fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ranking Samorządów

Pomysł na sukces, czyli: wiedza, głupcze!

Kampus Pracze Centrum Badań EIT Plus. Tu będą rodziły się innowacje
Fotorzepa
Jerzy Haszczyński
Wrocław. III miejsce w kategorii miast na prawach powiatu
Parafraza słynnego wyborczego hasła Billa Clintona najlepiej oddaje pomysł na gospodarczy rozwój Wrocławia, jaki konsekwentnie realizują od lat władze miasta.
Czerwiec 2010. Podczas panelu dyskusyjnego z okazji pięciolecia działalności Globalnego Centrum Biznesowego Hewlett-Packard we Wrocławiu prezes Jacek Levernes komplementuje miasto jako wyjątkowo przyjazne dla biznesu. To nie czcze pochwały: według najnowszych badań OBOP dla Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości stolica Dolnego Śląska nie ma sobie równych w tej kategorii, co stwierdzili sami przedsiębiorcy z 18 miast, w których prowadzą działalność gospodarczą.
Gospodarka oparta na wiedzy, pomysł prezydenta Rafała Dutkiewicza na Wrocław, jeszcze kilka lat temu był postrzegany jako mrzonka. Bo wprawdzie Siemens i Hewlett-Packard jako pierwsze lokowały tu swe centra obsługi biznesu, ale te określenia były nieco na wyrost – wykonywano w nich najprostsze czynności księgowe. Pięć lat później nikt już nie powie, że idea Dutkiewicza jest rodem z Księżyca. W stolicy Dolnego Śląska do licznej grupy prestiżowych firm audytorskich dołącza McKinsey, który wiosną uruchomił tu czwarte światowe centrum wiedzy, a Jacek Levernes zapowiada, że chce uczynić z Wrocławia kluczowe centrum outsourcingu biznesowego i wspierania procesów decyzyjnych dla HP w całej Europie.
Historia lubi się powtarzać. Z podobnym niedowierzaniem przyjmowano deklarację prezydenta Rafała Dutkiewicza, który w 2005 roku odważnie zapowiedział: przez rok co miesiąc w mieście pojawi się znacząca inwestycja zagraniczna. Ściągnięto ich 13. A dodatkową wisienką na torcie było zlokalizowanie w podwrocławskich Biskupicach Podgórnych fabryki LG, która wraz z kooperantami stworzyła znaczący klaster przemysłu elektronicznego w Europie. Wrocław i obrzeża zapełniły się zagranicznymi firmami produkcyjnymi. Efekt? Bezrobocie, które w 2000 roku wynosiło w mieście 14 proc., spadło do nieco powyżej 3 proc. Nic dziwnego, skoro liczba miejsc pracy wzrosła w ciągu dekady z 200 tys. do grubo ponad pół miliona.
Operacja udała się w dużej mierze dzięki słynnej na całą Polskę „Brygadzie tygrysa” – wydzielonej komórce urzędników, którzy wspierali kompleksowo zagranicznych inwestorów w załatwianiu formalności. Ale od kilku lat miasto konstruuje znacznie bardziej skomplikowany instrument, dzięki któremu nowa fala biznesu opartego na innowacjach, ma się czuć we Wrocławiu bezpiecznie. Know-how to instytucjonalna współpraca nauki i biznesu, stymulowana przez władze miasta, od dostarczania firmom wykwalifikowanych kadr rzecz najważniejszą – maksymalne skrócenie ścieżki od pomysłu do przemysłu.
– Jesteśmy czymś w rodzaju „sprzęgła” pomiędzy firmami a uczelniami – tak rolę samorządu określa prezydent Dutkiewicz. – Zdarza się, że polskie szkoły wyższe bywają sztywne i zardzewiałe, ale na szczęście nie wszystkie. Na przykład wrocławski Uniwersytet Ekonomiczny właśnie uruchamia nowy kierunek studiów – informatykę biznesową. To efekt współpracy środowiska naukowego z biznesowym, sami byśmy tego nie wymyślili – wyjaśnia prezydent Wrocławia.
Miejskie programy i pomysły na wspieranie biznesu można liczyć w dziesiątkach: od zupełnie drobnych, jak np. zwolnienie z podatku od nieruchomości czy tworzenia funduszów pożyczkowych i poręczeniowych, po zapoczątkowane przez Wrocław road show, mające zachęcić do studiowania na wrocławskich uczelniach i kreowanie wizerunku miasta, jako otwartego dynamicznego. Z kopciuszka, jakim był jeszcze dwie dekady temu, Wrocław wyrósł w tej mierze na jedną z największych gwiazd: według badań GoodBrand & Company od Wrocławia lepszą polską marką jest tylko Kościół katolicki i – raptem o 0,6 punktu – Kraków.
Ale współpraca nauki i biznesu we Wrocławiu ma szansę na zakres niemający precedensu w Polsce. Po wieloletnich staraniach i nie bez przeszkód miasto uruchomiło Wrocławskie Centrum Badań EIT Plus, instytucję naukowo-badawczą, ściśle współpracującą z innowacyjnym biznesem. Minister nauki Barbara Kudrycka powiedziała o niej pod koniec czerwca, że ma szansę stać się lokomotywą polskiej nauki. Wrocławski EIT Plus jest przykładem szczególnej determinacji samorządu Wrocławia: miasto, przegrawszy walkę o stworzenie Węzła Wiedzy i Innowacji Europejskiego Instytutu Technologicznego, projektu mającego być odpowiedzią na strukturę zbudowaną w ramach Massachusetts Institute of Technology, utworzyło własny, w ramach którego współpracują wszystkie wrocławskie uczelnie. Na realizację dwóch projektów: nanotechnologicznego biotechnologicznego WCB EIT Plus już otrzymał z Ministerstwa Nauki ponad 700 mln zł.
– Wrocławowi nie grozi „przegrzanie”. Rynek jest tu chłonny, im więcej firm tu przychodzi, tym paradoksalnie łatwiej jest wejść następnym – ocenia strategię miasta Paweł Panczyj z firmy doradczej Ernst & Young, były szef słynnej „Brygady tygrysa”.
– Wrocław to takie HP city, czyli huge potential city (miasto z ogromnym potencjałem)
– zgadza się z nim prof. Bogusław Fiedor, rektor wrocławskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. On, ale także inni rektorzy wrocławskich szkół wyższych długo mogliby wymieniać liczne przykłady partnerskiej współpracy nauki i biznesu. Diagnozy funkcjonowania samorządowego sprzęgła podjął się podczas czerwcowej debaty we Wrocławiu wiceminister gospodarki Rafał Baniak. – Dziś siedzimy tu we wspólnym gronie i mamy prezesa dużej firmy, prezydenta miasta i rektora uczelni. To niestety nie jest norma we wszystkich polskich miastach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA