fbTrack

Sport

Grzeczny olbrzym z kościelnego chóru

ROL
Tomasz Adamek mierzy się z pięściarzem, który nie pasuje do ringu nie tylko dlatego, że gra na pianinie
Miał być przyszłością zawodowego boksu. Tak sobie pod koniec XX wieku wymyślili Amerykanie, wierząc, że posągowo zbudowany Grant wkrótce pokona najlepszych pięściarzy na świecie. Łagodny olbrzym z Norristown (202 cm, 114 kg mięśni) miał być mistrzem na nowe czasy.
Wygadany chłopak z kościelnego chóru, mający u boku białą dziewczynę, grający na pianinie i uczący się języka francuskiego wymykał się stereotypowi pięściarza i przyciągał media. Kogoś takiego szukano od czasów Muhammada Alego. Promotorzy patrzyli na niego łakomym wzrokiem, przewidywali, że będzie żyłą złota. Takie opowieści dobrze się sprzedają: dziecko z rozbitej rodziny, ale grzeczne i religijne. Czarnoskóry, który nie ma nic wspólnego z grzechami tego świata. Do tego potrafi rozmawiać z dziennikarzami i ma talent do boksu. Jesienią 1999 roku z Grantem walczył Andrzej Gołota. Specjaliści skazali Polaka na pożarcie. A ten zaczął podwójnym lewym prostym, po którym wystrzelił prawym i Grant padł na deski.
Wstał szybko, ale równo z gongiem kończącym pierwszą rundę znów leżał. Wynik walki wydawał się przesądzony. Ale Grant pokazał, że ma serce do walki. W dziesiątej rundzie, przegrywając na punkty u wszystkich sędziów, posłał Gołotę na deski, ten nie chciał dalej walczyć i sędzia przerwał pojedynek. To wtedy Amerykanie na dobre zachłysnęli się Grantem. [srodtytul]Guru Holyfield[/srodtytul] 38-letni dziś pięściarz twierdzi, że zainteresował się boksem przypadkowo. Grał w uniwersyteckiej drużynie w baseball i futbol amerykański, świetnie radził sobie pod koszem. Nie mógł się wtedy opędzić od propozycji znanych uniwersytetów. Chcieli go w Nowym Jorku, San Antonio, Kansas, ale on nie mógł się zdecydować. Przez rok był w San Antonio, semestr w Los Angeles, później przeniósł się do Fullerton, gdzie świetnie radził sobie na pozycji silnego skrzydłowego. Kiedyś jednak pojechał z kolegami do Las Vegas, zobaczył walkę Evandera Holyfielda z Riddickiem Bowe i połknął haczyk. To był moment zwrotny w jego życiu. Został bokserem, a jego duchowym guru – Holyfield. To on podszepnął swojemu trenerowi Donowi Turnerowi, by zrobić z Granta mistrza. To Holyfield był świadkiem na jego ślubie, podsuwał mu ciekawe książki do czytania i uczył wielu innych rzeczy. Jako amator Grant stoczył zaledwie 12 walk. Przegrał raz, w 1994 roku z Derrickiem Jefersonem. Zawodowy kontrakt podpisał, mając 22 lata. Po trzech latach wygrywał już z tuzami, byłym mistrzem wagi junior ciężkiej Alfredem Cole’em i mierzącym 204 cm Kubańczykiem Jorge Gonzalezem. W kolejnym roku pokonał Davida Izona i Obeda Sullivana. Ale nie wszystkim się podobał. Pamiętam, jak były mistrz Europy wagi ciężkiej, Chorwat Żejlko Mavrović, mówił mi w Las Vegas, tydzień przed walką Gołoty z Grantem, że Amerykanin to przeciętny pięściarz, i pokazywał, jak Polak powinien go znokautować. Ale Gołota przegrał wtedy sam ze sobą, a Grant, żarliwy baptysta, uwierzył, że Stwórca go wybrał i przed nim są już tylko zwycięstwa. Zawsze przed walką podchodzi do przeciwnika i mówi: – Niech cię Bóg błogosławi. Tak było też, gdy stanęli w ringu z Lennoksem Lewisem, 30 kwietnia 2000 r. w nowojorskiej Madison Square Garden. Grant zawisł na linach szybko, już w drugiej rundzie. Później powiedział na konferencji prasowej, że to był zimny prysznic, lekcja, której nie zapomni. Zamiast mistrzostwa świata dostał straszne lanie, ale zapowiedział, że się nie podda i jeszcze wróci. Ci, którzy pamiętają go ze starych czasów, gdy pobierał nauki w William Rainy Harper High School, twierdzą, że mógł być gwiazdą futbolu amerykańskiego lub koszykówki. To, że wybrał karierę zawodowego boksera, było chyba błędem. [srodtytul]Trzy porażki[/srodtytul] Tak mówią znajomi, ale on wierzy, że jeszcze będzie wielki. Najpierw tylko musi pokonać Adamka. Rekord wciąż ma wspaniały, tak samo jak warunki fizyczne. 46 wygranych walk, w tym 34 przez nokaut, i tylko trzy porażki, wszystkie jednak przed czasem. Z Lewisem w drugiej rundzie, z Jameelem McCline’em w pierwszej i Dominickiem Guinnem w siódmej. Od tamtego pojedynku w 2003 roku Grant stoczył tylko osiem walk, ale żadnej już nie przegrał. Wciąż jest tak samo rozrośnięty jak wtedy, gdy wygrywał z Gołotą. W okularach wygląda na kogoś, kto pomylił profesję. Czy pomylił, będzie się można przekonać już w nocy z soboty na niedzielę w Newark (transmisja w Polsacie). Adamek jest niższy o głowę i lżejszy o kilkanaście kilogramów, ale to jednak on będzie miał większe szanse na wygraną. [i]Janusz Pindera z Newark[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL