fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Wydaje mi się, że jestem skuteczny

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO
[b]Rz: Czym się różni wykonywanie mandatu eurodeputowanego od posłowania w Sejmie?[/b]
[b]Jacek Saryusz-Wolski:[/b] To posłowanie do kwadratu. Na podziały polityczne nakładają się narodowościowe. Sama materia jest bardzo skomplikowana, bo rozstrzał interesów czy uwarunkowań kulturowych jest dużo większy. A przekonanie rozmówcy wymaga więcej wysiłku, partnerem bowiem może być pełny temperamentu Włoch albo spokojny ponad miarę Fin.
Poza znajomością języków trzeba opanować pewien kod kulturowy, znać historię i wrażliwość innych, czasem zażartować w konwencji innej nacji, nawiązać kontakt.
[b]Pan mówi o wrażliwości, ale nieprzychylni panu mówią, że nie jest pan specjalnie otwarty na oczekiwania innych, wardo negocjuje.[/b]
To stereotypy wynikające z niezrozumienia. Na poziomie Unii używa się innego języka niż w bilateralnej dyplomacji, gdzie wszystko trzeba owijać w bawełnę. Tu nikt nie ma na to czasu. Ale nie do końca rozumieją to nowe państwa członkowskie. Poza tym sztuka polega na tym, by – użyję żeglarskiego porównania – iść tak ostro pod wiatr, jak można, ale by nie przekraczać linii wiatru. Wydaje mi się, że jestem skuteczny.
[b]Czyli pana metody nie odbiegają? od stosowanych przez wyjadaczy ze starych krajów UE?[/b]
Opanowałem techniki zachodnich eurodeputowanych. A nieśmiałość, zakłopotanie i zwyczaj grania poniżej swej wagi jest charakterystyczny dla nowych krajów członkowskich.
[b]Są europosłowie bardzo aktywni w Polsce, w mediach krajowych, gdzie wypowiadają się na tematy niemające wiele wspólnego z ich działalnością w PE. To dobrze?[/b]
Europoseł powinien jak najwięcej czasu poświęcać pracy, do której został skierowany.
50 polskich mandatów jest dobrem rzadkim. Na ramionach każdego z nas spoczywa 1/50 tej części suwerenności, która na mocy traktatu została przekazana przez suwerenne państwo polskie na rzecz wspólnego zarządu na poziomie UE. W kraju jesteśmy zastępowalni, w PE nie. I to dotyczy żywotnych rozstrzygnięć. Legislacyjnych, bo ok. 60 – 70 proc. polskiej legislacji rodzi się tu. Budżetowych, bo tu decydujemy o pokaźnej części polskiego budżetu. Ale też w polityce zagranicznej, bo coraz częściej o naszych interesach decyduje się w instytucjach UE. Więcej dla Polski można zrobić w Brukseli i Strasburgu niż w Warszawie. I najlepiej byłoby zmierzać do takiego modelu specjalizacji. Ale tak może być tylko, gdy praca tutaj jest doceniana. Lecz struktury polityczne, szeroka publiczność, media nie doceniają wagi naszej pracy.
[i]rozmawiała Anna Słojewska[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA