Finanse

Szybkie sankcje dla rozrzutnych

Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej
AFP
Unijna reforma zarządzania gospodarczego ma zapobiec kryzysowi finansów publicznych. Finansowe kary dla państw strefy euro łamiących przyjęte reguły. Bruksela będzie ściślej monitorować finanse UE
Dokument zawierający propozycje zmian, do którego dotarła “Rz”, formalnie będzie przyjęty i przedstawiony w najbliższą środę. Obejmuje on projekty kilku rozporządzeń oraz dyrektywy. W ostatni piątek do późnego wieczora zapadały jeszcze ustalenia dotyczące szczegółów propozycji, która ma zmienić obecną kulturę budżetową w Unii Europejskiej.
Grecki kryzys pokazał, że negatywne wydarzenia w jednym kraju Unii automatycznie podważają zaufanie inwestorów do innych gospodarek. Na zasadzie domina mogą prowadzić do wycofywania pieniędzy również z tych państw, gdzie polityka budżetowa była ostrożniejsza. Okazało się, że dotychczas stosowane instrumenty koordynowania polityki budżetowej i stosowane kary nie wystarczają. [srodtytul]Przede wszystkim monitoring[/srodtytul]
Komisja Europejska chce więc ściślejszego monitorowania sytuacji gospodarczej poszczególnych państw, systemu wcześniejszych ostrzeżeń oraz ostrzejszych sankcji. Dwa pierwsze etapy dotyczyłyby wszystkich, natomiast kary finansowe miałyby być nakładane tylko na państwa strefy euro. Komisja uznała, że tylko w ten sposób można szybko i skutecznie dyscyplinować rozrzutne kraje, opierając się na już istniejących zapisach traktatowych. Nowe sankcje dla wszystkich są zbyt skomplikowane. – Z punktu widzenia Polski i innych krajów spoza strefy euro to nie jest złe rozwiązanie. Bo jak do tej pory udało się uniknąć czarnego scenariusza, jakim byłoby tworzenie osobnej struktury zarządzania gospodarczego tylko dla strefy euro. Tutaj mechanizm jest identyczny dla wszystkich, a tylko sankcje dotyczą jednej grupy – mówi nieoficjalnie nasz rozmówca w Komisji Europejskiej. [srodtytul]Szybsze ostrzeżenia i karny depozyt[/srodtytul] Na pierwszym miejscu Komisja stawia zapobieganie kryzysowi. Dlatego proponuje fundamentalną zmianę myślenia o deficycie budżetowym. Obecnie kraj jest wytknięty palcem i zmuszany do oszczędności, jeśli deficyt sektora finansów publicznych przekracza 3 proc. PKB. W propozycji mówi się natomiast o średnioterminowym celu budżetowym, czyli równowadze budżetowej, która w czasach recesji może zamieniać się w lekki deficyt, a w czasach koniunktury w lekką nadwyżkę. Dopóki ta równowaga nie jest osiągnięta, tempo wzrostu wydatków budżetowych nie powinno być szybsze niż ostrożna prognoza wzrostu gospodarczego. Jeśli kraj wydawałby więcej, grozi mu ostrzeżenie, wezwanie do zmiany polityki, a wreszcie kara w postaci oprocentowanego depozytu sięgającego 0,2 proc. PKB. Jeśli prewencja zawodzi i kraj przekracza jednak limit 3 proc. PKB dla deficytu, to KE może znów żądać zmiany polityki i nakładać karę. [srodtytul]Uwaga na dług publiczny[/srodtytul] Nowością jest zapowiedź działania również wtedy, gdy przekroczony jest próg 60 proc. PKB dla dług publicznego. Komisja chce, aby kraj z większym długiem miał obowiązek jego obniżenia o 1/20 nadwyżki rocznie. Czyli jeśli dług wynosiłby 70 proc. PKB, to co roku musiałby spadać przynajmniej o 0,5 pkt proc. Jeśli tak by się nie stało, to kraj zostałby objęty procedurą nadmiernego deficytu, taką jak dla deficytu powyżej 3 proc. PKB. Nowy jest pomysł wprowadzenia najpierw nieoprocentowanych depozytów sięgających 0,2 proc. PKB, które potem mogłyby się zamienić w karę finansową. [srodtytul]Liczy się większość głosów[/srodtytul] Rewolucyjnym pomysłem jest przyspieszenie i uproszczenie procedury nakładania kary. Obecnie propozycja Komisji musi zostać przyjęta przez większość państw członkowskich. Taki warunek pozwolił Francji i Niemcom uniknąć kary w 2004 r., bo zbudowały przyjazną sobie mniejszość blokującą. W nowym systemie kary praktycznie nie da się uniknąć, bo propozycję komisji będzie musiała zablokować większość państw. Zasada „odwróconej większości” ma obowiązywać wszędzie, również na etapie zapobiegania kryzysowi. Przykłady Hiszpanii i Irlandii pokazały, że nie wystarczy mieć zdrowe finanse publiczne, aby uniknąć kryzysu. Dlatego KE chce monitorować nie tylko sytuację fiskalną, ale też konkurencyjność gospodarek państw członkowskich. W tym celu planuje stworzenie zestawu składników wykrywających nierównowagę np. na rynku pracy czy rynku nieruchomości i systematyczną ich analizę. Jeśli uzna, że jakiś odbiega wyraźnie od normy i stwarza zagrożenie wystąpienia kryzysu w przyszłości, to też – jak w przypadku sytuacji fiskalnej – będzie wydawać ostrzeżenia i rekomendacje. Na razie jednak ta część reformy jest opisana w sposób ogólny, bo nie wszystkie państwa członkowskie w ten sam sposób oceniają konkurencyjność gospodarki. [ramka][srodtytul]Opinia[/srodtytul] [i]Janusz Lewandowski komisarz UE ds. budżetu[/i] Akcję „straży pożarnej” mamy za sobą, uratowaliśmy Grecję. Teraz trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość. Komisja Europejska proponuje działania prewencyjne, bo to instrument bardziej skuteczny niż nakładanie sankcji w sytuacji, gdy do szkody już doszło i gospodarka jest w kryzysie. Kraje niedbające o równowagę budżetową będą musiały zamrażać pieniądze na nieoprocentowanych depozytach, które potem mogą się zamienić w kary finansowe. Na podstawie obecnych traktatów sankcje łatwiej i szybciej można zastosować tylko wobec strefy euro. Cały czas staramy się jednak, żeby nie było podziału Unii i tworzenia osobnych mechanizmów dla dwóch grup. [srodtytul]Berlin: rozrzutny kraj powinien tracić głos w strefie euro[/srodtytul] W projekcie dokumentu Komisji Europejskiej nie wspomina się o sankcjach politycznych w postaci odebrania prawa głosu krajowi notorycznie łamiącemu wymogi Paktu Stabilności i Wzrostu. Jednak Niemcy, które zgłosiły propozycję kilka miesięcy temu, nie rezygnują. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, w ostatnich dniach przekazały Komisji Europejskiej i innym państwom członkowskim swoją propozycję sankcji, w której ważnym punktem pozostaje zawieszenie prawa głosu. Według Berlina kraj powinien tracić prawo głosu we wszystkich decyzjach dotyczących procedury nadmiernego deficytu innych państw członkowskich oraz funkcjonowania unii gospodarczo-walutowej. Ta sankcja, podobnie jak poprzednie, miałaby grozić tylko państwom należącym do strefy euro. Do tej pory zarówno Komisja Europejska, jak i pozostałe państwa członkowskie sceptycznie odnosiły się do propozycji Berlina. Zasadniczy powód jest jeden: wymaga ona zmiany unijnych traktatów. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL