fbTrack

Media

Tomasz Pietryga: autorski przegląd prasy 20.08.2010

Tomasz Pietryga
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Wszystkie ogólnopolskie dzienniki informują o kolejnej owocnej wizycie naszych prokuratorów w Moskwie. Powiało optymizmem, gdyż Rosjanie przekazali nam kolejne dokumenty z otoczonego szczelnym kordonem śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Jak informuje "Polska The Times", Rosja przekazała stronie Polskiej 11 tomów akt. Do Moskwy poleciał po nie szef wojskowej prokuratury, gen. Krzysztof Parulski. Wśród przekazanych dokumentów nie ma protokołów sekcji zwłok ofiar katastrofy.
Te - jak pisze "Gazeta Wyborcza" - Rosja ma przekazać wkrótce, bo rosyjscy śledczy opracowują sekcje ostatnich czterech ofiar znajdujących się w kabinie pilotów. Badania DNA mają precyzyjnie określić, gdzie te osoby znajdowały się w chwili katastrofy. Co to za osoby? Dwóch pilotów, nawigator i dodatkowa osoba. Po miesiącach ignorowania naszych wniosków prawnych przez Rosjan wydaje się, iż należy cieszyć się, że w ogóle coś mamy. Z ulgą mogą odetchnąć znajdujący się pod stałym pręgierzem części opinii publicznej prokuratorzy, gdyż przekazane przez Moskwę jakieś dokumenty, z jakiegoś śledztwa nadal uzasadniają ich byt. Mogą dzięki nim przynajmniej przez pewien czas podtrzymać tezę o nienagannej współpracy i otwartości ich moskiewskich kolegów, którzy lada dzień wyjaśnią za nich i w ich imieniu cała sprawę. Czy tak się stanie? Oddzielając optymistyczne wypowiedzi polskich śledczych od słów Rosjan, można mieć wątpliwości. Jak pisze "Rz", Aleksander Zwiagincew, rosyjski prokurator generalny poinformował wczoraj, że dostęp do czarnych skrzynek ma tylko rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK). Dopiero, gdy przekaże je rosyjskim prokuratorom, ci będą mogli udostępnić je Polakom. Pytany, czy nasi śledczy będą mogli przesłuchać rosyjskich świadków, Zwiagincew odpowiedział, że jest to możliwe tylko w ramach specjalnych procedur: polscy prokuratorzy będą mogli uczestniczyć w przesłuchaniach jedynie jako obserwatorzy. Czyli zadawać pytania za pośrednictwem rosyjskiego prokuratora. Jak donosi dalej GW, rosyjski prokurator podkreślał wolę współpracy z Polską, ale zaznaczał, że wiele działań wynika z dobrej woli Moskwy, bo europejska konwencja o pomocy prawnej z 1959 r. oraz memorandum o współpracy polskiej i rosyjskiej prokuratury podpisane w 2008 r. nie przewidują sytuacji takich, jak katastrofa smoleńska. Dopiero niedawno podpisano nową umowę o współpracy w sprawach karnych, która daje więcej możliwości wspólnych działań. Tak mówią przedstawiciele władz rosyjskich, na których terytorium doszło do katastrofy. A jej okoliczności wciąż nie są jasne. Czy po wielu tygodniach milczenia powinniśmy być wdzięczni, że Rosjanie łamiąc procedury, przymykając oko dają nam kolejne materiały? Nie wykluczając, że być może wkrótce możemy liczyć na kolejne? Błąd pierwotny polegający na zamknięciu sobie jakiegokolwiek wpływu na śledztwo postawił sprawę na głowie. Chyba nieodwracalnie. Dobitnie świadczą o tym słowa Krzysztofa Parulskiego. Jak pisze GW, prokurator Parulski wyraził żal, że na razie nie może zrewanżować się stronie rosyjskiej za przekazane dokumenty odpowiedzią na żaden z nich. Ale stwierdził, że odpowiedź na pierwszy rosyjski wniosek będzie gotowa na początku września.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL