Świat

Milczenie niemieckiego prezydenta

Christian Wulff
AFP
Milczenie Christiana Wulffa coraz bardziej irytuje Niemców. Nie zabrał do tej pory głosu w żadnej ważnej sprawie
Christian Wulff jest prezydentem Niemiec od prawie trzech miesięcy. Od tego czasu wygłosił tylko obowiązkowe i ogólnikowe przemówienie. Zrobił to tuż po objęciu najwyższego urzędu w państwie. – Prezydent boi się własnych słów – tłumaczą media zagadkowe zachowanie lokatora zamku Bellevue. Pojawiają się nawet wypowiedzi, że nie dorósł do swego urzędu.
Najbliższe otoczenie Christiana Wulffa zapewnia, że z prezydentem wszystko jest w porządku i że obecnie pracuje intensywnie nad ważnym przemówieniem, które wygłosi 3 października, w 20. rocznicę zjednoczenia Niemiec. – To wspaniale, ale od miesiąca kipi debata na temat imigrantów, a prezydent nie powiedział w tej sprawie ani słowa – pisze „Der Spiegel”. Przypomina, że wywołał ją kontrowersyjny polityk SPD Thilo Sarrazin, członek zarządu Bundesbanku, zarzucając imigrantom genetycznie uwarunkowany brak inteligencji. Co gorsza, nazwisko prezydenta pojawia się w kontekście tej debaty w jak najgorszym świetle. Zdaniem mediów, działając zakulisowo, Wulff miał skłaniać kierownictwo banku do pozbycia się Sarrazina. Wprawdzie to prezydent powołuje członków zarządu, ale nikt nie dał mu prawa do ingerencji w funkcjonowanie banku, którego niezależność jest rzeczą świętą.
To nie pierwszy błąd Wulffa. Tuż po wyborach spędził wakacje na Majorce, w posiadłości zaprzyjaźnionego biznesmena. Zapłacił z własnej kieszeni, ale niesmak pozostał. W dodatku rozwija się afera w Dolnej Saksonii, której był do niedawna premierem, a do 2008 roku także szefem tamtejszej CDU. Prokuratura przeszukała właśnie biura CDU w Hanowerze oraz zarządu firm komunalnych Wolfsburga w poszukiwaniu dokumentów mogących potwierdzić podejrzenia, że zwycięska kampania wyborcza Wulffa w 2003 roku była finansowana z wykorzystaniem nielegalnych źródeł. Na razie nikt nie zarzuca pre- zydentowi, że posiadał taką wiedzę. Niektórych współpracowników z tamtych czasów zabrał ze sobą do Berlina. – Nie pamiętam, aby któryś z prezydentów RFN miał tak trudny start – mówi Gerd Langguth, politolog i biograf Angeli Merkel. Zwraca uwagę, że Wulff potrzebuje czasu, aby otrząsnąć się po elekcji. Został prezydentem dopiero w trzecim głosowaniu w Zgromadzeniu Federalnym. Jego konkurent i ulubieniec większości społeczeństwa pastor Joachim Gauck nie zniknął z firmamentu. Wręcz przeciwnie. Zdobywa jeszcze większą popularność jako gość niezliczonych politycznych talk-show, jeździ po kraju, wygłaszając emocjonalne przemówienia, występując w towarzystwie znanych polityków SPD. Wygląda to tak, jakby nadal był kandydatem. –Wulff musi w końcu powiedzieć, jak wyobraża sobie prezydenturę, najlepiej w przemówieniu programowym – radzi Gerd Langguth. [i]—Piotr Jendroszczyk z Berlina[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL