długa: zwichnięcia nóg i urazy kręgosłupa (głównie podczas szaleństw na parkiecie), skaleczenia potłuczonym szkłem, oparzenia gorącymi napojami, zatrucia nieświeżym cateringiem i – przede wszystkim – alkoholem. Fantazja pracowników w okresie przedgwiazdkowym rzeczywiście nie ma granic. O rganizacja RoSPA (The Royal Society for the Prevention of Accidents) opracowała nawet poradnik dla organizatorów firmowych gwiazdek, który ma im uświadomić niebezpieczeństwa, na jakie narażeni są wtedy pracownicy. Trzeba na przykład poważnie przemyśleć to, jak ozdabia się wtedy biuro. Porażenia prądem spowodowane przez zepsute lampki choinkowe lub alergia na lateksowe balony zdarzają się ponoć częściej, niż nam się wydaje, a w samej tylko Wielkiej Brytanii około tysiąca osób rocznie jest poszkodowanych przez... przewracającą się choinkę. Ryzykowne jest też rozkręcanie imprezy w open-space pełnym biurek i regałów z dokumentami. Jeśli pracownicy się rozbawią, mogą zacząć tańczyć na stołach, a na ważnych kontraktach stawiać talerze z sałatką. Wiele gwiazdkowych szaleństw nie uchodzi na sucho. Według organizacji zrzeszającej HR-owców, Chartered Institute of Personnel and Development, co dziesiąty pracownik zna kogoś, kto został ukarany albo wręcz wyrzucony z firmy po tym, co zrobił na świątecznej imprezie. Zwykle „ofiary gwiazdki” chcą odreagować całoroczny stres alkoholem. Potem zbiera im się na odwagę i wygarniają szefowi albo postanawiają wreszcie spróbować swoich szans u koleżanki. I tak radosne świętowanie kończy się skandalem, pozwem o molestowanie seksualne albo wymówieniem. Do anglosaskiego rozmachu w celebrowaniu firmowej gwiazdki jeszcze nam daleko. Co nie znaczy jednak, że gafy, awantury, skandale i wypadki nie zdarzają się przy tej okazji i w polskich firmach. Największym błędem jest uleganie złudzeniu, że wszyscy – tak jak my – bawią się świetnie. Otóż nie. Niektórzy tylko obserwują. Na drugi dzień chętnie przypominają, kto z kim za mocno przytulał się w tangu, a kto powiedział do pani prezes „skarbie”. Zdaniem Hilki Klinkenberg, szefowej firmy Etiquette International specjalizującej się w biznesowej etykiecie, sposób na uniknięcie wpadki jest tylko jeden. - Niezależnie od tego, jak wielka jest impreza, pamiętaj, że jesteś w pracy - radzi Klinkenberg. Ci, którzy firmową gwiazdkę traktują jak przyjemny, ale jednak służbowy obowiązek, wychodzą na tym najlepiej. – Na christmas party nie musi być świetnie. Ważne, żeby było sympatycznie – uważa Miłosz Brzeziński. – Trzeba przyjść, złożyć życzenia, pouśmiechać się i wyjść. Dobrze jest się odciąć od pseudowigilijnego nastroju, który próbuje czasem wprowadzić dział HR. Nie ma też co oczekiwać, że na firmowej imprezie z okazji zbliżających się świąt pojawi się atmosfera bliskości i szczerości. Ludzie w pracy mają się przede wszystkim szanować. Nie muszą się lubić czy składać sobie życzeń „od serca” – mówi. Wygląda na to, że o firmowej gwiazdce najlepiej zacząć myśleć już po Nowym Roku. Bo na atmosferę w firmie pracuje się przez 12 miesięcy. Jeśli w pracy jest po prostu fajnie, christmas party kręci się samo. Jest serdecznie, radośnie, wzruszająco. Ludzie świetnie się bawią bez wydumanego scenariusza. I po prostu czuć, że idą święta.       1. Nie przesadzaj z alkoholem. Jeden drink może Ci pomóc przełamać tremę, ale nigdy nie wiadomo, czy następny nie zaważy na Twojej karierze. 2. Szalej z głową. Dziś prawie każdy ma kamerę w telefonie komórkowym, a Internet to potęga. Pamiętaj o tym, gdy będziesz udawał pijanego renifera. 3. Nie przychodź na głodnego. Lepiej zjeść coś lekkiego przed spotkaniem, niż później cały czas śledzić wzrokiem tacę z przekąskami czy stać w kolejce do bufetu. 4. Ubierz się stosownie do okazji. Wprawdzie christmas party to nie bal w Operze Wiedeńskiej, ale na firmową uroczystość nie wypada przyjść w dżinsach. 5. Daj się wciągnąć do zabawy. Jeśli cały zespół śpiewa kolędy, śpiewaj i Ty. Nie bój się, w chórze i tak nikt nie usłyszy, że fałszujesz. 6. Pamiętaj o politycznej poprawności. Dowcipy o seksie, blondynkach, Żydach czy gejach lepiej zachowaj na inne okazje. Ma być miło. Nie musi być śmiesznie. 7. Nie rozmawiaj o pracy. Ten jeden wieczór w roku wszyscy chcieliby na chwilę o niej zapomnieć. Pohamuj wścibstwo i wylewność. Trenuj sztukę tzw. small talk. 8. Nie spoufalaj się. Jeśli na co dzień kogoś nie zauważasz, nie udawaj, że jesteście kumplami. Unikaj też wyznań w stylu: „Stary, fajny z ciebie gość, ale...”. 9. Nie rozmawiaj przez telefon. Nawet jeśli spotkanie jest nudne, ukradkowe wysyłanie SMS-ów czy szybkie sprawdzanie poczty na pewno będzie Ci zapamiętane. 10. Nie plotkuj. Jeśli byłeś świadkiem czyjejś słabości, nie omawiaj jej na drugi dzień z całym działem. Pilnuj raczej, byś sam nie stał się głównym tematem rozmów.   Więcej artykułów z dodatku First Class
Źródło: First Class

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL