fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Afganistan - polska misja w Afganistanie to duma

Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Stwierdzenie generała Skrzypczaka, że „nie potrafimy zapanować” nad strefą Ghazni, obraża nie ministra obrony, ale dowódców i żołnierzy, którzy z narażeniem życia działają w Afganistanie – pisze asystent szefa Sztabu Generalnego WP
Kolejny raz przychodzi mi zabrać polemiczny głos po opublikowanych wypowiedziach byłego dowódcy Wojsk Lądowych gen. broni Waldemara Skrzypczaka.
Po lekturze wywiadu z nim pt. „Klich ośmiesza armię” można nabrać przekonania, że generałowi Skrzypczakowi jako dowódcy Wojsk Lądowych podlegał kontyngent w Afganistanie. To błędna informacja. Kontyngent podlegał i podlega dowódcy operacyjnemu, który w czasie operacji jest bezpośrednim przełożonym dowódcy Polskiego Kontyngentu Wojskowego. To dowódca operacyjny, a nie dowódca Wojsk Lądowych otrzymuje wszelkie meldunki i dane dotyczące sytuacji, prognozy, analizy.
[srodtytul]Analiz nie odnaleziono[/srodtytul]
Trudno jest odnieść się do zarzutu niewykorzystania analiz przedkładanych przez generała Skrzypczaka generałowi Franciszkowi Gągorowi, gdyż takich w Sztabie Generalnym WP nie odnaleziono. Trzeba jednak przyznać, że generał Gągor wprowadził wiele zmian w naszym działaniu w Afganistanie i jeżeli był to wynik podpowiedzi dowódcy Wojsk Lądowych, to chwała mu za to.
Przede wszystkim generał Gągor spowodował zwiększenie ilości OMLET-ów (zespołów do szkolenia armii afgańskiej) i POMLET-ów (zespoły do szkolenia policji). Skuteczniejsze działanie policji afgańskiej i osiąganie coraz wyższego poziomu zdolności bojowych przez miejscowe wojsko to najlepsze potwierdzenie sensowności tych zmian. Strona polska zaangażowała się także w rozwój ośrodków szkolenia afgańskich sił bezpieczeństwa. Są to podstawowe standardy misji stabilizacyjnej.
Czy liczba żołnierzy była niewystarczająca?
W 2009 roku w wyniku prowadzonych w Dowództwie Operacyjnym i Sztabie Generalnym WP analiz podjęto decyzję o zwiększeniu polskiego kontyngentu do 3000 żołnierzy (2600 w misji i 400 gotowych do wylotu w kraju). Te 3000 nie były przypadkową liczbą. Do analizy wliczono także rosnące zdolności sił bezpieczeństwa Afganistanu, słusznie przyjmując, że powinny w coraz większym stopniu włączać się w bezpieczeństwo własnego państwa.
W 2009 r. w strefie naszej odpowiedzialności funkcjonowały trzy bataliony armii afgańskiej (ANA) i 800 policjantów, a w 2010 r. – pięć batalionów ANA i 1800 policjantów. Wkrótce w strefie Ghazni rozpocznie działanie dodatkowy batalion policji prewencyjnej (ok. 800 osób).
[srodtytul]Talibowie nie czują się bezpiecznie[/srodtytul]
Nieprawdziwy jest zarzut o bezsensownym przerzucaniu polskich żołnierzy z miejsca na miejsce. Wprost przeciwnie, dokonano koncentracji sił poprzez objęcie odpowiedzialnością jednej strefy. Wcześniej nasz kontyngent był rozrzucony w pięciu prowincjach, na przestrzeni obejmującej połowę Afganistanu. Owszem, żołnierze przemieszczają się w operacji, realizując aktywnie zadania, które często trwają od kilku do kilkunastu dni. Potem wracają do baz, co jest normalną zasadą działania w tego typu misji.
Zgadzam się z generałem Skrzypczakiem, że Ghazni jest strefą niebezpieczną, jednak sam kolor żółty czy czerwony niczego nie przesądza. Oceny dokonuje się na podstawie liczby wszelkich incydentów. Nasza duża aktywność i zdecydowane działanie sprzyjają wzrostowi wskaźników, ale trudno mieć pretensje do polskiego kontyngentu, że dobrze realizuje zadania.
Talibowie nie czują się bezpiecznie w strefie Ghazni. Potwierdzają to ustalenia z rozpoznania i efekty operacji. Przez ostatnie sześć miesięcy wyeliminowano 240 przeciwników i zatrzymano 250 przestępców. Niemal codziennie likwidowane są magazyny amunicji i materiałów do produkcji min. Dane za ostatnie pół roku to wykryte i skonfiskowane: 5,5 tony materiałów wybuchowych, 40 rakiet i głowic bojowych, 560 granatów, 1800 sztuk amunicji, 160 kg narkotyków. Tak więc kontyngent dowodzony przez gen. bryg. Andrzeja Przekwasa nie ma powodów do wstydu.
Sądzę, że wiele osób bardzo zbulwersował fragment wywiadu dotyczący skierowania do naszej strefy amerykańskiego batalionu. Zdarzenie, które należy uznać za duży sukces, nie tylko w tym wywiadzie okrzyknięto porażką. Pewnie dlatego, że nie wszyscy wiedzą, że to my – a dokładnie minister Bogdan Klich i generał Franciszek Gągor – od dawna zabiegaliśmy o skierowanie wojsk sojuszniczych do Ghazni. Pewnie, że można rozważać wysłanie dodatkowego polskiego batalionu, z polskim sprzętem i za polskie pieniądze, ale nie można krytycznie oceniać przyjęcia do naszej strefy Amerykanów. O ironio, to, co powinno być powodem chwały, stało się przedmiotem krytyki.
[srodtytul]Wiarygodność rośnie[/srodtytul]
Stany Zjednoczone skierowały dodatkowo do Afganistanu 30 tys. żołnierzy. Ich rozmieszczenie uzależniono od potrzeb operacyjnych. Polska nie jest jedynym krajem, który otrzymuje wsparcie. Brytyjczycy i Holendrzy nie czują zawstydzenia ani kompromitacji, przyjmując po jednej amerykańskiej brygadzie do swoich stref. 800-osobowy batalion USA w Ghazni zwiększy bezpieczeństwo naszych żołnierzy, pozwoli szybciej zrealizować cele operacji, więc nie ma co wybrzydzać, tylko wspólnie działać.
Amerykanie idą tam, gdzie są kluczowe prowincje, od których zależy powodzenie operacji, i nie ma to nic wspólnego z zaufaniem do naszych żołnierzy. Sojuszniczy batalion będzie podporządkowany naszemu dowódcy w ramach tzw. TACON (zresztą z inicjatywy samych Amerykanów). To dowódca polskiego kontyngentu będzie jedynym decydentem w zakresie użycia batalionu USA.
Stwierdzenie, że „nie potrafimy zapanować” nad strefą Ghazni, obraża nie ministra obrony, ale dowódców i żołnierzy, którzy z narażeniem życia i zdrowia działają w Afganistanie. Skąd ten krytyczny ton? Przecież potencjałem wniesionym do ISAF (międzynarodowych sił w Afganistanie) jesteśmy piątą – szóstą siłą w tej operacji. Według mojej oceny zaangażowaniem i efektami nie ustępujemy liderom. Nie straciliśmy wiarygodności, a wręcz przeciwnie, wciąż ona rośnie. Nikt nie oddaje swojego batalionu pod dowództwo niewiarygodnej armii.
[wyimek]Prawie 1000 amerykańskich żołnierzy w prowincji Ghazni to nie dowód słabości polskiego kontyngentu, ale wynik naszej mądrości i dobrego współdziałania z sojusznikami[/wyimek]
Nie oceniam relacji polityków innych państw do naszych polityków, bo nie żołnierska to rzecz. Wiem na pewno, że polscy żołnierze cieszą się w Afganistanie szacunkiem i uznaniem.
Najlepiej zapytać o to amerykańskich pilotów, którzy chętnie z nami współdziałają i twierdzą, że Polacy to doskonali profesjonaliści.
Głosy o szybkim wycofaniu się z Afganistanu nie służą dobrze tej operacji. To prawda, ale nikt nie zamierza z Ghazni uciekać. Na razie mamy plany jeszcze na parę lat. Zachowujemy rozwagę. Nie wolno więc oceniać przyszłych planów wycofania się jako porażki.
[srodtytul]Wynik naszej mądrości[/srodtytul]
Nieprawdą jest, że minister obrony nie ma wojskowych doradców. Regularnie odbywają się posiedzenia kierownictwa resortu z udziałem dowódców rodzajów Sił Zbrojnych. Dowódcy mają nie tylko prawo, ale i obowiązek mówić ministrowi całą prawdę, szczególnie o Afganistanie. Nawet jeżeli ona boli. Od lat każdy głos i wystąpienie są zapisywane i archiwizowane. Cóż, podobno nie wszyscy dowódcy, także w przeszłości, z tego prawa korzystali.
Nie można też wciąż powtarzać, że nic nie robi się w zakresie zakupów dla operacji afgańskiej. W 2009 roku mieliśmy tam 10 śmigłowców, w 2010 – 12. Wkrótce dojdzie kolejnych 5 rosomaków (porównywalnie było 96, jest 130). Pojazdów opancerzonych MRAP było 28, jest 60. Bardzo zmieniła się sytuacja w zakresie bezzałogowych samolotów rozpoznawczych. Mieliśmy cztery komplety orbiterów, które mamy tam nadal, ale w 2010 roku doszły leasingowane dwa zestawy, każdy po pięć samolotów Scan Eagle. Finalizujemy zakupy kolejnych dwóch zestawów. Systematycznie dosyłany jest sprzęt noktowizyjny nowej generacji.
W Ghazni nasz kontyngent wystawia 120 – 140 patroli miesięcznie. To nie są małe ilości. Ale to, co się zmieniło zdecydowanie w 2010 roku, to jakość związana z działaniem dwóch zespołów bojowych (a nie jednego, jak poprzednio) Wojsk Specjalnych. Ze zrozumiałych względów nie mogę opisać efektów ich działania, ale nawet te przecieki medialne, które dochodzą do społeczeństwa, przekonują, jak istotny i skuteczny jest to element.
W ocenie dowództwa operacji ISAF nasze SOF (siły specjalne) przynoszą Polsce dużą chwałę. Doprowadziliśmy do tego, że polski kontyngent wpięty w globalny system rozpoznania ma dostęp do takiej samej wiedzy rozpoznawczej jak Amerykanie.
Operacja wciąż trwa. Na bieżąco wyciągane są wnioski. Gdyby oceniać wszystkie dzisiejsze możliwe strony Sił Zbrojnych RP, z całą pewnością to, co, czym i jak robimy w Afganistanie, jest powodem do dumy, a nie wstydu.
Prawie 1000 amerykańskich żołnierzy w prowincji Ghazni to nie dowód, że „nie potrafimy nad nią zapanować”, ale wynik naszej mądrości i dobrego współdziałania z sojusznikami.
Autor jest generałem dywizji, asystentem szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego ds. Wojsk Lądowych i Wojsk Specjalnych.
W przeszłości był zastępcą dowódcy operacji UE w Czadzie, organizatorem polskiej operacji w Kongo i profesorem Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach
[ramka]W opiniach
Waldemar Skrzypczak
[link=http://http://www.rp.pl/artykul/548534.html]Klich ośmiesza armię[/link]
13 października 2010[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA