Analizy

Sikorski, Buzek, Gowin, Rostowski – chcą być w zarządzie PO

Donald Tusk
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Sikorski, Buzek, Gowin, Rostowski – to politycy, którzy chcą się znaleźć w najwyższych władzach Platformy
Miejsc do wzięcia jest osiem, chętnych co najmniej kilkunastu – zaczął się drugi etap walki o władzę i pozycję w PO. Pierwszy, już zakończony, to spór o zmiany w statucie partii, które zatwierdzono w czasie sobotniego kongresu, oraz wybór delegatów do Rady Krajowej – kilkusetosobowego grona, które wybierze członków zarządu partii. Rozstrzygnięcie nastąpi na pierwszym posiedzeniu rady, czyli 8 października.
Wielu polityków PO bardzo ambicjonalnie podchodzi do tych wyborów. Zależy im na obecności w zarządzie, bo traktują to jako potwierdzenie swojej pozycji. Szczęściarzami jest 16 szefów regionów, bo oni automatycznie – po ostatnich zmianach w statucie – wejdą do zarządu. Są wśród nich główny rywal szefa partii, czyli Grzegorz Schetyna, a także Janusz Palikot, Andrzej Halicki, Sławomir Nowak. Swoje miejsce jako przewodniczący partii ma oczywiście Donald Tusk. Gra będzie dotyczyła ośmiu pozostałych miejsc. O to będą spierać się "tuskowcy" i "schetynowcy". I z góry scenariusz można określić następująco: nie o to idzie, która grupa weźmie więcej, lecz o to, aby "schetynowcy" uratowali dla siebie część tortu. Karty rozdaje premier. Już zapowiedział, że widzi w roli wiceprzewodniczących dwie panie: Hannę Gronkiewicz -Waltz i Ewę Kopacz. Członkowie Rady Krajowej nie zagłosują więc przeciw tej rekomendacji. Tym bardziej że obie panie są raczej lubiane w swojej partii. Ten ruch Tuska powoduje, że do dalszego podziału zostanie już tylko sześć miejsc. Lecz szef rządu zadbał, aby i one zostały obsadzone przez związanych z nim ludzi. Pod hasłem częściowego przynajmniej parytetu do zarządu wejdzie kolejna z pań. Np. minister szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka. A tak się składa – politycy PO podśmiewają się, że to "strasznie dziwny" zbieg okoliczności – że Kudrycka jest stronniczką Tuska. Podobnie zresztą jak inne panie, które ciągle mają nadzieję, że premier wskaże na nie, a nie na panią minister. Wymieniane są m.in. posłanki Urszula Augustyn i Danuta Pietraszewska oraz europosłanka Elżbieta Łukacijewska. Nikt też nie będzie oponował, gdy Tusk wskaże na Radosława Sikorskiego. Trudno bowiem będzie zakwestionować kandydaturę osoby, której dano szansę startu w prawyborach prezydenckich. Tu też tak się składa, że Sikorski – nieszczególnie popularny w platformerskich masach – miejsce w zarządzie będzie zawdzięczał wyłącznie poparciu premiera. Zresztą to kolejny taki gest ze strony Tuska – żadnych prawyborów by nie było, gdyby tego pomysłu nie rzucił właśnie szef rządu. Tusk widzi w zarządzie też miejsce dla Jacka Rostowskiego. Tu jednak delegaci mogą "bryknąć". Rostowski pełni niewdzięczną funkcję ministra finansów, więc zapewne niejeden poseł odczuł obcięcie funduszy na jakieś instytucje bądź inwestycje w swoim regionie. Partyjne emocje też są przeciw Rostowskiemu, który do Platformy zapisał się dopiero w zeszłym roku. Bez problemów rada zaakceptuje propozycję Tuska, aby uhonorować reprezentację PO w Parlamencie Europejskim. Tym sposobem kolejne miejsce w zarządzie zajmie Jerzy Buzek, czyli osoba, o której lojalność Tusk nie musi się martwić. Dzięki temu do zarządu nie trafi Jacek Saryusz -Wolski. To polityk wybitny, jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe i politykę europejską, ale zbyt samodzielny jak na partyjne standardy, i który ostatnio pokłócił się z szefem MSZ. Nie chciał bowiem głosować w sprawie dyplomacji europejskiej tak, jak mu zalecił Sikorski. Po tych rekomendacjach zostają tylko dwa miejsca dla ludzi Schetyny. Ale i tak teoretycznie. Być może Tusk zgodzi się, aby jedno zajął Jarosław Gowin. Jego kandydaturę forsuje Schetyna. Gowin ma atuty, które mogą mu zapewnić przychylność sali – jest szanowany w partii i dobrze wypada w mediach. Za to o ostatnie ósme miejsce może się rozegrać najbardziej krwawy bój. Pretenduje tu przede wszystkim Waldy Dzikowski – polityk popularny w partyjnych szeregach, ale zwalczany przez frakcję Schetyny. Swoje poparcie obiecał mu Tusk, a także kilku innych regionalnych baronów. Tyle że to ostatnie miejsce, o które mogą zawalczyć ludzie Schetyny. Zrobią to nie tylko ze względu na arytmetykę, ale także dlatego, aby pokazać reszcie partii, że nie poddadzą się zbyt łatwo. Nie zmieni to jednak faktu, że Tusk będzie miał większość zarządu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL